W czasach, gdy kolejne firmy technologiczne redukują etaty, a sektor software próbuje otrząsnąć się po pandemicznej gorączce, jest jedna branża, która nie tylko trzyma się mocno, ale wręcz rośnie w siłę. Półprzewodniki – ciche serce rewolucji cyfrowej – zyskują status „nowej ropy”, a Polska może odegrać w tej transformacji rolę znacznie większą niż dotąd przypuszczano. Na dowód wystarczy spojrzeć na rozwój Trumpf Huettinger – firmy, która z mało znanego oddziału nad Wisłą wyrosła na globalnego lidera badań i innowacji w energoelektronice.

Software i hardware idą ramię w ramię
Dr Paweł Ozimek, prezes Trumpf Huettinger w Polsce, nie pozostawia złudzeń – stabilność zatrudnienia w półprzewodnikach opiera się na unikalnym połączeniu kompetencji software’owych i sprzętowych. Programista znający mikrokontrolery, interfejsy czy zasady działania procesorów – to dziś złoto. A jeśli do tego ma opanowane C lub C++ i potrafi działać w zespole interdyscyplinarnym – staje się specjalistą odpornym na kryzysy.
Nie bez znaczenia są również kompetencje miękkie. Komunikacja, elastyczność, umiejętność pracy stacjonarnej z urządzeniem w laboratorium – to codzienność, nie wyjątek. Mimo że świat IT pokochał zdalność, tutaj wiele rzeczy nadal trzeba dotknąć, przetestować, uruchomić. A to oznacza pracę ramię w ramię z elektroniką, w fizycznym świecie, który jeszcze nie poddał się wirtualizacji.
Polska przestaje być tylko montownią
Przez lata słyszeliśmy, że jesteśmy „zapleczem Europy” – krajem taniej siły roboczej i outsourcingu. Dziś to się zmienia. W Polsce powstają rozwiązania, które z powodzeniem mogłyby być tworzone w Dolinie Krzemowej – mówi Ozimek. W strukturach Trumpf Huettinger to właśnie polski oddział zatrudnia największy zespół R&D – 250 specjalistów. Łączne zatrudnienie przekroczyło już 1,5 tys. osób, a inwestycje grupy w Polsce wzrosły o 118 proc. rok do roku.
Tym, co przyciąga uwagę korporacji, jest nie tylko koszt, ale przede wszystkim jakość polskich inżynierów. Krajowe uczelnie techniczne wciąż kształcą specjalistów, którzy bez kompleksów konkurują z ekspertami z Niemiec, USA czy Azji. Do tego dochodzi rozwinięta współpraca z uczelniami, programy stypendialne, mentorskie i wspólne projekty badawcze. I jeszcze jeden atut – możliwość pracy w Polsce przy projektach globalnych, bez konieczności emigracji.
Półprzewodniki to przyszłość – ale nie dla każdego
Ten sektor nie wybacza stagnacji. Technologia zmienia się błyskawicznie, więc przyszli inżynierowie muszą być gotowi do ciągłego rozwoju. Kluczowe będą kompetencje z zakresu AI, cyberbezpieczeństwa, energoelektroniki – ale jeszcze ważniejsza pozostaje gotowość do zmiany, uczenia się i wyjścia poza wąskie specjalizacje.
Młode pokolenie zdaje się to rozumieć. Aż 48 proc. zespołu R&D Trumpf Huettinger to osoby urodzone po 1995 roku. Nie boją się nowych wyzwań, dobrze czują się w dynamicznych strukturach i chcą pracować przy rozwiązaniach z najwyższej półki technologicznej. Dla nich Polska może być nie tylko miejscem zamieszkania, ale też przestrzenią rozwoju – zawodowego i intelektualnego.
Pytanie, czy państwo podąży za tym trendem. Bo bez systemowego wsparcia – nie tylko finansowego, ale i mentalnego – ryzykujemy, że to inni zbiorą owoce naszych innowacji. A przecież Polska naprawdę ma szansę stać się Kuwejtem półprzewodników. Tylko trzeba w to uwierzyć – i konsekwentnie inwestować.
Źródło: bizblog.pl