Rząd zapowiada uruchomienie Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności, który ma zasilić projekty kluczowe dla bezpieczeństwa państwa i rozwoju krajowego przemysłu. Do rozdysponowania przewidziano ponad 20 mld zł, a pierwsze środki mają trafić do beneficjentów w drugiej połowie 2026 roku.

Cztery filary finansowania i cele inwestycyjne
Fundusz zostanie podzielony na cztery strategiczne obszary. Największą część, około 10 mld zł, pochłonie budowa infrastruktury ochrony ludności – przede wszystkim nowoczesnych schronów i obiektów wzmacniających odporność państwa. Kolejne 5 mld zł rząd przeznaczy na infrastrukturę transportową o podwójnym zastosowaniu, a więc taką, która w czasie pokoju służy cywilom, a w razie kryzysu może wspierać działania wojskowe. Do przedsiębiorstw przemysłu zbrojeniowego i ciężkiego popłynie około 4 mld zł, co ma realnie wzmocnić bazę produkcyjną polskiej obronności. Pozostałe 2 mld zł zostaną skierowane na cyberbezpieczeństwo – obszar, który od lat urasta do rangi równie istotnej linii obrony, co klasyczne wojsko.
Nie bez znaczenia jest również lokalizacja tych inwestycji. Jak podkreśla Jan Szyszko, sekretarz stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, wiele zakładów zbrojeniowych i hut funkcjonuje w mniejszych miastach, co oznacza, że program wzmocni nie tylko potencjał państwa, lecz także lokalne gospodarki. Ostatecznie więc Fundusz staje się narzędziem dwutorowym – zabezpiecza obywateli, a jednocześnie daje impuls rozwojowy mniejszym ośrodkom.
Mechanizm działania i powiązania z innymi projektami
Za obsługę środków ma odpowiadać specjalnie powołana spółka współpracująca z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Z funduszu finansowane będą inwestycje w ochronę ludności, modernizację przemysłu oraz zabezpieczenie infrastruktury krytycznej, w tym systemów cyfrowych. Przewidziano także możliwość inwestycji kapitałowych, które mają wspierać szeroko rozumiane bezpieczeństwo państwa.
Warto jednak zwrócić uwagę na korektę planowanej puli środków. Pierwotnie politycy zapowiadali, że Fundusz Obronności sięgnie 25 mld zł. Obecnie mowa o 20 mld zł, ponieważ 5,1 mld zł przesunięto na finansowanie Drogi Czerwonej i Estakady Kwiatkowskiego w Gdyni. Obie inwestycje mają kluczowe znaczenie logistyczne, ponieważ umożliwią sprawny transport sprzętu wojskowego z portu wprost na zaplecze kraju. To przykład, jak trudne bywa wyważenie priorytetów między finansowaniem nowych projektów a koniecznością ratowania zadań infrastrukturalnych w zadłużonych miastach.
Pożyczki z SAFE i ograniczenia unijne
Polska liczy także na miliardy euro pożyczek z unijnego instrumentu SAFE. Komisja Europejska zatwierdziła możliwość pozyskania ponad 43 mld euro, czyli przeszło 180 mld zł, które mogłyby zostać wykorzystane na zakup uzbrojenia. Warunki są wyjątkowo korzystne – pierwsze dziesięć lat to spłata jedynie odsetek, a kolejne trzy dekady przewidziano na spłatę kapitału.
Na drodze do wykorzystania tych środków piętrzą się jednak przeszkody. Agencja Uzbrojenia, odpowiedzialna za składanie wniosków, już dziś jest przeciążona obowiązkami i bez zwiększenia kadr trudno będzie mówić o sprawnym procesie. Co więcej, unijne regulacje wymagają, aby co najmniej 65 proc. komponentów finansowanego sprzętu pochodziło z państw Unii Europejskiej. To ograniczenie może wykluczyć znaczną część zakupów, które w ostatnich latach koncentrowały się na kontraktach z partnerami spoza Wspólnoty. W dodatku preferowane mają być zakupy dokonywane wspólnie przez kilka państw, co wymaga dodatkowych uzgodnień dyplomatycznych i logistycznych.
Środki z SAFE, jeśli w ogóle trafią do Polski, pojawią się nie wcześniej niż w drugiej połowie 2026 roku. Patrząc na skalę wymagań i biurokratycznych warunków, łatwo dostrzec, że zapowiadane 43 mld euro może pozostać w dużej mierze na papierze. To rodzi pytanie, czy Polska powinna wiązać nadzieje na modernizację armii z mechanizmem tak silnie obwarowanym ograniczeniami.
Źródło: rp.pl