Reklama

Co może przynieść zmiana?

Rozwój technologii i pęd do nowoczesności mocno wpływają na naszą rzeczywistość i powodują ciągłe zmiany zachowań. Kontakty międzyludzkie zostały zdominowane przez internet, który z jednej strony przyniósł wiele możliwości, z drugiej dał przestrzeń do bezkarnego i często anonimowego wyrzucania z siebie frustracji. Kultura korporacyjna, w sytuacji globalnych kryzysów gospodarczych, ewoluowała w złą stronę. O tym, gdzie leży źródło frustracji, jak radzić sobie z mobbingiem, oraz czym jest zmiana w naszym życiu, rozmawiamy z Katarzyną Miller, psycholożką i psychoterapeutką.

Jaką rolę pełni praca w naszym życiu?

Gdy myślę o pracy, to w mojej głowie pojawiają się nasi przodkowie, którzy byli niezwykle samodzielni, bo po prostu musieli zadbać o bezpieczne miejsce do spania czy znalezienie pokarmu. W dalszej kolejności zajęli się rolnictwem, zaczęli hodować rośliny i zwierzęta. Zaczęli też układać się między sobą, czyli tworzyć system jakichś umów wymiany. Przyjęło się, że pieniądze zostały wymyślone dopiero przez Fenicjan, jednak ciekawe, kto właściwie wymyślił pracę? Praca polega nie na czym innym, jak na wymianie, czyli ktoś daje drugiemu człowiekowi środki umożliwiające przeżycie, w zamian za to, że ta osoba robi coś, czego być może wcale by nie robiła, gdyby nie ta zależność. Gdyby nie wynagrodzenie, gwarantujące przeżycie, może wszyscy zajmowalibyśmy się głównie leżeniem na plaży pod palmą. Albo jednak tylko niektórzy…

No właśnie, ciekawe czy rzeczywiście tak by było… W kontekście filozoficznym praca tworzy nas – praca kształtuje człowieka.

To jest drugi punkt widzenia, zgodnie z naukami filozoficznymi. Filozofia europejska zna dwie szkoły – źródła: apollińską i dionizyjską. Apolliński punkt widzenia to: nadawanie sensu działaniom człowieka, racjonalizm, mądrość, życiowe cele, rozwój. Dionizyjska perspektywa jako cel zakłada po prostu przeżycie, odpoczynek, sen, wszelkie przyjemności, a nawet używki. Być może odrobinę wulgaryzuję tę postawę, jednak bardzo ją cenię, bo w moim mniemaniu podejście to wiąże się z zabawą, ukochaniem świata i życia po prostu. Tak, jak postawa apollińska jest pouczająca, tak dionizyjska akceptująca. Teoretycznie w postawie dionizyjskiej będzie mniej przestrzeni na obowiązki, pracę, jednak z drugiej strony przecież są ludzie, którzy kochają swoją pracę, sprawia im ona przyjemność i jest ich świadomym wyborem. Oczywiście życzę wszystkim, żeby mieli pracę, która wiąże się zarówno z ich umiejętnościami i predyspozycjami, jak i z ich chęcią, a nawet pasją.

Serwis Pracy GoWork jest właścicielem forum, na którym możemy wypowiadać się na temat swojego pracodawcy – obecnego lub byłego. Często bywa tak, że gdy mówimy o byłym pracodawcy, wylewa się z nas dużo frustracji. Niewątpliwie opinie te napisane są pod wpływem ogromnych emocji – takich, które przysłaniają pole widzenia. Skąd się w nas bierze aż taka frustracja?

Taka sytuacja przymusowego rozstania się z pracodawcą, czyli zwolnienia, bardzo przypomina mi rozwody. To, jak byli już partnerzy mówią o sobie nawzajem w straszny sposób, co jest oczywiście spowodowane dużymi emocjami. Gdyby podpytać postronnych znajomych tej pary, stwierdziliby już bez emocji, że po prostu do rozstania doprowadziły konkretne powody. Różnica jest taka, że w sytuacji zależności zawodowej to tylko jedna strona jest tą rozżaloną. Bywa, że ludzie są zwalniani z dnia na dzień, bez żadnego uprzedzenia…

A czasami nawet bez podania przyczyny, czego sama doświadczyłam.

