
Osoby publiczne żyją na tzw. świeczniku, co w praktyce oznacza, że są nieustannie oceniane przez innych. Niestety często nie kończy się to na obiektywnej ocenie czy konstruktywnej krytyce. Bywa, że komentarze te przekraczają granicę dobrego smaku, są napastliwe, krzywdzące. Niekiedy wystarczy mała iskra w postaci jednego słowa, gestu, znanej osoby, żeby wywołało to hejterski pożar. O tym, co bywa najczęstszą przyczyną hejtu, w jaki sposób atakują internauci oraz jak radzić sobie (często) z nagonką, opowiada Sandra Kubicka, kiedyś modelka, dziś kobieta biznesu, promotorka świadomego życia.
Co takiego złego zrobiła Pani ludziom dookoła, że szczerze Pani nienawidzą?
Właściwie chyba wystarczy sam fakt, że urodziłam się, żyję, funkcjonuję w społeczeństwie. Mój życiorys, doświadczenia, budzą w wielu osobach negatywne odczucia i zachowania. Przez wiele lat byłam modelką, co często odbierane jest bardzo stereotypowo, atrakcyjne kobiety budzą wiele negatywnych skojarzeń. Ludziom wydaje się, że jest to bardzo lekka praca, a kariera w modellingu jest z pewnością wypadkową koneksji, czy szukania dróg na skróty. Moja kariera modelki wykroczyła poza granice Polski i przez kilka lat pracowałam w Stanach Zjednoczonych, co również budzi dodatkową niechęć u wielu osób. Oliwy do ognia dolewają moje prywatne perypetie. Nie jest tajemnicą, że mam za sobą dwa nieudane narzeczeństwa, przez co zarzuca mi się, że nie potrafię utrzymać związku, nie wiem czym jest miłość i tak dalej. Niedawno podjęłam współpracę z telewizją publiczną, gdzie prowadzę program rozrywkowy, co również wpływa na przyrost negatywnych komentarzy w moim kierunku. Właściwie co chwilę opinia publiczna znajduje nowe powody, argumenty, przez które staję się obiektem nagonki, hejtu.
Czy nie jest tak, że kolejny powód podmienia ten poprzedni, czyli piłka jest w grze?
Niektórzy nie dopuszczają do świadomości, że kobieta może być zarówno ładna jak i inteligentna, dodatkowo życiowo obrotna oraz z sukcesami na koncie. I jeżeli któraś z nas łączy te cechy, jest to od razu podważane. Mam wrażenie, że ludzie sami to nakręcają i na siłę doszukują się powodów, które dadzą argument do podważenia moich osiągnięć, tego kim jestem, a tym samym do niechęci w kierunku mojej osoby. Nie ukrywam, że jest to bardzo przykre.
Który z tych ataków zabolał Panią najbardziej?
Największą traumę, a co za tym idzie, podnoszenie się z tego u psychologa, spowodował atak na mnie ze strony pewnej celebrytki, która publicznie posądziła mnie o uśmiercenie psa. Mimo, że nie było to prawdą a oskarżenia były absurdalne, nikt nie poprosił mnie o przedstawienie sytuacji z mojego punktu widzenia. Ludzie od razu zaatakowali mnie, rzucili się na mnie i doszło do pewnego rodzaju linczu. Wtedy zrozumiałam, że ludzi tak naprawdę nie do końca obchodzi prawda, hejt się lepiej sprzedaje, nakręca „kliki”.
Wracając do Pani przeszłości, przyznam, że samo określenie ‘modelka’ bywa pejoratywne. Wielu ludzi stygmatyzuje ten zawód. Uważa się, że często jest to praca oparta o koneksje, kontakty seksualne i tak dalej. Ja natomiast myślę, że wcale nie miała Pani tak łatwo, ponieważ jako młoda dziewczyna, weszła Pani do wielkiego, bezwzględnego świata, zamiast żyć jak typowa nastolatka.
