Ostrzegam wszystkie wrażliwe, wstydliwe bezdzietne panie (nawet z lekką) nadwagą przed Zalewska-Zacharek. Niedopuszczalnym i skrajnie sprzecznym z etyką zachowaniem doprowadziła mnie do poważnej traumy i depresji, z którymi zmagam się do dziś. Oczekiwałam zrozumienia i wsparcia w obliczu pierwszego, najbardziej intymnego, wstydliwego badania w życiu. Skandalicznym, nieobliczalnym zachowaniem sprawiła, że moje pierwsze, odkładane przez wiele lat USG piersi, było najbardziej traumatycznym i upokarzającym przeżyciem w całym życiu. Pozbawiona elementarnej kultury do tego stopnia, że na grzeczne "dzień dobry" oburzonym i karcącym tonem po chamsku odpyskowała "dobry wieczór". Dała popis totalnego (usunięte przez administratora)od pierwszej chwili. Nie przeprosiła za spóźnienie. Już w progu zaprezentowała poziom poniżej (usunięte przez administratora). Opryskliwa, agresywna, chamska, arogancka, bezwzględna, zadufana w sobie i wyniosła. Kompletnie pozbawiona taktu i kultury. Interesowały ją wyłącznie moja waga i życie osobiste. Bezpośrednio przed badaniem kompletnie straciła nad sobą panowanie i wydarła się na mnie "A kto miałby tu wejść?!" Tak zareagowała na zadane drżącym głosem pytanie, czy nikt nie wejdzie do gabinetu. Zachowywała się jak kompletnie niezrównoważona. Nie uzyskałam żadnych informacji na temat badania USG ani samobadania piersi. W atmosferze przepełnionej wrogością, agresją i przemocą psychiczną uzyskanie pomocy było nierealne. To skandal, że za taki koszmar musiałam zapłacić. Zamiast okazać mi szczególną empatię, wrzeszczała na mnie jak na bezrozumną istotę tylko dlatego, że do tej pory nie wykonywałam badań z powodu wstydu. Zadrwiła z najbardziej intymnej sfery mojego życia, przekraczając wszelkie dopuszczalne granice. Darła się na mnie nawet wtedy, kiedy byłam rozebrana do pasa i całkowicie bezbronna. W trakcie badania byłam ekstremalnie zawstydzona i skrępowana. Było mi słabo, kręciło mi się w głowie i nie mogłam złapać oddechu. Dołożyła wszelkich starań, by badanie było jak najbardziej bolesne i upokarzające. Naciskała palcem z całej siły w najbardziej bolesnym miejscu. Zbędny, bolesny, upokarzający dotyk bez mojej zgody. Po badaniu omal nie spadłam z fotela z powodu krzyków tej furiatki, która zamiast pomóc mi wstać, wydzierała się, że mam już dwa czynniki ryzyka raka - waga i bezdzietność! Upokorzyła mnie z powodu mojej wagi, bezczelnie komentowała tak osobiste sprawy, jak brak posiadania potomstwa i w bezduszny sposób nastraszyła rakiem. Na oko "zdiagnozowała" insulinooporność (poziom glukozy mam wzorcowy). Po badaniu cała się trzęsłam. Miałam łzy w oczach. Nie mogłam uwierzyć, że można tak podle i nieludzko potraktować pacjentkę, która przyszła po pomoc i zapłaciła za wizytę. Jedynym celem tej baby było jak największe upokorzenie pacjentki. Nie wyobrażam sobie, jak można bezkarnie i bez najmniejszego powodu krzyczeć na drugiego człowieka. W relacji lekarka – pacjentka takie zachowanie jest niedopuszczalne. Jakim prawem w chamski sposób komentowała moją wagę i życie prywatne? Jakim prawem darła się o ryzyku raka w chwili, gdy byłam rozebrana?! Czy pomyślała, jak mogłam się poczuć? Do dziś z płaczem wspominam tamte okrutne słowa. Krzywdzące docinki odnośnie nadwagi (spowodowanej Hashimoto) i życia osobistego całkowicie dyskwalifikują tą wrzeszczącą babę jako lekarkę. W czasach, gdy tyle mówi się o cierpieniu zwierząt i szkodliwości mięsa, chciała wymusić na mnie rezygnację z wegetarianizmu! Miałam wiele pytań, ale ze względu na niekontrolowane wybuchy gniewu i agresję za każdym razem, kiedy próbowałam o coś zapytać, nie miałam możliwości dowiedzieć się niczego. Dopuściła się wobec mnie wielu aktów przemocy psychicznej, upokarzała i poniżała z powodu wagi, bezpodstawnie nastraszyła okaleczającym i odbierającym kobiecość rakiem piersi, a także bezczelnie komentowała najbardziej (usunięte przez administratora) sfery mojego życia, związane z kwestią seksualną. Wrzeszczała za każdym razem, kiedy się odezwałam. Opryskliwie wyparowała, że nie wie, skąd wziął się ból piersi. Jest nie tylko (usunięte przez administratora), arogancka i udziela informacji, kierując się swoimi uprzedzeniami. Czy tylko i wyłącznie kobiety z nadwagą chorują na raka piersi? Wszystkie kobiety, które miały raka, były szczupłe i miały przynajmniej jedno dziecko. Czynnikami ryzyka okaleczającego raka piersi są geny oraz stosowanie antykoncepcji i HTZ. Już dawno udowodniono, że ciąża i karmienie piersią absolutnie nie chronią przed rakiem piersi. Ta krzykliwa "lekarka" ośmieszyła się brakiem elementarnej wiedzy.
Karta Praw Pacjenta gwarantuje prawo do godności, poszanowania intymności oraz do rzetelnych informacji o stanie zdrowia. Rzetelnych informacji, a nie bezpodstawnego straszenia rakiem bezpośrednio po badaniu i wykrzykiwania zza biurka diagnozy tylko na podstawie wyglądu. Przychodząc na wizytę prywatną, oczekiwałam grzecznego traktowania i profesjonalizmu. Wyszłam upokorzona, zdruzgotana i nastraszona wizją okaleczającej kobiece ciało choroby. Sprawa zgłoszona - potwierdzone zostało naruszenie art. 12 KEL.