Reklama

Ropa spada na łeb na szyję. Rynki uciekają w panice przed nową polityką USA

Na rynkach finansowych zawrzało. Po ogłoszeniu ceł przez Donalda Trumpa inwestorzy rzucili się do wyprzedaży, a ceny ropy runęły do poziomów niewidzianych od 2021 roku. Tylko jednego dnia baryłka WTI potaniała o ponad 8 proc., osiągając wartość 66 dolarów. Przez ostatni rok jej cena w przeliczeniu na złotówki spadła aż o 25 proc. W tle – coraz bardziej wyraźne obawy o gospodarkę USA i echa nowej odsłony wojny handlowej, której skutki mogą być znacznie poważniejsze niż w poprzedniej dekadzie.

trump-cła-na-cały-świat
Źródło zdjęcia: pixabay.com

Kapitulacja inwestorów. Ucieczka od ryzyka, której nie da się przeoczyć

Czerwień na giełdach, taniejące surowce, rosnące ceny obligacji – rynek kapitałowy zareagował gwałtownie na wystąpienie Donalda Trumpa, który ogłosił środę „Dniem Wyzwolenia Ameryki”. Symbolicznie – ale też bardzo dosłownie – inwestorzy odebrali to jako zapowiedź odwrotu od globalizacji i eskalacji izolacjonizmu.

Specjaliści nie mają wątpliwości: rynek boi się nowej polityki handlowej. Arkadiusz Banaś z BM Alior Banku nie owija w bawełnę – mamy do czynienia z klasyczną ucieczką od ryzykownych aktywów. Tracą akcje, osłabia się dolar, spada rentowność amerykańskich obligacji. A ropa? Tanieje w tempie, którego nikt nie prognozował.

Nie trzeba być analitykiem z Wall Street, żeby dostrzec mechanizm: gdy rośnie ryzyko geopolityczne, kapitał szuka bezpiecznych przystani. A ropa – jako surowiec silnie skorelowany z tempem wzrostu gospodarczego – nie łapie się do tej kategorii.

Cła, które zatrzęsły światem. Trump znów gra va banque

Trumpowskie rozporządzenie o „cłach wzajemnych” uderza właściwie we wszystkich – od Chin, przez Unię Europejską, po Japonię. Skalę można zrozumieć dopiero po przeczytaniu konkretów: 34 proc. dla Chin, 24 proc. dla Japonii, 20 proc. dla krajów UE. USA nie wyłączają nikogo poza Rosją, z którą i tak wymiana handlowa praktycznie zamarła.

Nie dziwi więc, że globalne reakcje były natychmiastowe. Berlin mówi o „manii ceł” i ostrzega przed inflacyjnym ciosem dla amerykańskich konsumentów. Część państw próbuje rozmawiać, inne grożą odwetem i szukają alternatywnych partnerów handlowych. Krótko mówiąc – wracamy do realiów, które miały już nie wrócić: wojen handlowych, zamkniętych granic i gospodarek sterowanych polityką zamiast popytem.

W tym kontekście ropa jest tylko symptomem większej choroby. Gdy świat się zamyka, nie potrzeba tylu surowców, nie potrzeba tylu tankowców – potrzeba stabilizacji. A tej dziś brakuje jak tlenu.

Ropa po 40 dolarów? Pesymistyczny scenariusz coraz mniej abstrakcyjny

Dawid Czopek z Polaris FIZ nie pozostawia złudzeń: jeśli nowe taryfy celne wejdą w życie w pełnym kształcie, świat czeka recesja. A wraz z nią kolejne spadki cen surowców. W najgorszym scenariuszu ropa może kosztować 50, a nawet 40 dolarów za baryłkę. I nie byłby to efekt nadpodaży, ale dramatycznie zmniejszonego popytu.

Czopek jednak nieco tonuje nastroje – zaznacza, że Stany Zjednoczone planują liczne wyjątki, również dla ropy. Problem w tym, że rynek nie działa w oparciu o dobre intencje czy polityczne zapewnienia, tylko o fakty. A te – na dziś – nie napawają optymizmem.

Czy więc Trump blefuje, czy też naprawdę zamierza przestawić amerykańską gospodarkę na tory pełnego protekcjonizmu? Tego jeszcze nie wiemy. Wiadomo natomiast, że inwestorzy nie czekają, aż rzeczywistość ich zaskoczy. Już teraz zakładają najgorsze – i ewakuują się z ryzykownych aktywów w tempie, które jeszcze niedawno uznalibyśmy za przesadę.

Źródło: money.pl

Oceń artykuł
0/5 (0)
Ładowanie ofert pracy...