Wielokrotnie mówiłam o tym, że nie pochodzę z majętnego domu, pamiętam bardzo chude lata. Stąd mój ogromny lęk o pieniądze, o to, żeby ponownie nie być biedną. Nie chciałabym wrócić do tego co było, prowadzić taki styl życia jak kiedyś. W pewnym momencie te doświadczenia doprowadziły mnie do momentu, gdy postawiłam sobie za cel zagwarantowanie, by moim bliskim nigdy niczego nie brakowało. Stąd podjęcie pracy w tak młodym wieku oraz pracowitość, dzięki której osiągnęłam satysfakcjonujące dochody. Za pierwsze pieniądze zarobione w modellingu zadbałam o potrzeby moich najbliższych. Niektórzy widzą tylko jedną stronę tego medalu, czyli młodą dziewczynę, która zarobiła łatwe pieniądze za pozowanie w bieliźnie. Nikt natomiast nie widzi co było moim celem, na co wydałam to wynagrodzenie. Dzisiaj może Pani pojechać do moich dziadków i zobaczyć, że mają zapewnione wszystko, co gwarantuje godne życie. Tak samo moja mama i pozostałe bliskie mi osoby.
Osiągnęła Pani materialny sukces, dzięki czemu pomogła Pani najbliższym osobom, ale to zapewne odbyło się na zasadzie „coś za coś”?
Oczywiście. Taki sukces ma swoją cenę. Nie miałam typowego, beztroskiego życia nastolatki. Nie chodziłam do tradycyjnej szkoły, ponieważ miałam nauczanie zdalne. Wpływało to na brak kontaktów z rówieśnikami, brak przyjaciół, czy chociażby tak ważnego, symbolicznego wydarzenia jak Studniówka. Ominęło mnie typowe życie nastolatki, które uczy socjalizacji, dyscypliny, funkcjonowania w normalnym świecie. To wszystko w pewnym stopniu odbiło się na moim dorosłym życiu, dlatego aktualnie staram się to przepracować.
Takie życie „w wielkim świecie” zapewne kusiło?
Gdy miałam 16 lat, zaczęły się wyjścia agencyjne, spotkania z gwiazdami, czyli wielki świat na wyciągnięcie ręki. Byłam świadkiem gdy koleżanki poddawały się temu, korzystały z uroków takiego życia, popełniając po drodze różne błędy. Mnie natomiast to nie kusiło i zapewne dzięki temu nie skończyłam źle, tak jak to często zdarza się w tej branży. Myślę, że tym co mnie pionizowało była właśnie ta motywacja, żeby zapewnić sobie i moim bliskim dobry byt. Ta motywacja kieruje mną do dzisiaj, z tym że działam w zupełnie innym zawodowym kierunku.
A zapewne niektórym wydaje się, że uderzyła Pani sodówka do głowy?
Wiele osób ma taką opinię na mój temat, ale w rzeczywistości wygląda to wręcz przeciwnie. Staram się widzieć innych, pomagać im, działać charytatywnie na rzecz ludzi i zwierząt i wiem, że budzi to wielkie zdziwienie u osób, które oceniają mnie stereotypowo. W głowach im się nie mieści, że mogę być empatyczną, normalną osobą. Myślę, że to show business i portale plotkarskie wykreowały mój taki a nie inny wizerunek. Portale te przecież nie piszą o żadnych dobrych, pozytywnych rzeczach, tylko o tym, co złe, kontrowersyjne, wzbudzające emocje. A dodatkowo nikt tam nie dba o rzetelność, podawane są nieprawdziwe informacje, a przekręcanie czyichś słów to standard. Jest to nic innego jak manipulacja opinią publiczną, stąd zdziwienie, że w realnym życiu jestem zupełnie inną osobą niż mój sztucznie wykreowany wizerunek.
Dobre informacje nie „klikają się”.
To jest straszne i nie daje mi spokoju, dlatego też mam pewien pomysł, który być może zrealizuję. Mam na myśli portal, w którym są publikowane wyłącznie pozytywne informacje na temat znanych osób. Warto pokazywać też tę ludzką, dobrą stronę, inspirować zamiast szerzyć nienawiść.
Mam wrażenie, że Pani „klika się” bardzo dobrze, stąd ta pogoń za sensacją z Sandrą Kubicką w roli głównej.
Bardzo często czytam zupełne bzdury na swój temat i za każdym razem zastanawiam się, dlaczego przed opublikowaniem tego nikt do mnie nie zadzwonił i nie zweryfikował tych informacji. Przecież wystarczyło zapytać, poprosić mnie o komentarz. Często jest to kłamstwo powielane w kilkudziesięciu artykułach i żaden z autorów tych treści nie skonsultował tego ze mną. Takie zachowania są okrutne. I nie dotyczy to tylko wspomnianych autorów, ale także paparazzi, którzy potrafią mnie śledzić i tylko czyhać na moje potknięcie. Zdarzyło mi się, że pojechałam z centrum Warszawy na drugi koniec miasta po mojego ulubionego wegańskiego burgera. Oczywiście sfotografowano mnie, opublikowano tekst, w którym podważono mój zdrowy styl życia. Tym samym podważono również autentyczność moich biznesów. Inni zapominają, że ja też jestem tylko człowiekiem i tak jak każdy mam swoje słabości.
