Talerz makaronu może wkrótce kosztować więcej niż dotychczas – i wcale nie chodzi tu o spekulacje czy chciwość producentów. Przedstawiciele branży biją na alarm: wzrost cen jest nieunikniony. Winne są czynniki, na które nie mają wpływu nawet najwięksi gracze na rynku. Pytanie brzmi nie „czy makaron zdrożeje”, tylko „jak bardzo i kiedy”.

Branża na granicy opłacalności
Produkcja makaronu to nie tylko mąka i woda. To cały łańcuch zależności: od surowców, przez energię, po logistykę i pracowników. I właśnie w tym łańcuchu coś zaczyna pękać. Branża mówi wprost: doszliśmy do ściany. Ceny surowców i kosztów produkcji rosną, a półki sklepowe nie mogą już pomieścić kolejnych podwyżek. Producentów ogranicza presja handlu detalicznego – sklepy nie chcą przenosić wyższych cen na konsumentów, bo to oznacza ryzyko spadku sprzedaży.
W rozmowie z Interią Marek Dąbrowski z Polskiej Izby Makaronu podkreśla, że marże są dziś na dramatycznie niskim poziomie. Firmy wciąż próbują ratować sytuację własnym kosztem – ale to strategia, która na dłuższą metę nie działa. Utrzymanie produkcji przy nieustannie rosnących kosztach oznacza jedno: albo ceny pójdą w górę, albo ktoś z rynku wypadnie.
Rynek zbóż nie wybacza
Wzrost cen makaronu zaczyna się na polu. Cena pszenicy durum – podstawowego surowca do produkcji makaronu – rośnie od miesięcy. A to właśnie ten gatunek zbóż decyduje o jakości i właściwościach finalnego produktu. Kiedy pszenica drożeje, producent musi zapłacić więcej. I tu koło się zamyka.
Ale zboże to tylko początek. Do tego dochodzą wyższe ceny energii, transportu, a także opakowań, które – jak podkreśla Dąbrowski – stają się coraz droższe z powodu nowych regulacji i wzrostu kosztów produkcji plastiku oraz papieru. W tej sytuacji trudno mówić o jakimkolwiek buforze bezpieczeństwa.
Do tego dochodzą warunki pogodowe. Upały, susze, nieregularne opady – wszystko to wpływa na plony, a tym samym na dostępność surowców. Gdy surowca jest mniej, cena idzie w górę. Gdy jest drożej, produkcja kosztuje więcej. A jeśli sklep nie zgadza się na wyższą cenę na półce – producent musi szukać oszczędności gdzie indziej. Ile razy można ciąć?
Konsument zapłaci – pytanie tylko kiedy
Podwyżki cen makaronu są nieuniknione – pytanie, kiedy sklepy zaczną je akceptować. Na razie trwa gra w przeciąganie liny. Sieci handlowe boją się utraty klientów, którzy coraz częściej sięgają po tańsze zamienniki lub w ogóle rezygnują z zakupów pewnych produktów. Z drugiej strony – producenci nie mają już z czego zejść. Obniżka jakości? To prosta droga do utraty zaufania. Zmiana receptury? Konsumenci szybko to wychwycą.
Na rynku już pojawiają się pierwsze sygnały zmiany. Niektóre firmy zaczynają podnosić ceny wybranych produktów, testując reakcję rynku. Jeśli konsumenci nie zareagują gwałtownie – kolejne podwyżki to tylko kwestia czasu. I nie będą to pojedyncze grosze. Mowa raczej o kilkunastu, może kilkudziesięciu procentach w skali roku.
Trudno się dziwić, że branża zaczyna mówić o sytuacji kryzysowej. I choć makaron może wydawać się produktem podstawowym, łatwym do zastąpienia – dla wielu firm jego produkcja to jedyny sposób na utrzymanie się na rynku. Jeśli przestaną zarabiać, znikną. A wtedy już nie tylko makaron zdrożeje – po prostu go zabraknie.
Źródło: biznes.interia.pl