Ceny gazu w Europie właśnie przebiły poziom 58 euro za megawatogodzinę, osiągając najwyższy pułap od dwóch lat. Jeśli komuś wydawało się, że rynek już się ustabilizował po poprzednich turbulencjach – nic bardziej mylnego. Niskie temperatury, rosnące zapotrzebowanie i nerwowa sytuacja geopolityczna sprawiają, że ceny idą w górę jak na drożdżach, a magazyny gazu opróżniają się w błyskawicznym tempie. To może oznaczać jedno – kolejne podwyżki i jeszcze większe napięcie na rynku energetycznym.

Wszystko to przypomina scenariusz, który Europa zna aż za dobrze – nagły wzrost popytu, niepewność co do dostaw i panika na rynkach. Tym razem jednak sytuacja wygląda jeszcze gorzej, bo rezerwy topnieją szybciej, niż zakładano, a o tańszych alternatywach można co najwyżej pomarzyć. Czy europejskie kraje mają plan awaryjny, czy po prostu liczą, że zima w końcu odpuści?
Zima dociska gaz do dechy, a ceny lecą w kosmos
Zimowe mrozy sprawiają, że zużycie gazu rośnie jak szalone – a wraz z nim ceny. Jeszcze niedawno wydawało się, że europejskie zapasy wystarczą na przetrwanie sezonu grzewczego bez większych problemów, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała te założenia. Im dłużej utrzymują się niskie temperatury, tym większy nacisk na rynek, a to oznacza jedno – dalszy wzrost cen.
Jakby tego było mało, rynek reaguje nerwowo na każdą plotkę o możliwych zakłóceniach w dostawach. Wystarczy jedno napięcie w globalnej układance gazowej, a inwestorzy natychmiast podbijają ceny. Nie pomaga też fakt, że Europa nadal jest zależna od dostawców, których plany polityczne nie zawsze pokrywają się z interesami Zachodu. Efekt? Niepewność, kolejne rekordy cenowe i konieczność szukania ratunku gdziekolwiek się da.
Magazyny gazu pustoszeją – rezerwy na wyczerpaniu
Jeszcze jesienią europejskie magazyny były niemal pełne – wypełnienie sięgało 90%, co miało zagwarantować stabilne przejście przez zimę. Problem w tym, że rzeczywistość szybko pokazała swoją mniej przyjemną stronę. Obecnie poziom zapasów w niektórych krajach spadł już poniżej 60%, co oznacza, że rezerwy mogą się skończyć szybciej, niż ktokolwiek przewidywał.
To rodzi kolejne problemy – Europa nie ma łatwego sposobu na szybkie uzupełnienie tych braków. Popyt na LNG jest globalny, a konkurencja o dostawy rośnie. Kraje azjatyckie są gotowe płacić więcej, co oznacza, że dostawcy niekoniecznie traktują Europę priorytetowo. Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, może się okazać, że europejskie rządy będą zmuszone podejmować drastyczne kroki, aby zabezpieczyć dostawy dla swoich obywateli.
Eksperci biją na alarm – może być jeszcze gorzej
Jeśli ktoś liczył, że ceny gazu za chwilę wrócą do „normalnych” poziomów, to raczej się rozczaruje. Analitycy już teraz ostrzegają, że jeśli zima się przedłuży, a sytuacja geopolityczna nadal będzie napięta, kolejne podwyżki są nieuniknione. To oznacza, że zarówno gospodarstwa domowe, jak i przemysł muszą przygotować się na jeszcze wyższe rachunki.
W dłuższej perspektywie nie ma innego wyjścia – Europa musi szukać alternatyw. Inwestycje w odnawialne źródła energii, rozbudowa infrastruktury LNG i zmniejszenie zależności od dostawców, którzy dyktują warunki – to jedyne sposoby, by uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości. Pytanie tylko, czy politycy podejmą realne działania, czy znowu skończy się na deklaracjach, a problem wróci za rok z jeszcze większą siłą.
Źródło: money.pl