Czy hejt przez lata przybiera na sile?
Odkąd prowadzę firmy one również stały się obiektem krytyki, nagonki. Czyli hejt skierowany we mnie, jako osobę publiczną, przeniósł się również na moje biznesy. Nie zapominajmy, że firma to nie tylko ja, ale i pracownicy, którzy ją tworzą i ta krytyka dotyka bezpodstawnie również tych osób. Zresztą nagonka na moje spółki ma też źródło w działaniach konkurencji, czym powinien zająć się Urząd Ochrony Konsumentów i Konkurencji.

A czy jest Pani atakowana w sieci przez boty?
Tak. Na szczęście Instagram wcielił w życie funkcję, dzięki której można wpisywać słowa klucze i na tej podstawie blokować hejterskie komentarze. Korzystam z tej usługi szczególnie na koncie prywatnym.
Jakie negatywne komentarze na Pani temat pojawiają się najczęściej?
Mogłabym mówić o tym godzinami (śmiech). Są to nawiązania do bezpodstawnego hejtu pewnej pani, która stwierdziła w swoich mediach społecznościowych, że moja firma zamiast suplementów sprzedaje cukier puder. Oczywiście ta pani nie miała żadnych dowodów, nikt tego nie zweryfikował, nie poprosił nas o komentarz, ale ja od tej pory jestem nazywana oszustką. Portale jeden po drugim bezmyślnie powielały ten hejt, bo przecież będzie się klikało. A ja zastanawiam się, jak dziennikarz może nie zapytać drugiej strony o komentarz? Czy publikowanie oszczerstw, bez dania szans na odpowiedź jest zgodne z etyką dziennikarską? Ludzie uważają też, że „sprzedałam się” – to odnośnie współpracy z telewizją publiczną. Oczywiście pada argument, że nie kocham zwierząt, mimo że mam trzy psy. Osoby te sugerują mi, żebym dała spokój moim zwierzakom i żebym lepiej urodziła dziecko. Dodam, że z przyczyn zdrowotnych na ten moment nie mogę mieć dzieci. Niestety portal „Pudelek” nie wziął tego pod uwagę i opublikowano kiedyś artykuł, który już w tytule sugerował, że nękam psy i żebym lepiej poszła sobie urodzić dziecko. Ten artykuł dotarł do mnie w momencie gdy byłam na spacerze z moją chrześnicą i moją pierwszą reakcją był płacz. Od razu zareagowałam i ściągnięto artykuł z portalu dość szybko, jednak byłam zszokowana, że jego autorką była kobieta oraz że inne osoby, uczestniczące w procesie publikacji, nie zareagowały na tak krzywdzące treści. Niestety publikacja takiego materiału jest dowodem na to, że w plotkarskim świecie nie ma granic.
Myślę też, że warto podkreślić, że wiele bezdzietnych kobiet jest atakowanych pytaniami „a kiedy dzieci?”, co jest zupełnie nie na miejscu i tak naprawdę nie powinno nikogo interesować.
Sama spotykam się z takimi pytaniami i komentarzami podczas rodzinnych spotkań. Jest to dość inwazyjne i przekraczające granicę dobrego smaku. Nikt nie bierze pod uwagę kwestii zdrowotnych, ewentualnych poronień. To są bardzo delikatne kwestie, a niestety ignorowane przez otoczenie. Życzyłabym sobie odrębnej kampanii społecznej „Nie pytajcie się kiedy”.
Wydaje mi się, że ludzie zupełnie bezpodstawnie przypisują sobie prawo do komentowania, oceny życia innych. I to jest problem tak samo tych ciotek przy świątecznym stole, które dopytują o dzieci, jak i osób, które przekraczają granice w komentarzach, w sieci.
Moim marzeniem jest zebranie grupy około dwudziestu osób, które mnie tak szczerze nienawidzą i po prostu zadanie im pytania, dlaczego tak na nie działam. Chciałabym usłyszeć konkretne, rzeczowe, merytoryczne argumenty. Myślę, że taką mentalność, nastawienie wynosi się z domu. To zaczyna się na etapie wychowania, kiedy to rodzic sugeruje córce, że jest ładniejsza od koleżanki, albo podkreśla, że ma lepsze oceny od innych. To otwiera taką furtkę do porównywania się, komentowania innych, poczucia, że jest się lepszym. Takie dziecko jest zakodowane i w dorosłym życiu wydaje mu się, że może wszystko.
