Coraz więcej Polaków korzysta ze zwolnień lekarskich, ale dane pokazują, że szczególną popularnością cieszą się dwa konkretne dni tygodnia. Piątek i poniedziałek – to właśnie wtedy najłatwiej „zachorować”, a dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych staje się to coraz wyraźniejszym sygnałem nadużyć. ZUS nie zostaje bierny i zapowiada kontrole.

Sztuczne choroby przedłużeniem weekendu
Z danych ZUS wynika jasno: Polacy najczęściej trafiają na zwolnienia lekarskie właśnie w piątki i poniedziałki. I nie chodzi tu o wzmożoną zachorowalność, ale raczej o… spryt. Z punktu widzenia pracownika, takie ustawienie zwolnienia „domyka” tydzień — przedłuża weekend, pozwala na odpoczynek bez konieczności wykorzystania urlopu. Dla wielu to wygodne. Dla ZUS — podejrzane.
Choć nie każde zwolnienie wystawione na koniec lub początek tygodnia musi być fałszywe, analizy pokazują wyraźne odchylenie od normy, którego nie da się zignorować. Co więcej, ZUS zauważa, że rośnie też liczba krótkich, kilkudniowych zwolnień — często powtarzających się u tych samych osób.
Czy rzeczywiście jesteśmy aż tak chorzy tylko w wybrane dni tygodnia? Czy może raczej nauczyliśmy się systemu na tyle dobrze, by korzystać z jego luk? Dla instytucji wypłacającej świadczenia to pytanie już retoryczne.
ZUS zapowiada kontrole
W odpowiedzi na rosnące nadużycia Zakład Ubezpieczeń Społecznych zwiększa częstotliwość kontroli L4. Skupia się szczególnie na tych zwolnieniach, które pojawiają się cyklicznie, u tych samych pracowników i w podejrzanym układzie kalendarzowym. Kontrole obejmują zarówno lekarzy wystawiających zaświadczenia, jak i samych ubezpieczonych.
Jeśli pracownik nie przestrzega zaleceń lekarskich lub wykorzystuje zwolnienie niezgodnie z przeznaczeniem, ZUS ma prawo wstrzymać wypłatę zasiłku chorobowego. Takie przypadki nie są rzadkością, a ich liczba w ostatnich miesiącach wzrosła.
ZUS ma również możliwość cofnięcia prawa do zasiłku z mocą wsteczną, co oznacza konieczność zwrotu świadczenia. W praktyce — jeśli ktoś zagrał va banque i liczył, że mu się upiecze, może zostać z ręką w nocniku. A i lekarze muszą uważać. Wystawianie fikcyjnych L4 grozi im nie tylko odpowiedzialnością zawodową, ale także sankcjami karnymi.
Granica między prawem a nadużyciem
ZUS nie ukrywa, że większość zwolnień jest uzasadniona i wystawiana zgodnie z procedurami. Ale rosnąca skala nadużyć podważa zaufanie do całego systemu. Problem leży nie tylko w pieniądzach, które wypływają z funduszu chorobowego, ale też w atmosferze wokół uczciwych pracowników, którzy realnie potrzebują odpoczynku lub leczenia.
Pytanie, jak długo jeszcze system wytrzyma równolegle obecność tych dwóch grup — tych, którzy faktycznie chorują, i tych, którzy „chorują strategicznie”. Bo o ile piątkowa gorączka czy poniedziałkowe migreny mogą być trudne do zweryfikowania, o tyle dane statystyczne są bezlitosne. I to właśnie nimi ZUS kieruje się przy typowaniu kolejnych kontroli.
Źródło: money.pl