Po prostu pracodawca komunikuje krótko: pani już tu nie pracuje. Źródła takich zachowań możemy upatrywać w tak zwanej korporacyjnej (nie)kulturze, która początkowo zakładała humanistyczne podejście do pracownika, definiując zasady higieny pracy, zasady zależności zawodowej, zasady współżycia społecznego. Niestety ewoluowało to w złym kierunku, być może w obliczu globalnych kryzysów, takich jak pandemia COVID-19. Nasz szef lub szefowa, z dnia na dzień, bez uzasadnienia ani podziękowania, informuje nas, że zostaliśmy zwolnieni „decyzja korporacyjna”. Jest to oczywiście sytuacja tragiczna.

Wróćmy do pytania, dlaczego ludzie aż tak się przejmują. Zauważmy, że mamy takie czasy, że bardzo mało ludzi nie pracuje wcale. Zdecydowana większość ludzi na świecie wykonuje jakąś pracę. Doszło nawet do tego, że jesteśmy określani przez pracę, którą wykonujemy. Poznając się przeważnie pytamy się wzajemnie czym się zajmujemy. Może ludzie nie pytają nas, gdzie pracujemy, bo to nie wypada, ale dostajemy pytania: co pan/ pani robi, kim pan/ pani jest? Mówiąc o naszej pracy zyskujemy świadomość, że gdzieś przynależymy, a to już jest jedną z podstawowych ludzkich potrzeb. Oczywiście najpierw wiem, że nazywam się Katarzyna Miller, wiem, gdzie się urodziłam, skąd pochodzę z jakiego kraju, miasta, domu. I to jest baza, ale jednak w dalszej kolejności, szalenie istotne jest moje zajęcie, zawód, to co robię – czy kopię doły, czy jestem ogrodniczką, dziennikarką, konduktorką to nas w pewnym sensie definiuje.

Już samo stwierdzenie jestem kimś jest znaczące. Przecież gdyby nie praca, musiałybyśmy być przynajmniej księżniczkami, żeby mogło nas to zdefiniować. Jeżeli tak się składa, że nie jestem księżniczką, to jestem kimś, tylko jeżeli robię coś znaczącego.

Nawet arystokracja, która jeszcze istnieje, też stara się coś robić, bo człowiek wtedy jest do czegoś, jest przydatny, a ludzie wiedzą czego od niego oczekiwać i do jakiej wymiany może dojść. To w jakimś sensie ustala relacje, priorytety, hierarchię życiową.

Jeżeli więc ktoś pozbawił mnie pracy – czyli w pewnym sensie mojej tożsamości – to oczywiście moje emocje są uzasadnione. Powiedzmy jednak, że jesteśmy w innej, trudnej sytuacji, gdy ktoś ma nad nami władzę i ją wykorzystuje, czyli stosuje wobec nas mobbing. Co wtedy?

Jeżeli ktoś ma nad nami rzeczywistą władzę, odczuwamy wtedy złość i bezradność, prowadzące do trwałego poczucia krzywdy. Z jednej strony nie możemy nic zrobić, a z drugiej – coś w środku każe nam odczuwać głęboką niezgodę na tę sytuację. Ludzie w złości i bezradności robią różne rzeczy: niektórzy szkodzą sobie, inni robią awantury innym.

Albo piszą komentarze na anonimowym forum…

Wylewają żółć, co niestety nie pomaga. Pomaga zmiana naszej sytuacji, jakiś rodzaj zadośćuczynienia i w zasadzie tylko to. Fakt, że się poskarżymy, albo obsmarujemy firmę, czy konkretnego pracodawcę w internecie, nic nie da. Mam wrażenie, że obecne czasy są o wiele mniej humanitarne, niż kiedyś. Nawet w socjalizmie nie działy się takie rzeczy. Wtedy wyrzucenie człowieka z pracy było bardzo trudne, bo były związki zawodowe, nawet mówiło się: „Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy”. Nikt nie zarabiał dużo, ale pracy nie tracił.

Kiedy mogę uznać, że jestem ofiarą mobbingu?

Pamiętajmy, że odczucia danej osoby mogą być subiektywne – samopoczucie, jej granice, to co ją męczy, wykańcza. Bywają osoby bardzo delikatne, nadwrażliwe, wręcz nieprzygotowane do życia. Problem ten może na przykład dotyczyć kobiet, które zostały wychowane na tak zwane „grzeczne panienki” i mają kłopot z asertywnością. Od razu widać, że z taką osobą można sobie na więcej pozwolić, bo najprawdopodobniej nie zaprotestuje. Wtedy temu komuś podrzuca się kolejne obowiązki, popędza się ją. Obciążona pracownica stara się to wszystko wykonać, ale czuje, że tego jest za dużo. Z czasem staje się napięta, zdenerwowana. Mówię tutaj o pewnym typie dziewczyn, które nieraz spotykałam w mojej praktyce psychoterapeutycznej. To kobiety, które chcą być porządne, zadowolić wszystkich – grzeczne dziewczynki, które mają służyć innym. Bardzo trudno zmienić sposób myślenia takiej osoby, bo to poczucie, że trzeba stać w kącie ze spuszczonym wzrokiem, wynosi się przecież z domu rodzinnego. Ale bywa też, że pracownik może jest zbyt zdolny, wręcz mądrzejszy od szefa, co raczej nie spodoba się przełożonemu.