Kiedy po raz pierwszy zetknęła się Pani z hejtem?
Byłam hejtowana od dziecka, bo wychowywali mnie dziadkowie. Moich rodziców nie było na miejscu, przez co byłam inna od reszty dzieci. Żadne z rówieśników nie widziało w szkole mojej mamy lub ojca. Mój ojciec właściwie od zawsze jest nieobecny w moim życiu, a moja mama w pewnym momencie musiała wyjechać do Stanów za chlebem. Zostałam więc pod dobrą opieką dziadków, jednak bywały momenty kryzysowe, chociażby Dzień Matki, kiedy to na uroczystość do szkoły w zastępstwie matki przychodziła babcia. Efekt był taki, że dzieciaki dokuczały mi, że mam starą mamę. W końcu przestałam brać udział w takich uroczystościach. Dokuczano mi też z tego powodu, że mam ciemną karnację, więc dzieci sugerowały, że moja mama jest Afroamerykanką i dlatego wstydzi się przyjść do szkoły.
Tak jak Pani powiedziała, takie zachowania wynosi się z domu i zapewne te dzieci słyszały komentarze dotyczące Pani i Pani matki od swoich rodziców.
Oczywiście, maniery i szacunek do drugiego człowieka wynosi się z domu. Brak tych manier i szacunku przeradza się często w hejt, który jest niebezpiecznym narzędziem. Uważam, że hejt powinien być karany. Aktualnie mamy do czynienia z precedensem, bo wygrano w Polsce pierwszą taką sprawę sądową. Była to sprawa pomiędzy hejtowaną przedsiębiorczynią a influencerką, która bardzo agresywnie hejtowała tę pierwszą. Osoba atakowana wygrała ten konflikt. Daje to jakąś nadzieję, ale niestety póki co, jest to tylko jeden przypadek. Z tego co mi wiadomo, warszawskie sądy oddalają takie pozwy. To czego życzyłabym sobie jeszcze, to wysokie kary dla osób siejących hejt i mowę nienawiści. Być może to ostudziłoby poczynania niektórych osób.
Hejt to zabójcze narzędzie, dlatego rzeczywiście ważne, by prawnie wspierano atakowane osoby.
Hejt doprowadził już do niejednego samobójstwa. Ja teoretycznie jestem silną osobą, jednak miewałam takie momenty zderzenia ze ścianą, zupełnego poddania się. Właściwie przeszłam taki proces trzykrotnie. Zastanawiałam się wtedy czy jest sens kontynuować moją działalność, wstydziłam się pokazywać ludziom. Niestety ataki na mnie były przenoszone też na moją mamę – sugerowano, że ma beznadziejną córkę. I to chyba boli najbardziej, kiedy zaczynają cierpieć nasi najbliżsi.
Czy w tych największych kryzysach uginała się Pani pod treścią krytyki, czy jednak jej ilością?
W dniu premiery mojego ostatniego programu usunęłam 300 komentarzy. Nie będę się godzić na wylewanie na mnie hejtu, więc po prostu blokuję takich ludzi. I w zasadzie tyle tyle mogę zrobić.

Czy podejmując decyzję o prowadzeniu tego programu, nie miała Pani obaw?
Bardzo bałam się konsekwencji, ale zarazem byłam ich świadoma. Wiedziałam, że będzie lincz i nie myliłam się. Na dzień przed prezentacją programu miałam sesję z moją psychoteraputką, która miała przygotować mnie do tego dnia, ataków, hejtu. Psychoterapeutka pomogła odpowiednio mnie „zaprogramować”, żebym mogła unieść ciężar tej sytuacji. Wiele osób pytało mnie dlaczego podjęłam decyzję o prowadzeniu tego programu, sugerowano mi, że sprzedałam się. Prowadzenie tego programu to spełnienie moich marzeń. Nie rozmawiamy o polityce, a o miłości, budowaniu relacji, szacunku, czyli o tym co ważne i słuszne. Nie rozumiem dlaczego miałabym się wstydzić tego programu i tak istotnej tematyki. Przecież w rzeczywistości można mnie połączyć jedynie z tym programem. Niestety wyobraźnia niektórych osób szybuje i łączą mnie bezpodstawnie z wieloma innymi kwestiami.
Czy odpisuje Pani na krytyczne komentarze?
