Sierpniowe dane z gospodarki budzą więcej pytań niż nadziei. Produkcja przemysłowa prawie stoi w miejscu, budownictwo zanotowało wyraźne tąpnięcie, a wzrost wynagrodzeń wyraźnie zwolnił. Ekonomiści ING widzą w tych sygnałach przedłużający się okres osłabienia, który coraz trudniej tłumaczyć chwilowym wahaniem koniunktury.

Przemysł pod presją słabego popytu i eksportu
Produkcja przemysłowa wzrosła w sierpniu zaledwie o 0,7 proc. rok do roku, co oznacza wynik niższy od oczekiwań rynku. Dane odsezonowane potwierdziły spadek w ujęciu miesięcznym, a więc utrwalanie się stagnacyjnego trendu. Najbardziej uderza spadek wytwarzania energii o 6,7 proc. oraz górnictwa o 2,1 proc., co wskazuje na strukturalne osłabienie w sektorach tradycyjnie kluczowych dla polskiej gospodarki.
W tle widać wyraźne problemy branż eksportowych. Produkcja samochodów skurczyła się o 4,2 proc., a urządzeń elektrycznych o 3,1 proc., co wprost nawiązuje do trudnej sytuacji w niemieckiej gospodarce i niepewności na rynku strefy euro. Najmocniejsze spadki zanotowano jednak w sektorach z pozoru stabilnych – produkcja napojów spadła aż o 11 proc., a chemikaliów o 6,1 proc.. Te dane odzwierciedlają słabość popytu krajowego, ale także rosnącą konkurencję towarów sprowadzanych z Azji.
Dodatkowym obciążeniem pozostaje deflacja cen producentów. W sierpniu PPI obniżył się o 1,2 proc. rok do roku, a w stosunku do lipca o 0,4 proc. To z jednej strony ulga dla odbiorców, z drugiej – czerwona lampka dla firm przemysłowych, które coraz częściej muszą sprzedawać taniej niż rok wcześniej.
Budownictwo w dołku, fundusze jeszcze nie pracują
Znacznie poważniejszy sygnał nadszedł z budownictwa, gdzie produkcja spadła w sierpniu o 6,9 proc. rok do roku. To wynik nie tylko poniżej prognoz, lecz także świadectwo, że branża nie potrafi jeszcze wykorzystać środków unijnych. Analitycy ING zwracają uwagę na opóźnienia w absorpcji funduszy spójności i KPO, które powinny napędzać inwestycje infrastrukturalne. Tymczasem właśnie infrastruktura odnotowała największe tąpnięcie – aż 12,8 proc. rok do roku.
Negatywnie wypadła również budowa budynków, która skurczyła się o 6,1 proc. wobec sierpnia 2023. Na rynku mieszkaniowym coraz wyraźniej widać korektę cenową oraz wysoką podaż, co osłabia aktywność deweloperów. Choć wzrosło zainteresowanie kredytami hipotecznymi, część z nich to refinansowanie starych zobowiązań – trudno więc mówić o nowej fali inwestycji. Perspektywa wyraźniejszego odbicia przesuwa się na 2026 rok, co oznacza dla branży długie miesiące przetrwania na ograniczonych marżach.
Płace nadal rosną, ale już bez impetu
W sierpniu przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw osiągnęło 8769,08 zł brutto, co oznacza wzrost o 7,1 proc. rok do roku. To jednak najwolniejsze tempo od 2021 roku. Dla pracowników liczby te brzmią nieźle, ale dla ekonomistów to kolejny sygnał łagodzenia presji płacowej. Szczególnie widoczne jest to w branżach usługowych, które jeszcze niedawno podbijały statystyki skokami wynagrodzeń.
Równocześnie zmniejsza się zatrudnienie. W ujęciu rocznym etatów było w sierpniu mniej o 0,8 proc., a w porównaniu z lipcem ubyło ich 15 tysięcy. To oznacza, że przedsiębiorstwa coraz ostrożniej podchodzą do decyzji kadrowych i zamiast zwiększać zespoły, koncentrują się na efektywności obecnych pracowników.
Wzrost płac, choć wciąż zauważalny, przestaje pełnić funkcję motoru konsumpcji. Gospodarka pozostaje więc w punkcie, w którym każdy sygnał ożywienia przygłuszają dane o spadkach w sektorach inwestycyjnych i eksportowych. Patrząc na sierpniowe statystyki trudno oprzeć się wrażeniu, że krajowy organizm gospodarczy żyje na pół oddechu – nie upada, ale też nie nabiera sił do marszu.
Źródło: money.pl