Praca straszna, nie wiem jak wytrzymałam tam 2 lata! Kierownictwo nie zdaje sobie sprawy, że ludzie to nie manekiny i roboty. Non stop pełny makijaż, błyszczyk na ustach, schludna kitka (oczywiście czarna gumka i proste wsuwki), strój służbowy jak by nie było zawsze cały czarny, czarne zakryte buty promienny uśmiech i 12h stania nawet przy pustym sklepie. Wieczne pretensje, że utargi są za małe (a kolekcje nie zawsze były genialne delikatnie mówiąc), ściąganie pracowników z urlopu bo nowo zatrudniona osoba się nie stawiła, nigdy nie płacone nadgodziny (a np. przy zmianie wystroju lub kolekcji musi być obecna cała załoga, mimo, że grafik pokazuje coś innego). Pod koniec mojej kariery w simple zaczęła się atmosfera zastraszania i niepewności o pracę (przegięciem była zatrudnienie na miesiąc dziewczyny, która miała za zadanie donosić o tym co się dzieje w sklepie managerowi, z czego wywiązywała się skrupulatnie). Zarobki to po prostu śmiech na sali, a premia za wyrobiony miesięczny target, który jest naprawdę wysoki to ..... 100zł.... bez komentarza. Jedyne co trzeba oddać tej firmie, to to, że zatrudniała naprawdę świetnie dziewczyny w swoich butikach, dzięki którym atmosfera (nie licząc dni kiedy na inspekcje wpadał manager) była znakomita, ale ile można pracować tylko i wyłącznie ze względu na przyjazną atmosferę???
ps. zapomniałam, że podczas wizyt manager sprawdzał czystość sklepu, nie muszę chyba dodawać, że to do sprzedawców należy sprzątanie go. Tak więc mycie ścian i podłogi cifem raz w tygodniu to normalka, bo przecież po co robić remont....