Reklama

Inflacja w marcu zaskakuje – ale czy naprawdę mamy się z czego cieszyć?

Główny Urząd Statystyczny opublikował szybki szacunek inflacji za marzec 2025 roku. Odczyt niższy, niż przewidywali analitycy, od razu stał się tematem dnia. Pojawiły się głosy, że to „pozytywne zaskoczenie” i dowód na skuteczność działań Narodowego Banku Polskiego. Ale zanim otworzymy szampana, warto spojrzeć na dane nieco uważniej – i zadać sobie kilka niewygodnych pytań.

inflacja-w-marcu-2025
Źródło zdjęcia: pixabay.com

Inflacja spada – ale w jakim tempie?

Według danych GUS, inflacja konsumencka w marcu 2025 roku wyniosła 1,9 proc. w ujęciu rocznym. To mniej niż prognozowane przez ekonomistów 2,2 proc. i wyraźny sygnał, że presja cenowa rzeczywiście słabnie. GUS podaje też, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w porównaniu z lutym o 0,2 proc. – to minimalny ruch, który na pierwszy rzut oka sugeruje stabilizację.

Jednak kluczowe w tej informacji jest nie tylko to, co się wydarzyło, ale dlaczego się wydarzyło. Głównym czynnikiem wpływającym na spadek tempa inflacji były ceny żywności, które – o dziwo – w marcu były niższe niż rok temu. Zmniejszyły się również ceny paliw. To dwa elementy, które mają największy wpływ na codzienny budżet konsumentów – i to ich wahania często decydują o ogólnym nastroju społecznym.

Tylko czy spadek cen to zawsze dobra wiadomość? A może to jedynie efekt porównania do wyjątkowo wysokiej bazy z ubiegłego roku? Jeśli pamiętamy, jak wyglądała sytuacja w marcu 2024, to może się okazać, że „spadek” to po prostu korekta po wcześniejszym szaleństwie.

Skutki decyzji Rady Polityki Pieniężnej? Na razie ostrożnie

Nie brakuje komentarzy, że obecny spadek inflacji to rezultat ostrożnej polityki pieniężnej prowadzonej przez NBP. Rada Polityki Pieniężnej od miesięcy utrzymuje stopy procentowe na niezmienionym poziomie, argumentując, że zbyt szybkie cięcia mogłyby rozbudzić inflacyjne oczekiwania. Dla jednych – to dowód konsekwencji. Dla innych – oznaka bezruchu.

Zwolennicy obecnej strategii wskazują, że stabilność stóp procentowych pozwala lepiej kontrolować rynek kredytów i oczekiwania inflacyjne. Przeciwnicy z kolei zarzucają RPP brak odwagi i spóźnione reakcje, które sprawiły, że wcześniejszy spadek inflacji nie został wykorzystany do pobudzenia gospodarki.

Tymczasem gospodarka zdaje się dryfować w niepewności – między obawą przed inflacją a lękiem przed recesją. Na razie nie widać jasnych sygnałów, że którykolwiek kierunek przeważy. Dane za marzec nie dają odpowiedzi, ale podpowiadają, że decyzje podjęte dziś, będą miały znaczenie dopiero za kilka miesięcy.

Co oznacza „niespodzianka” GUS dla zwykłych ludzi?

1,9 proc. inflacji wygląda dobrze na papierze – szczególnie w porównaniu z dwucyfrowymi odczytami sprzed roku. Ale czy przeciętny konsument to odczuwa? Tu zaczynają się schody. Bo choć żywność potaniała w ujęciu rocznym, to w ujęciu miesięcznym nadal rosła. Ceny usług wciąż są wysokie, a wiele osób zderza się z problemem, który w statystyce nie figuruje: odczuwalność drożyzny.

Nie sposób nie zapytać, co właściwie mierzy inflacja. Czy rzeczywiście oddaje realne doświadczenie przeciętnego Kowalskiego? Czy może raczej opisuje świat, w którym wszystko mieści się w modelach ekonometrycznych, ale nie w koszyku na zakupy? Przypadek marcowego odczytu pokazuje, że dane mogą uspokajać rynki, ale niekoniecznie ludzi.

Zresztą GUS sam przyznaje, że opublikowane dane to jedynie szacunek wstępny. Pełny raport poznamy dopiero 15 kwietnia. Może się więc okazać, że liczby jeszcze się zmienią – choć kierunek raczej nie ulegnie odwróceniu.

A co dalej? Nastroje w gospodarce są wciąż chimeryczne. Rynek pracy pozostaje relatywnie stabilny, ale konsumpcja nie wróciła do poziomów sprzed pandemii. Nikt dziś nie odważy się ogłosić końca problemów. Ale marzec przyniósł przynajmniej chwilę wytchnienia – pytanie tylko, czy to cisza przed burzą, czy pierwszy oddech po długim biegu.

Źródło: businessinsider.com.pl

Oceń artykuł
0/5 (0)
Ładowanie ofert pracy...