Dzień dobry wszystkim zainteresowanym.
Jakiś czas temu kandydowałem na stanowisko do Departamentu Finansowego. Dodam, że jestem już dość doświadczoną osobą w zakresie rozmów rekrutacyjnych i widziałem już różne techniki stosowane podczas tych spotkań. Wracając więc, pokrótce opowiem czego doświadczyłem w MKiDN. Zacznę od tego, że jestem już na miejscu w MKiDN po zameldowaniu w recepcji wraz z paroma innymi osobami i oczekuję na "osobę, która ma po mnie przyjść". Osoba "opiekun" prowadziła nas przez całe Ministerstwo, trochę krętą drogą, raz po schodach głównych, potem po bocznych, w końcu dotarliśmy jak mniemam na drugi koniec gmachu, a przed nami ukazał się korytarz, na którego końcu znajdowały się niewielkie schody prowadzące do ciemnego pomieszczenia, z którego wydobywał się dźwięk jakby pracującego sprzętu elektronicznego. W pomieszczeniu tym były kolejne schody drewniane i kolejny pokój. Ogólnie wyglądało to i skojarzyło mi się z wejściem na strych. Tam znajdował się pokój, w którym zostanie przeprowadzony test wiedzy. Końcowy pokój nie wyróżniał się już niczym wyjątkowym, krzesła, stół itp. Wszyscy usiedliśmy przy stole i oczekiwaliśmy na rozpoczęcie testu. Niestety mimo początkowego opóźnienia ok. 20 minut, test rozpoczął się po kolejnych 30 minutach z bliżej nieznanych okoliczności, a więc łącznie już prawie godzina opóźnienia. Rozpoczęliśmy w końcu test, pytania głównie ze znajomości ustaw, trochę z logicznego myślenia. Najbardziej rzuciło mi się w oczy pytanie o to jak nazywa się Dyrektor Departamentu, do którego trwa właśnie nabór. Test dobiegł końca, trwał ok. 20 minut. Poproszono nas o wyjście z pokoju i udanie się w bliżej nieokreślone miejsce po za "ciemnym pomieszczeniem" tak więc udaliśmy się na korytarz, gdzie ku mojemu zdziwieniu nie było żadnych krzeseł. Informacja o wynikach testu przyszła za kolejne 20 minut. Otrzymaliśmy również informację o tym, że będzie krótka przerwa i kolejny etap konkursu rozpocznie się za ok. kolejnych 20 minut. Jedna z uczestniczek konkursu zapytała czy w tym czasie można wyjść z budynku i wrócić np. za godzinę, na co otrzymała odpowiedź negatywną, że jak już wyjdzie z budynku to nie będzie miała możliwości powrotu, tak więc wszyscy mają stać (bo nie było żadnych krzeseł) i czekać. Mimo wszystko przerwa trwała trochę więcej niż 20 minut. Po czym przyszła Pani i po prosiła pierwszą osobę na rozmowę. Każda rozmowa trwała ok. 25-30 minut. Osób zakwalifikowanych było 5. Tak więc wszyscy krążyli sobie w tą i z powrotem po niewielkiej przestrzeni. Mimo, iż budynek MKiDN bardzo ładny z zewnątrz, w środku wygląda jakby inwestowano w niego minimum środków finansowych. Na środku korytarza stoi krzesło, na którym ustawiona jest kuchenka mikrofalowa, kilku pracowników przewinęło się przez ten czas do niej w celu odgrzania jedzenia, to z czym spotkałem się w firmach, w których pracowałem to to, że na tego typu rzeczy są przygotowane tzw. pokoje socjalne, tutaj niestety nie było tej jakby się mogło wydawać podstawy. Czas leciał powoli, niektóre uczestniczki, Panie ok. 50 lat zaczęły siadać na ziemi opierając się o ścianę. Byłoby jeszcze ok, gdyby ta ściana i podłoga były czyste. Niestety potem miały bardzo duże plamy z kurzu na tyłach. Ja na szczęście dałem radę dostać do końca nie siadając. W końcu zostałem po proszony, wchodzę. Siedzi cztery osoby, jedna pracowniczka działu, kierownik, Pani z kadr, i Dyrektor Departamentu, który bez wątpienia był najciekawszą osobą w tym gronie. Dyrektor nazwijmy to "leżał siedząco" na krześle i rzucał w jego mniemaniu zabawne komentarze, jednakże robił to w sposób tak nonszalancki, że nie mógłbym powiedzieć w 100% czy oby na pewno był w pełni trzeźwy. Z racji tego, że maksymalnie można umieścić 5000 znaków, kolejna część opowieści w następnym poście.