Policja w Dino to już nie plotka z zaplecza marketów, ale oficjalne czynności prowadzone pod nadzorem prokuratury. Związkowcy alarmują o pracy ponad siły, skrajnych brakach kadrowych, zimnie i presji na normy, a sprawa sieci Dino nabrała politycznego i instytucjonalnego ciężaru. Na miejsce wchodzą Policja i Państwowa Inspekcja Pracy, a głos zabiera ministra oraz posłowie opozycji.

Policja w Dino. Zawiadomienia do prokuratury i zarzuty łamania prawa pracy
Postępowanie dotyczące sieci Dino prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Bełchatowie, a czynności wykonuje Policja. To efekt kolejnych zawiadomień składanych przez OPZZ Konfederacja Pracy, które dotyczą możliwego naruszenia przepisów prawa pracy oraz ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych.
Związkowcy wskazują na systemowe problemy: ignorowanie postulatów, odmowę udostępnienia regulaminów pracy i wynagradzania, brak rokowań oraz, jak twierdzą utrudnianie działalności związkowej.
– Pomimo wystąpienia z postulatami już w grudniu 2025 r., spółka nie odpowiedziała w ustawowym terminie, nie zaproponowała terminu rokowań i nie wzięła udziału w zorganizowanym przez związek spotkaniu. W związku z tym złożono już trzecie zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez Zarząd Dino Polska. Obecnie sprawą zajmuje się policja. – mówi dla serwisu Bankier Wojciech Jendrusiak, przewodniczący OPZZ Konfederacja Pracy .
Dino – praca w zimnie i presja na normy. „Market obsługują trzy osoby”
Według relacji pracowników i związków zawodowych praca w Dino coraz częściej oznacza skrajne przeciążenie obowiązkami. W części sklepów cały market ma być obsługiwany przez zaledwie kilka osób, co w połączeniu z presją na normy skanowania prowadzi do problemów zdrowotnych.
Związkowcy mówią o zwolnieniach psychiatrycznych, chorobach układu ruchu i stałym stresie. Dochodzą do tego chaotyczne grafiki, ustalane z dnia na dzień, zakazy urlopów w sezonie letnim oraz odrzucanie wniosków o wolne z powodu siły wyższej.
Dodatkowe kontrowersje budzi brak Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, mimo ustawowego obowiązku. Pracownicy zamiast wsparcia mają otrzymywać propozycje wysoko oprocentowanych pożyczek.
Brak minimalnej temperatury w pracy. Ministra reaguje na aferę w Dino
Sprawa nabrała ogólnopolskiego rozgłosu po doniesieniach o niskich temperaturach panujących w sklepach sieci. Ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk publicznie przypomniała, jakie prawa przysługują pracownikom.
– Przypominam pracownikom, że jeżeli warunki pracy, temperatura w pracy spada poniżej ustawowego minimum, to mają prawo poinformować przełożonego, że nie będą dalej realizowali swoich obowiązków, ponieważ zagraża to ich zdrowiu i bezpieczeństwu – powiedziała na antenie TVP Info.
Szefowa resortu wskazała jednoznacznie, że minimalna temperatura w pracy przy lekkiej pracy fizycznej, takiej jak obsługa kasy, wynosi 18 stopni Celsjusza. To standard wynikający wprost z Kodeksu pracy, a jego niespełnienie może skutkować interwencją PIP.
Zandberg w Dino i kontrole PIP w całej Polsce
Iskrą, która rozpaliła debatę publiczną, była interwencja poselska Adriana Zandberga w Dino w Sochaczewie. Polityk pojawił się na miejscu z termometrem, a nagranie z wizyty trafiło do sieci.
– Firma Dino robi z ludzi mrożonki i to ewidentnie się opłaca. Jesteśmy właśnie z interwencją poselską w markecie Dino w Sochaczewie. Mamy udokumentowane naruszenie przepisów. Ludzie pracują tutaj w temperaturze ośmiu stopni – mówił Zandberg.
Po tej interwencji Państwowa Inspekcja Pracy rozpoczęła kontrole w dziesiątkach marketów w całym kraju, m.in. w województwach mazowieckim, lubelskim i warmińsko-mazurskim. Według ustaleń mediów, w części placówek wydano już zalecenia i nakazy usunięcia nieprawidłowości, a powtarzającym się problemem jest właśnie niespełnianie norm BHP dotyczących temperatury.
Źródła: dorzeczy.pl; bankier.pl