Zdefiniowałaś dwa typy osób podatnych na mobbing – typ prymusa i mądrali. Skupmy się teraz na mobberach. Dlaczego szefowie mobbingują?

Ludzie hejtują i mobbingują zawsze z tego samego powodu: nie doceniano ich. Te osoby nie lubią samych siebie i mają wobec siebie dużo negatywnych uczuć, dlatego bardzo chcą udowodnić, że to inni są do niczego. Żyją w ciągłym strachu, że wyda się, że to oni są słabi. Złośliwe wyłapywanie w ludziach ich błędów ma służyć oczywiście odwróceniu uwagi. Mobberzy robią to z pełnym przekonaniem, że takie działanie jest słuszne.

Czyli są to ludzie, którzy karmią się konfliktem?

Takie osoby mają poczucie, że dzięki konfliktowi żyją i czują. Myślą, że są obrońcami czegoś, jakiejś nadrzędnej idei sprawiedliwości. Swoich emocji nie interpretują jako złość, tylko jako słuszne oburzenie. To kwestia nastawienia, nie charakteru. Każdy choleryk może poradzić sobie ze swoimi emocjami, odpowiednio nimi zarządzając. Oczywiście, że choleryk szybciej reaguje, ale nie musi być przeciwko ludziom.

A czy można zreformować mobbera lub czy mobber może zreformować samego siebie?

To zależy. Po pierwsze, jeżeli mobber chce się zmienić, bo dotarło do niego, że ludzie go nie lubią, może to zrobić. Oczywiście musi w to włożyć odpowiedni wysiłek. Natomiast jeżeli mobber nie pokusi się o autorefleksję i będzie uparcie bronić swojej twierdzy, nie ma szans na zmianę. Podłożem tego oporu zawsze będzie lęk, bo mobber też kiedyś był krzywdzony. Prawda jest taka, że niekrzywdzeni nie krzywdzą.

A propos krzywdy, porozmawiajmy o anonimowym hejterze, któremu ulewa się żółć…

Internet na to pozwolił. W przypadku mobbingu w pracy znamy tych ludzi, wiemy, jak się nazywają i jak działają. Możemy się sprzeciwić. Natomiast w internecie, gdy inni nie wiedzą kim jesteśmy, możemy pluć na kogo chcemy i jak chcemy. Mnie osobiście hejt nie dotyka i wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś uważa, że np. mówię głupio, niech mnie nie słucha. Istnieje krytyka oddolna i odgórna. Odgórna to gdy stoisz na balkonie i plujesz w dół. Oddolna natomiast gdy stoisz pod balkonem i plujesz w górę, czyli tym samym opluwasz siebie. Dla mnie hejter to ten, co pluje w górę, czyli tak naprawdę opluwa siebie, bo jego słowa nie dotrą do góry, do mnie.

Co jednak w przypadku nastolatków, których hejt może literalnie zabić?

To jest właśnie najsmutniejsze, że gdy dojrzewamy, nie wierzymy w siebie, nie wiemy kim jesteśmy, jacy jesteśmy. Niektórym pozostaje to do końca życia, ten wątek tragiczny: jest dla mnie kluczowe, co ludzie o mnie myślą i mówią. Na terapii jest to pierwsza rzecz, z którą walczymy. Inaczej nie pójdziemy dalej. Człowiek dojrzały ma ukształtowaną osobowość: wie, kim jest, wie, co umie, w czym jest dobry, zna swoje wady. Świat zewnętrzny w żaden sposób nie jest w stanie wpłynąć na poczucie własnej wartości u dojrzałej osoby.

Czy hejter ma szansę pójść po rozum do głowy i zaprzestać swoich działań?

Może być tak, że hejtowanie było tylko etapem, wynikającym ze zmęczenia, trudności, frustracji. Ludzie miewają takie stany, że chcieliby się pozbyć całego świata. I wtedy wyżywają się w internecie. Internet daje nam dużo korzyści, ale i dużo kłopotów.

