Główny Urząd Statystyczny potwierdził, że w czerwcu 2025 r. inflacja konsumencka wyniosła 4,1 proc. rok do roku. Odczyt pokrywa się z wcześniejszym szacunkiem flash. Choć liczba nie zaskoczyła analityków, to kierunek zmian zaczyna nabierać znaczenia – i to nie tylko dla ekonomistów.

Z jednej strony mamy do czynienia z utrzymującą się presją cenową, z drugiej – coraz wyraźniej zarysowuje się trend dezinflacyjny. Wnioski z tych danych nie są jednak oczywiste. Ostateczna interpretacja zależy od punktu odniesienia – jedni widzą w tych liczbach potwierdzenie spadków, inni wciąż wskazują na ryzyka dla dalszego wygaszania inflacji. Czy jesteśmy już po przełomie, czy to jeszcze tylko przystanek?
Ceny usług w górę, towary lekko w dół
W porównaniu z majem ceny konsumpcyjne wzrosły symbolicznie – o 0,1 proc., co – samo w sobie – mogłoby sugerować pewną stabilizację. Gdy jednak rozłożyć ten wzrost na części pierwsze, obraz staje się mniej oczywisty. Ceny usług zwiększyły się aż o 0,8 proc., natomiast ceny towarów spadły o 0,2 proc. – co potwierdza, że największa presja inflacyjna przesunęła się w stronę sektora usługowego.
W ujęciu rocznym wyraźnie widać, że to usługi (6,3 proc.) napędzają inflację mocniej niż towary (3,2 proc.). Efekty bazy, polityka płacowa i wciąż wysokie koszty operacyjne firm usługowych mogą tu odgrywać większą rolę niż sama koniunktura gospodarcza. Szczególnie zauważalny był wzrost w kategorii „użytkowanie mieszkania i nośniki energii” – aż o 10,5 proc. Na drugim miejscu znalazła się edukacja – z rocznym wzrostem na poziomie 8 proc.
Zestawienie tych danych prowadzi do prostego wniosku: choć ceny w sklepach być może nie rosną już tak gwałtownie, to koszty życia i usług podstawowych nadal wywierają presję na domowe budżety. Umiarkowany wzrost wskaźnika CPI w czerwcu nie oznacza więc automatycznej ulgi dla konsumentów.
Inflacja bazowa nadal wysoka, ale rynek liczy na przełom
Zgodnie z szacunkami analityków, inflacja bazowa mogła w czerwcu wzrosnąć do 3,4 proc. rok do roku, czyli nieco powyżej majowego poziomu (3,3 proc.). Choć nie są to jeszcze dane oficjalne, taki kierunek zmian potwierdza, że proces wygaszania inflacji nie przebiega liniowo. Inflacja bazowa – jako wskaźnik wyłączający najbardziej zmienne elementy koszyka – lepiej oddaje trwałość procesów cenowych, dlatego jej stabilizacja lub wzrost mogą mieć kluczowe znaczenie przy decyzjach Narodowego Banku Polskiego.
Ekonomiści banków komercyjnych zdają się jednak wierzyć w rychły zwrot. Specjaliści z ING prognozują spadek inflacji CPI poniżej 3 proc. już w lipcu, a w kolejnych miesiącach oczekują utrzymania się wskaźnika w granicach celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. ±1 punkt procentowy). W podobnym tonie wypowiadają się analitycy PKO BP i Alior Banku, sugerując, że czerwiec był ostatnim miesiącem z inflacją wyraźnie przekraczającą cel polityki pieniężnej.
Co z polityką Rady Polityki Pieniężnej? Ekonomiści ING przewidują dalsze obniżki stóp procentowych, a we wrześniu możliwe nawet cięcie o 50 punktów bazowych. Taki scenariusz oznaczałby powrót do łagodniejszej polityki monetarnej – i większe pole manewru dla kredytobiorców, ale też dla całej gospodarki.
Presja cenowa słabnie, ale nie znika
Choć główny wskaźnik CPI pozostaje powyżej celu, eksperci zauważają, że proces dezinflacji już się rozpoczął. Wygasają efekty płacowe, złoty utrzymuje się na stosunkowo silnym poziomie, a ceny surowców nie wykazują gwałtownych zmian – wszystko to sprzyja obniżaniu presji inflacyjnej. Na dodatek od lipca zaczęła obowiązywać obniżona taryfa gazowa, zatwierdzona wcześniej przez URE, co może znaleźć odzwierciedlenie w kolejnych odczytach.
Z drugiej strony – nie sposób zignorować faktu, że usługi pozostają odporne na spadki. Wysokie ceny energii, trudności kadrowe i strukturalne niedopasowania podaży do popytu w wielu sektorach sprawiają, że trudno oczekiwać nagłego obniżenia kosztów. Nawet jeśli oficjalne wskaźniki będą niższe, dla przeciętnego konsumenta koszyk codziennych usług nadal może wydawać się drogi.
Andrzej Gwiżdż, analityk Portu, zwraca uwagę na równoczesne działanie kilku czynników dezinflacyjnych, ale przyznaje, że to proces stopniowy. „Widzimy osłabienie inflacji bazowej, spadek presji płacowej oraz względną stabilność surowców. Do tego dochodzi silny złoty i decyzje administracyjne – wszystko to działa w jednym kierunku. Ale pełny efekt będzie rozłożony w czasie”.
Jeśli przewidywania się potwierdzą, już w lipcu inflacja może spaść poniżej 3 proc., a tym samym znaleźć się w granicach celu NBP. W takim otoczeniu możliwe stanie się przyspieszenie decyzji RPP i złagodzenie polityki monetarnej. Dla konsumentów oznacza to nie tylko niższą inflację, ale i bardziej przewidywalne otoczenie finansowe. Choć to jeszcze nie koniec, to kierunek wydaje się – przynajmniej na razie – obiecujący.
Źródło: money.pl