Świąteczne wydatki potrafią skutecznie opróżnić portfele, ale sięganie po oszczędności z Pracowniczych Planów Kapitałowych może okazać się decyzją, której konsekwencje będą odczuwalne przez lata. Eksperci apelują, by nie ulegać pokusie doraźnego zastrzyku gotówki i pozwolić procentowi składanemu pracować dalej – nawet jeśli grudniowy budżet wydaje się zbyt napięty.

PPK w formie – rekordowe wyniki i wysokie zyski
Według danych przytoczonych przez „Rzeczpospolitą”, wartość aktywów netto w PPK osiągnęła na koniec października 42,6 mld zł, co oznacza rekordowy miesięczny przyrost o 1,78 mld zł. To dowód, że system działa, a uczestnicy realnie zyskują. Przykładowa osoba oszczędzająca od końca 2019 roku, przy zarobkach rosnących z 5300 do 7000 zł miesięcznie, powiększyła swój kapitał o 138–198 proc., w zależności od funduszu. Na jej rachunku znajduje się więc nawet 16 tysięcy złotych więcej, niż wpłaciła.
Ten wzrost nie jest jednak darem z nieba – to efekt systematycznego oszczędzania, dopłat ze strony państwa i pracodawców oraz cierpliwości uczestników.
Dlaczego nie warto wypłacać środków przed czasem
Jak przypomina Marta Damm-Świerkocka z PFR Portal PPK, wcześniejsza wypłata oznacza realne straty. Uczestnik traci wszystkie dopłaty państwowe, a 30 proc. wpłat pracodawcy trafia do ZUS. Do tego dochodzi jeszcze 19-procentowy podatek Belki od wypracowanych zysków. Z pozoru niewielka suma „na święta” może więc uszczuplić przyszłe oszczędności o kilka tysięcy złotych.
PPK to maraton, nie sprint
Ekspert rynku pracy Oskar Sobolewski podkreśla, że PPK ma charakter długoterminowy. To narzędzie budowania bezpieczeństwa finansowego na przyszłość, nie fundusz awaryjny na chwilowe trudności. Wyjątkiem pozostają sytuacje losowe – jak poważna choroba – w których ustawa dopuszcza wcześniejsze wypłaty. W każdym innym przypadku, jak mówią doradcy, lepiej pozwolić, by magia procentu składanego pracowała w ciszy – nawet jeśli z głośników grają już kolędy, a wydatki rosną szybciej niż inflacja.
Źródło: bankier.pl