Na goworkowym forum, dotyczącym pracodawców, mogę dowiedzieć się wielu rzeczy o moim potencjalnym pracodawcy. Chciałabym przeczytać różne opinie, również te krytyczne, natomiast nie chcę czytać hejtu, bo nic mi to nie da. Od razu widać, że pisał to człowiek w fazie wściekłości, albo rozpaczy. Czy gdyby taka osoba ostudziła emocje i napisała coś konstruktywnego, taka opinia mogłaby być użyteczna dla innych?

Gdy planujemy wybrać się do jakiegoś hotelu, w pierwszej kolejności czytamy opinie. I powiedzmy, że jedna z opinii dotyczy tego, że było przyjemnie, ale łazienki były nieposprzątane. Hotel odpowiada na to przeprosinami i obiecuje poprawę. I to jest ok. Będę czujna, ale chętnie się do tego hotelu wybiorę. Natomiast jeżeli ktoś napisze, że w tym hotelu było paskudnie, recepcjonistka to zołza, i on nigdy w życiu już tam nie pojedzie, to jako osoba czytająca ten komentarz pomyślałabym, że jego autor doprowadził tę recepcjonistę do ostateczności. Dla mnie taka opinia byłaby kompletnie niewiarygodna, tak jakby nie było jej wcale.

Podobnie chyba z pracodawcą – jeżeli w pracy X nie odpowiada nam właściwie wszystko, to…

oznacza to, że trzeba było się zwolnić. Miejmy na uwadze, że nie każdy kto doznał jakiejś straty, został niesprawiedliwie potraktowany. Są osoby, które po prostu obijają się w pracy, próbują wykorzystać pracodawcę. Takim osobom należy się, żeby zostały zwolnione.

Czym dla Ciebie jest zmiana, jako zjawisko?

Zmiana jest często dla ludzi w centrum uwagi – zmiana pracy, mieszkania, partnera, zmiana samego/samej siebie. Temat ten towarzyszy człowiekowi przez całe życie. Jest to zagadnienie z kategorii – bezpieczeństwo czy ryzyko? Zmiana bardzo nas kręci, ale z drugiej strony bardzo przestrasza. Ludzie potrzebują bezpieczeństwa, ale jak mają go za dużo, pragną ryzyka. Gdy jest za dużo ryzyka, pojawia się strach. Niektórzy od razu rezygnują z prób zmiany, twierdząc, że i tak się nie uda. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że nigdy nie ma gwarancji powodzenia. Nikt nie da nam pewności, że wprowadzając jakiekolwiek zmiany w swoim życiu, dobrze na tym wyjdziemy. Nie zmienia to faktu, że świat zbudowany jest na zmianie. Myślę, że ważne jest to, żeby decyzja o zmianie była nasza własna. Bywa tak, że to okoliczności zmuszają nas do zmian. To są te zmiany, których ludzie nie lubią, które na nich napadają, przeciwko którym protestują. I ja to rozumiem.

Ostatnio spotykam wielu ludzi w moim wieku i starszych, którzy mówią: dla mnie jest za późno na zmianę.

Gdy ktoś mówi, że na zmianę jest za późno, oznacza to tylko tyle, że jest on/ona jest człowiekiem, który nie chce zmiany. Na zmianę nigdy nie jest za późno. Ja sama w dojrzałym wieku, zaczęłam przygodę z muzyką. Przy zmianie w dojrzałym wieku często pojawia się pytanie w głowie: „A może nie powinnam, może nie wypada?”. Otóż powinnam/powinienem. A co wypada, to w ogóle nie powinno nas obchodzić. Nie warto uciekać od tego, w co wierzymy. Oczywiście, miałam tysiąc wątpliwości zanim zaczęłam pisać wiersze, śpiewać piosenki, które sama napisałam. Ale przeskoczyłam te wahania dość szybko. Marzenia trzeba spełniać. Nikt za nas tego nie zrobi.

Wiesz, myślę, że Twoja historia potwierdza, że zmiana nie jest zanegowaniem dotychczasowych dokonań. Jest raczej zrobieniem następnego kroku w kierunku samorealizacji.

Właśnie tak, super to nazywasz, to po prostu głębszy oddech. bo ja niczego nie zostawiłam. Teraz mam więcej, niż miałam. Dzięki temu jestem szczęśliwsza.

Rozmawiała: Monika Richardson

Oceń artykuł
3.4/5 (25)
Ładowanie ofert pracy...