Prezes LPP Marek Piechocki zapowiada dalszą ekspansję grupy, ale bez pośpiechu i bez zbędnej euforii. Kluczowe mają być wyniki – i to nie sprzedażowe, lecz zysk netto, EBITDA i operacyjny. Nowy marketplace Sinsaya ma w ciągu pięciu lat stać się rozpoznawalnym bytem, choć nikt nie stawia twardych deklaracji.

Marketplace – tak, ale z głową
LPP rusza z własną platformą sprzedażową – marketplace ma wystartować jeszcze w tym roku. Marka Sinsay, która generuje już połowę sklepów grupy, ma być jego fundamentem i jedynym beneficjentem. Piechocki nie planuje sprzedaży opon ani elektroniki – oferta ma pozostać spójna z wizerunkiem rodzinnego dyskontu stylu życia. Przestrzeń do rozwoju widzi głównie w kategorii „Home”, która już dziś odpowiada za 10 proc. przychodów marki. Kluczem ma być logistyka i optymalizacja, nie spektakularny skok w liczbach. – Nie będziemy robili marketplace’u na siłę – chcemy, żeby był tak rentowny jak nasz obecny e-commerce – podkreśla prezes.
Zima, Azja, Sinsay – czyli co naprawdę działa
Wyniki za ostatni kwartał? Zima pomogła – cały asortyment sezonowy sprzedał się „w pierwszych cenach”, co przełożyło się na wzrosty zysków. Marka Sinsay dalej rośnie – firma stawia na ekspansję w Azji Centralnej, gdzie planuje budowę centrum dystrybucyjnego. Polska wypada dobrze, inne kraje Europy Środkowej – różnie, ale Piechocki zachowuje spokój. – Wzrost liczby sklepów nie jest już jedynym motorem – liczy się sprzedaż, efektywność i lojalność klientów – mówi.
Rosja, Niemcy, Finlandia – porządkowanie portfela
W Rosji LPP nie ma już interesu – ponad 800 mln zł zostało odpisane, a powrót na rynek jest wykluczony. W Niemczech proces restrukturyzacji dobiegł końca, teraz przyszła kolej na Finlandię. Firma nie zamierza wycofywać się z regionu, ale oczekiwania właścicieli galerii muszą być realistyczne. – LPP to firma pokoleniowa – kurs akcji nie jest dla mnie wyrocznią, ale inwestorzy mają prawo widzieć wartość – podsumowuje Piechocki.
Źródło: rp.pl