Czasami ulewa mi się i wtedy odpisuję. Ostatnio bardzo kulturalnie odpisałam pewnej dziewczynie na atakujący mnie komentarz i chyba zawstydziła się jego treścią, ponieważ usunęła go. Nie mogę jednak walczyć z każdym z osobna, bo musiałabym poświęcić na to cały mój czas.
Poza psychoterapią, jak jeszcze Pani sobie radzi w sytuacjach patowych?
Gdy atmosfera zagęszcza się, widzę, że nadchodzi burza, po prostu odcinam się od portali, komentarzy, udaję, że ten problem nie istnieje. Moi bliscy wiedzą, że to moja taktyka obronna, więc oni wtedy również nie informują mnie o tym, co dzieje się w sieci. To działa, ponieważ jeżeli my nie zderzymy się z tym, nie nadamy tym słowom znaczenia, nie są one w stanie wpłynąć na nas, zaboleć. Grunt nie skupiać się na tym.
Zapewne nie zawsze przychodzi to z łatwością…
Niestety my w domu mamy kumulację, ponieważ zarówno ja jak i mój partner – Alek – jesteśmy osobami publicznymi. Bywa tak, że nagonka dotyczy mojej osoby, potem jego, a nieraz nas obydwojga. I tak, na zmianę, musimy być wzajemnym wsparciem dla siebie, co bywa bardzo męczące, wyczerpujące.
No właśnie, mam takie wrażenie, że w Pani przypadku to jakieś kombo. Nie dość, że ludzie znajdują masę powodów do krytyki Pani, to mają mocny kolejny argument w postaci Pani medialnego związku.
Ostatnio krytyka dotyczy faktu, że obydwoje pracujemy w tej samej stacji, więc wiele osób sugeruje, że Alek załatwił mi pracę, że sama nie doszłabym do tego punktu. To też uderzyło mnie bardzo mocno, bo sugeruje to w prosty sposób, że kobieta nie może samodzielnie odnieść sukcesu, ponieważ uważa się, że za tym sukcesem musi stać mężczyzna. Nagle tyle osób zapomina, ze latami pracowałam na swoją pozycję, rozpoznawalność, markę osobistą. Zamiast podkreślenia moich dokonań, mój angaż do programu przypisywany jest koneksjom, partnerowi. Szokuje to zwłaszcza wtedy gdy sugestie takie padają z ust kobiet dziennikarek. Mam ochotę je wtedy zapytać czy im pracę załatwił mąż?
Dookoła Państwa związku jest dużo więcej kontrowersji.
Artykuł z niemalże ostatniej chwili” „Alek Baron, partner Sandry Kubickiej, z którą jest, o dziwo, do dziś”. Kontrowersje dotyczą tego, że Alek był wcześniej w związkach, tak jakby było to jakieś nadzwyczajne zjawisko. I cały czas podważa się nasz związek.
Myślę, że to musi być bardzo przykre – taki zmasowany atak na związek, podważanie miłości, uczucia, zasadności relacji.
Ukrywaliśmy się przez cztery miesiące, zanim nasz związek ujrzał światło dzienne. Polecieliśmy na zagraniczne wakacje, podczas których nagrała nas pani z Polski, będąca jednym z gości hotelowych. Ta pani przesłała te zdjęcia do telewizji, jednak nie opublikowano ich, tylko poinformowano nas, że takie zdjęcia dotarły do redakcji. Zrozumieliśmy wtedy, że mamy dwa wyjścia: albo zrobić to po swojemu i poinformować opinię publiczną o naszym związku, albo pozwolić by media same to ogłosiły, bez naszej zgody, nie na naszych zasadach. Gdy poinformowaliśmy o naszym związku, od razu spotkaliśmy się z krytyką, prześmiewczym tonem, zastanawianiem się nad tym, kiedy Alek mnie zostawi. Po roku ludzie podkreślali, że dziwią się, że nadal jesteśmy razem, ale że pewnie i tak nie potrwa to długo. Po dwóch latach nasz temat nadal się nie znudził i dalej mierzymy się z takimi komentarzami, a jakby tego było mało, byłe partnerki Alka również uaktywniają się i dolewają oliwy do ognia.
Portale można ominąć, nie zaglądać, a jak to wygląda w życiu realnym?
Zdarzyło mi się być w centrum handlowym i usłyszeć wulgaryzmy skierowane w moim kierunku, czyli już dość odważnie.

Przyznam, że jest zszokowana, ponieważ z reguły słyszę opinie, ze hejt dotyka tylko w sieci, na żywo ludzie nie mają takiej odwagi.
