Reklama

Ryż i list dyplomatyczny. Trump znów grozi cłami, tym razem Japonii

Donald Trump wraca do retoryki znanej z pierwszej kadencji – mocnych słów, gospodarczej presji i kwestionowania wieloletnich sojuszy handlowych. Tym razem celem stała się Japonia, która rzekomo nie chce kupować amerykańskiego ryżu. Problem? Dane mówią coś innego. Trump jednak zapowiada: żadnych układów, tylko listy z nowymi cłami.

trump-dear-mr-japan

„Dear Mr. Japan” – nowy model polityki handlowej

W wypowiedziach Donalda Trumpa poniedziałkowy ranek mógł brzmieć jak żart, ale konsekwencje tej narracji mogą być bardzo rzeczywiste. Były prezydent USA zapowiedział, że nie planuje zawarcia układu handlowego z Japonią, ponieważ ta rzekomo nie przyjmuje amerykańskiego ryżu. Zamiast negocjacji ma być list – lakoniczny, jednostronny i zawierający wysokość ceł.

„Po prostu wyślemy im list i będziemy cieszyć się, mając ich za partnera handlowego przez wiele lat” – napisał Trump na platformie Truth Social. W cytowanej przez CNN wypowiedzi poszedł dalej. „Dear Mr. Japan, oto sytuacja: będziesz płacił 25 proc. cła na swoje samochody” – miał powiedzieć w wywiadzie dla Fox Business, komentując swój model prowadzenia polityki gospodarczej.

Trump uzasadnia ten ruch niechęcią Japonii do amerykańskich produktów rolnych, mimo że – jak sam twierdzi – kraj ten boryka się z niedoborem ryżu. To przykład jego szerszej diagnozy: świat przyzwyczaił się do preferencyjnych relacji z USA i nie chce oddać z nich ani centymetra. Problem w tym, że jego zarzuty nie do końca pokrywają się z faktami.

Gospodarka kontra retoryka – co mówią liczby

Według danych przytoczonych przez CNN, tylko w zeszłym roku Japonia sprowadziła z USA ryż o wartości 298 milionów dolarów. Import ten jest jednak ograniczany przez wewnętrzne limity ilościowe i wysokie cła powyżej określonego progu, co nie jest żadną nowością w globalnych regułach gry.

Zamiast zniuansowanej analizy barier pozataryfowych, Trump wybiera uproszczony przekaz: „Nie przyjmują naszego ryżu, więc nałożymy im cła na samochody”. Taki tok rozumowania może być politycznie chwytliwy, ale ekonomicznie ryzykowny – szczególnie w relacjach z partnerem tak ważnym jak Japonia, będącym jednym z największych inwestorów w amerykańską gospodarkę.

Dekret o zawieszeniu wyższych ceł wobec kilkudziesięciu krajów, w tym Unii Europejskiej, wygasa już 9 lipca. Trump wprawdzie nie wyklucza jego przedłużenia, ale zaznacza, że raczej nie będzie to konieczne. Cła mają wrócić, a priorytetem mają być państwa „oporne” – niezależnie od tego, co pokazują dane gospodarcze.

Między Trumpem a jego doradcą: starcie podejść

W całej tej sprawie pojawia się też ciekawe tło personalne. Trump przyznał, że jego minister finansów, Scott Bessent, sprzeciwia się automatycznemu nakładaniu ceł. Ocenił przy tym, że Bessent „jest od niego milszy”. W ustach Trumpa brzmi to prawie jak zarzut – co wiele mówi o sposobie postrzegania przez niego negocjacji międzynarodowych.

Czy wystarczy wysłać list, by zmienić zasady globalnej wymiany handlowej? Trump zdaje się w to wierzyć. Tyle że adresaci – tacy jak Japonia – mogą odebrać to nie jako zaproszenie do rozmowy, ale jako próbę szantażu ekonomicznego. A to już zupełnie inna dynamika – także dla firm, rynków i samych obywateli.

Źródło: money.pl

Oceń artykuł
0/5 (0)
Ładowanie ofert pracy...