Rosyjski budżet państwa na 2025 rok przypomina rachunek wystawiony w ciemno — bez pokrycia, bez stabilnych dochodów i bez złudzeń. Kreml przygotowuje się na kolejną rundę finansowego okopywania, w której tylko jeden cel uznaje za nienaruszalny: utrzymanie wysiłku wojennego. Cała reszta staje się zbędna, a obywatel ma się dostosować.

Deficyt wymknął się spod kontroli
Pierwsza połowa roku przyniosła dziurę budżetową rzędu 3,7 bln rubli, niemal równą deficytowi zaplanowanemu na cały przyszły rok. Rząd początkowo zakładał, że będzie to jedynie 1,2 bln, ale ten plan już dawno się zdezaktualizował. Dochody państwa spadły o 1,8 bln rubli, natomiast wydatki wzrosły do rekordowych 42,9 bln, z czego niemal połowę pochłonie wojna — zarówno bezpośrednie działania militarne, jak i kosztowny import sankcjonowanych technologii.
Zarówno rewizja założeń budżetowych, jak i skala rosnących kosztów wskazują na jedną strategię: kontynuacja wojny kosztem całej reszty. Kreml, chcąc ratować się przed bankructwem, znacjonalizował już aktywa prywatne warte niemal 4 bln rubli. Ale nawet ten zastrzyk nie wystarcza. A skoro państwo nie może ciągnąć ze złóż ani z podatków, sięga po kolejne poziomy oszczędności – z obywatela.
Propaganda liczb kontra rzeczywistość cen
Rząd zakłada wzrost PKB o 2,5 proc. i inflację na poziomie 7,6 proc. Niezależni ekonomiści zdzierają z tych danych lakier. Zwracają uwagę, że w praktyce inflacja sięga nawet 30 proc., a podstawowe produkty, jak ziemniaki, zdrożały w rok trzykrotnie. Minister gospodarki Maksim Reszetnikow nadal utrzymuje, że sytuacja jest pod kontrolą, a dane zostaną „zrewidowane” – ale w jakim kierunku, tego już nie precyzuje.
Tymczasem Bank Rosji zebrał prognozy od ponad 30 analityków. Wszyscy zgodnie zakładają, że wzrost PKB nie przekroczy 1,4 proc. Równocześnie Instytut Prognoz Ekonomicznych Rosyjskiej Akademii Nauk ostrzega, że nierównowaga budżetowa będzie się pogłębiać – zarówno ze względu na trwającą wojnę, jak i galopujące koszty życia.
Oszczędności będą brutalne – i niesymetryczne
– Państwo nie ma środków, by wspierać wszystkich potrzebujących – przyznał minister przemysłu Anton Alichanow. Ten eufemizm oznacza jedno: wydatki socjalne pójdą pod nóż, a cięcia dotkną przede wszystkim emerytów, bezrobotnych, rodziny wielodzietne i mieszkańców prowincji.
Co najmniej 20 mln obywateli żyje poniżej granicy ubóstwa. Oszczędności już teraz są widoczne w systemie edukacji i ochrony zdrowia – dziedzinach, które na tle zbrojeń mają marginalne znaczenie polityczne. Przewodnicząca Rady Federacji, Walentyna Matwijenko, mówi wprost: „mottem kolejnych budżetów będą maksymalne oszczędności”. Ale nawet to hasło nie obejmuje armii.
Andriej Jakowlew z Harvardu wskazuje, że Kreml nie ma dziś zasobów, by jednocześnie prowadzić wojnę, finansować programy społeczne i utrzymywać gospodarkę w ruchu. Wydatki wojskowe nie tylko nie zostaną ograniczone – będą dalej rosnąć. Główna ekonomistka Alfa Banku, Natalia Orłowa, nie pozostawia złudzeń: w obecnych warunkach geopolitycznych nie ma miejsca na rzeczywiste zaciskanie pasa. Będzie raczej wybiórcze — i głęboko niesprawiedliwe.
Źródło: rp.pl