Ciężko napisać coś pozytywnego o tej firmie. Nie chodzi o to, że to samo zło (są ludzie, którzy tam pracują już jakiś czas i żyją), bo wypłata na czas, ale…
- Na premię faktycznie nie ma co liczyć (niejasne zasady, ciągle zmieniające się procedury, których spełnianie jest warunkiem otrzymania premii).
- Bardzo zły przepływ informacji. Praca często w atmosferze „czy ktoś w ogóle wie co z tym zrobić?”.
- Wbrew temu co było mówione - nowy skill nie wiąże się z podwyżką.
- Elastyczny czas pracy jest połowiczny. Podaje się preferencje, ale nie zawsze są uwzględniane. Mnie akurat spotkało szczęście w tej kwestii, ale sporo ludzi narzeka. Fakt, że jeśli się znajdzie ktoś chętny, to nie robią problemów, żeby się z nim zamienić.
- Jeśli o czasie pracy mowa – żenada. Przerwa niby 45 minut, ale wliczone jest do niej każde wyjście. Generalnie dużo presji i nadmiar pracy (telefonów), ale dwa największe absurdy to fakt, że pracownik jest zobligowany prowadzić czat z 2 osobami jednocześnie (i gdzie tu „wysoki poziom obsługi klienta”?), a podczas czatu nie wolno wyjść. Siłą rzeczy czaty się zazębiają i często trzeba mieć po prostu szczęście (lub z premedytacją nie odebrać czata, z czego z kolei trzeba się tłumaczyć), żeby wyjść do toalety. Pomijając już fakt, że osoby na telefonach i czatach muszą informować/prosić o KAŻDE wyjście na siku „bo nie ma kim odbierać telefonów” (serio-serio). Serdecznie współczuję kobietom, które od czasu do czasu potrzebują częściej do toalety wyjść… Drugi absurd – do samego końca dniówki trzeba być na statusie „dostępny”. Efekt: 10 minut przed zakończeniem pracy (o ile w ogóle da się wyjść punktualnie, bo przecież nie wolno wyjść, póki się nie zrobi wszystkich case’ow jakie masz na skrzynce) dostajesz telefon lub czat, który trwa 20 minut, więc o punktualnym wyjściu można pomarzyć. Wszyscy na to narzekają, ale nikt z tym nic nie robi. Fakt, że nadgodziny dają wybrać lub wypłacają bez szemrania... ale jak ktoś lubi regularny tryb życia i chce sobie rozplanować dzień – to nie w tej firmie.
- Clean Desk Policy – absurd. Mówiono na rozmowie, że nie można mieć „niczego na biurku i telefon zostawiać w szafce”, ale nie mówiono, że na salę nie można wnosić absolutnie niczego oprócz napoju w termokubku lub butelce. Biorąc pod uwagę fakt, że każde wyjście jest odliczane od przerwy i to, że nie można mieć pod biurkiem choćby torby z kanapką – sytuacja robi się patologiczna. Po każdą przekąskę trzeba lecieć do szafki i tracić na to czas, tak jakby nie można było przegryźć batonika podczas odpisywania na maila...
- Przerwy na lunch zagrafikowane z góry. Jak akurat nie chce ci się jeść o tej porze, lub zrobisz się głodny wcześniej lub później to masz pecha (patrz punkt wyżej).
Ponadto sporo osób z projektu skarży się, że na rozmowie kwalifikacyjnej nie wymagali języka angielskiego (bo faktycznie nie wymagali), a prawda jest taka, że nie cały system jest na język niemiecki przetłumaczony, więc jeśli ktoś kompletnie angielskiego nie zna (a są takie osoby), to bladego pojęcia nie ma co w ogóle kliknąć. Tak, jest niby translator, ale kto ma czas wklikać każdy komunikat systemowy do translatora, kiedy po drugiej stronie wisi ci człowiek na słuchawce i czeka na odpowiedź, a cała praca ogólnie odbywa się pod wielką presją?
Co do atmosfery – szeregowi pracownicy bardzo mili i pomocni, zawsze znajdzie się jakaś osoba chętna jeśli jest problem z rozwiązaniem sprawy. Znaczna część supervisorów to też bardzo dobrzy ludzie. Generalnie jednak jest uczucie sztucznej presji (chociażby przez to, że ma się tylko kilka sekund na odebranie case’a i jeśli akurat w tym czasie zechcesz popatrzeć w okno, żeby zebrać myśli – musisz się tłumaczyć „dlaczego nie odebrałeś”).
Generalnie zgadzam się z opiniami, że jeśli ktoś potrafi siedzieć jak chomik w kołowrotku, radzi sobie z nieustanną presją, albo bardzo potrzebuje pracy „na już” to może tam wytrzyma, ale na dłuższą metę nie polecam… Fakt, większa część osób z danej rekrutacji zwykle nawet nie zostaje po okresie próbnym mówi sam za siebie.