Decyzja o przeznaczeniu 60 miliardów złotych z państwowego budżetu na wsparcie polskich firm przy budowie pierwszej elektrowni jądrowej to krok, który może realnie zmienić krajobraz przemysłowy kraju. Premier Donald Tusk ogłosił ją we wtorek, wskazując nie tylko na konkretne przedsiębiorstwa, które otrzymają środki, ale też na szerszy cel — umocnienie pozycji rodzimego przemysłu w międzynarodowych łańcuchach dostaw.

Choć sama inwestycja w energetykę atomową może budzić rozmaite emocje — od entuzjazmu po obawy — nie sposób zignorować faktu, że udział polskich firm w tym projekcie to rzadki przypadek, gdy polityka przemysłowa ma szansę przełożyć się na konkretne korzyści dla sektora wytwórczego.
Zastrzyk miliardów, który ma rozruszać krajowy przemysł
Budowa elektrowni atomowej na Pomorzu — w lokalizacji Lubiatowo-Kopalino — to jedno z największych przedsięwzięć infrastrukturalnych w historii III RP. Całkowite koszty inwestycji oszacowano na 192 miliardy złotych, z czego aż 60 miliardów zostanie skierowanych do polskich firm. Taka decyzja to nie tylko ukłon w stronę lokalnych wykonawców — to deklaracja, że Polska nie chce być wyłącznie montownią technologii importowanych zza granicy.
Pierwsze firmy, które pojawiły się na liście beneficjentów, to dobrze znane podmioty z branży konstrukcyjnej i przemysłowej: Mostostal Kraków, Mostostal Siedlce, Mostostal Kielce, FAMAK, Energomontaż-Północ Gdynia oraz Zakład Konstrukcji Spawanych Ferrum. Każde z tych przedsiębiorstw wniesie wkład w dostawy komponentów do projektu, realizowanego we współpracy z amerykańskimi gigantami — Westinghouse i Bechtelem.
Nieprzypadkowo zresztą wybór padł na firmy o wieloletnim doświadczeniu. Przy projektach tej skali nie ma miejsca na eksperymenty ani improwizację. Potrzebna jest jakość, terminowość i zdolność adaptacji do technologii — w tym przypadku: amerykańskiej technologii AP1000.
Technologie zza oceanu, korzyści nad Wisłą
Westinghouse i Bechtel nie są nowicjuszami w dziedzinie energetyki jądrowej. Ich technologia AP1000, która zostanie zastosowana w polskiej elektrowni, to rozwiązanie sprawdzone i stosowane również poza granicami Stanów Zjednoczonych. To właśnie w oparciu o ten know-how mają powstać trzy reaktory, z których pierwszy zacznie działać komercyjnie w 2036 roku. Zanim to jednak nastąpi, w 2028 roku ruszą pierwsze prace konstrukcyjne.
Współpraca z amerykańskim konsorcjum otwiera przed polskimi firmami zupełnie nowe perspektywy. Premier podkreślił, że uczestnictwo w tym projekcie może stanowić przepustkę do rynków zagranicznych. Westinghouse planuje angażować polskich dostawców także przy budowie elektrowni m.in. w Szwecji, Bułgarii czy na Słowacji.
Dla wielu polskich przedsiębiorstw taka możliwość to nie tylko kwestia prestiżu — to także szansa na trwałą zmianę pozycji w strukturze globalnych dostawców. Jeśli wchodzisz w projekt o wartości 60 miliardów złotych, i robisz to dobrze, zyskujesz coś, czego nie da się kupić — zaufanie i referencje. A te mogą ważyć więcej niż złoto.
Państwo jako inwestor z wizją?
Trudno oprzeć się refleksji, że ta decyzja ma wymiar większy niż tylko czysto ekonomiczny. Rząd, wskazując konkretne firmy i kierując do nich strumień środków publicznych, bierze na siebie odpowiedzialność nie tylko za sprawne wykonanie projektu, ale też za rozwój przemysłowego zaplecza kraju. Czy to powrót do myślenia kategoriami polityki przemysłowej, które przez lata uchodziły za niemodne?
Być może. Ale być może właśnie tego dziś potrzebujemy — nie abstrakcyjnych strategii rozwoju, lecz realnych inwestycji, które mają imię, miejsce i budżet. Premier mówił wyraźnie: skoro inwestycja w atom ma służyć gospodarce, to niech służy przede wszystkim polskim firmom. I trudno się z tym nie zgodzić. Przez lata zbyt wiele przetargów wygrywały podmioty, które po zakończeniu kontraktu znikały z radarów, zostawiając po sobie jedynie wystygłe place budowy.
Tym razem ma być inaczej — a przynajmniej taką nadzieję daje to, że lista firm nie jest przypadkowa, lecz świadomie dobrana pod kątem kompetencji i doświadczenia. Jeżeli coś może dać realny impuls do modernizacji krajowego przemysłu, to właśnie takie inwestycje. Oby tylko — jak to już nieraz bywało — nie skończyło się na dobrze brzmiących deklaracjach.
Źródło: businessinsider.com.pl