Niestety u mnie takie sytuacje zdarzają się. Gdy pytam wtedy co konkretnie ktoś ma na myśli, dlaczego tak mnie nazwał, osoby te nie mają nic rozsądnego do powiedzenia. Szkoda tylko, że muszę poświęcać moją energię na gaszenie, hejterów. Ja tych ludzi odbieram jako takie balony wypełnione czarną smołą, przepełnione frustracją. Te osoby zapewne same nie wiedzą, dlaczego są tak nieszczęśliwe, złośliwe. Wydaje mi się, że po prostu muszą się na kimś wyżyć i gdy trafią na mnie, dają upust emocjom. Dodatkowo często dostaję także komentarze, że na Instagramie wyglądam inaczej niż na żywo, że na zdjęciach jestem szczuplejsza. I zastanawiam się wtedy czy tacy ludzie swoim najbliższym też robią przytyki na temat ich wyglądu, czy sami chcieliby je słyszeć? Skąd u nich pomysł, że mają prawo do takich komentarzy?
Pani rozpoznawalność niesie za sobą ogrom krytyki, ale też jest świetnym narzędziem dotarcia do szerszego grona odbiorców, promocji ważnych rzeczy.
Ogromnym autem rozpoznawalności, szerokiego grona obserwujacych na Instagramie, jest to, że ludzie mogą wysłuchać mojego głosu, opinii w wielu istotnych kwestiach. Przykładem jest chociażby ten wywiad, podczas którego poruszamy bardzo istotne, często przemilczane tematy. To samo dotyczy PCOS, czyli zespołu policystycznych jajników, o którym mówię bardzo często i głośno. Mogę edukować kobiety, podpowiadać im rozwiązania, pomagać. A ostatnio, jako prowadząca program, pomagam osobom w związkach i to wszystko dzięki temu, że jestem osobą medialną. Dzięki Instagramowi mam bardzo dużo komercyjnych współprac, na których zarabiam pieniądze i oddaję je chociażby schroniskom dla zwierząt. Życzyłabym sobie, żeby każda medialna osoba wykorzystywała swoją rozpoznawalność w wartościowy, pomocny innym sposób.
Z modellingu przeszła Pani w biznes, rozwijając sieć swoich firm. Co spowodowało taką decyzję?
Wiedziałam, że modelling nie potrwa wiecznie i muszę mieć jakąś alternatywę. Stworzyłam więc firmy, będące rozgałęzieniem mojej historii życiowej. Tworzę produkty, których sama potrzebowałam, widziałam niszę na rynku. Zawsze miałam tak, że skakałam na głęboką wodę i w tym przypadku podobnie. Do Polski wróciłam dwa lata temu, więc polskie realia, system podatkowy, były mi obce. Otoczyłam się dobrymi specjalistami, czyli księgową i mecenasem i w ten sposób było mi łatwiej wystartować w biznesie, mieć się od kogo uczyć. Te działania spowodowały, że w pewnym stopniu odcięłam się od show businessu i spoglądam bardziej w kierunku poważnego biznesu i to tu znajduję ludzi, którzy są dla mnie prawdziwą inspiracją.
Jakie ma Pani biznesowe plany na najbliższy czas?
Chcę dalej wspierać kobiety, ale też od takiej biznesowej strony, pokazywać im, że mogą z sukcesem prowadzić swoje mniejsze i większe biznesy. Ważne jest uświadamianie jak istotna jest samodzielność, własny dochód, niezależność finansowa.
Rozumiem, że planuje Pani wyjść z wizerunku modelki, partnerki Alka, i być kojarzoną z Pani firmami, biznesem?
Nie znoszę, gdy ktoś nazywa mnie modelką, na szczęście dzieje się to coraz rzadziej. Co prawda mam jeszcze jakieś pojedyncze sesje zdjęciowe, ale większość czasu zajmuje mi typowa praca biurowa, prowadzenie firm. Pracuję jak większość z nas, od poniedziałku do piątku wykonuję pracę biurową. Takie dni jak dzisiaj, czyli press day, to jakieś przerywniki. Kiedyś marzyła mi się okładka „Glamour”, a aktualnie marzy mi się okładka „Forbes’a”.
Jak podpisać Panią w tym wywiadzie?
Tak jak w programie, który prowadzę, cytując panią reżyser: Sandra Kubicka, kiedyś modelka, dziś kobieta biznesu, promotorka świadomego życia.
Rozmawiała: Kinga Walczyk
These reptiles … and their success!