Polska gospodarka znalazła się na progu nowej fazy rozwoju – nie tej definiowanej jedynie przez wzrost PKB, ale przez przekształcenie struktury, celów i aspiracji. Raport Banku Pekao nie pozostawia złudzeń: jesteśmy coraz bliżej momentu, w którym wyprzedzimy Włochy pod względem PKB per capita. A może ważniejsze jest to, że wreszcie zaczynamy czuć, że nie jesteśmy już tylko „doganiającym”, lecz realnym graczem.

Polska gospodarka w 2035 roku: więcej niż liczby
Prognozy Pekao rysują obraz kraju, który potroi wartość swoich inwestycji zagranicznych, zbuduje 1,5 mln mieszkań, a w eksporcie 10% stanowić będą wyroby hi-tech. To już nie tylko „gospodarka taniej siły roboczej”, ale struktura przesuwająca się w stronę sektorów wiedzochłonnych i technologicznych. Do 2035 roku Polska ma wydać 2,5 proc. PKB na badania i rozwój – brzmi to jak liczba, ale kryje się za nią ambicja zmiany modelu. Z kraju peryferyjnego w kraj inżynierów, konstruktorów i technologów.
Pojawiają się też konkretne obrazy: OZE ma dostarczać 60% energii, a sieć dróg szybkiego ruchu przekroczyć 7500 km. Jeśli dodamy do tego 500 km nowych linii kolejowych dużej prędkości – rysuje się wizja infrastruktury na poziomie europejskim, nie tylko na papierze, ale i w praktyce. Czy te projekty się zrealizują? Nie wiadomo. Ale istotne jest to, że w ogóle je planujemy – z rozmachem, który jeszcze dekadę temu brzmiałby jak political fiction.
Dlaczego teraz? O punkcie zwrotnym bez zadęcia
Bank Pekao wskazuje szereg czynników, które pozwoliły Polsce uniknąć pułapki średniego dochodu – a więc momentu, w którym gospodarka przestaje rosnąć, bo wyczerpały się proste przewagi. U nas to się nie wydarzyło. Polska wpięła swoją wykształconą siłę roboczą w globalne łańcuchy dostaw. Utrzymała konkurencyjność bez wyprzedaży suwerenności regulacyjnej. Stworzyła stabilny system bankowy i zachowała niski poziom długu publicznego. Te elementy, które często uznaje się za „niewidoczne”, są właśnie fundamentem tej zmiany.
Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista banku, nazywa Polskę „europejskim tygrysem”. Brzmi to jak slogan, ale patrząc na liczby – trudno się nie zgodzić. Polska rosła szybciej niż jakikolwiek inny kraj UE poza rajami podatkowymi. Nasza gospodarka nie była ani jednowymiarowa, ani uzależniona od jednego sektora. Meble, przetwórstwo, transport, zbrojeniówka, sprzęt dla rolnictwa – to nie są już tylko hasła, ale realne filary eksportu. A niektóre z nich, jak sektor elektromobilności, dopiero się rodzą.
Włochy na horyzoncie – ale nie chodzi tylko o Włochy
Według prognoz, Polska wyprzedzi Włochy pod względem PKB per capita liczonego według parytetu siły nabywczej już w najbliższej dekadzie. Dla jednych to tylko statystyka. Dla innych – symboliczna zmiana układu sił. Polska nie będzie już jedynie tanim zapleczem dla Zachodu, ale równorzędnym partnerem gospodarczym.
I tu warto się zatrzymać – nie przy liczbie, ale przy zmianie myślenia. Jeśli rzeczywiście – jak mówi raport – powstanie u nas silne zaplecze produkcyjne dla przemysłu nowej generacji, to za 10 lat pytania o „czy dogonimy” będą nie tylko nieaktualne, ale wręcz anachroniczne. Bo kluczowe stanie się nie to, kogo przegonimy, ale jaką gospodarkę zbudujemy – z jakimi wartościami, strukturą i wizją.
Źródło: dorzeczy.pl