KFC: Krótko - nie polecam, ale dużo zależy tak na prawdę od restauracji do której się trafi. Ja byłem w takiej zlokalizowanej w popularnej galerii handlowej gdzie ruch był naprawdę duży. Po pierwsze - atmosfera w pracy była kiepska. Nie wszyscy byli źli, ale 3 z 4 przełożonych było po prostu chamskich i non-stop za coś opierdzielali, poza tym część "zwykłych" pracowników była nie lepsza od nich, najgorszy był jeden instruktor który w zasadzie nigdy mnie nie pochwalił za nic i zawsze się tylko wydzierał i wytykał nawet najmniejsze błędy. Jestem odporny psychicznie więc to zlewałem ale chwyt "zgrany i miły zespół" to zwyczajna bujda. Pracowałem na kuchni. Praca BARDZO ciężka i mało płatna, ciągle trzeba pilnować głupkowatych czasów przydatności różnych produktów, które dodatkowo są skrócone o połowę jeśli chodzi o dostawę(czemu - nie wiem), więc np. takie stripsy trzeba robić co 15 minut nowe. Elastyczny grafik to bujda, bo nie ważne co się wpisywało to i tak menager decydował, generalnie nowi pracownicy nie mogli liczyć na ustalenie czasu pracy pod jakiekolwiek swoje wymagania, bowiem najlepsze zmiany(otwarcia - od 8 do 16) dostawali starzy pracownicy. Praca na kuchni jest ciężka, bo za wyjątkiem pierwszych 2 tygodni kiedy robisz z innym kucharzem aby się przeszkolić robisz w zasadzie ZAWSZE sam(wyjątkiem są weekendy kiedy na kilka godzin są dwaj kucharze). Wyjście do kibelka jest bardzo trudne bo trzeba wołać kogoś z serwisu lub kasy aby stanął na 5 minut na kuchni co wiąże się z obowiązkowym ubraniem foliowego fartucha. Tak samo jak chcesz iść na staffa płatnego 2zł, ktoś musi stanąć za ciebie na kuchni na 20 minut. Spóźnienie 1-2 minuty to gwarantowana awantura. Praca na kuchni wiąże się z cochwilowym bieganiem do chłodni po kawałki kurczaka które zawsze trzeba dokłądnie przeliczyć i które nie mogą poza chłodnią przebywać nigdy więcej niz jakaś tam okreslona ilość czasu, czego zresztą i tak nikt nigdy nie przestrzegał. Co 30 minut trzeba obowiązkowo myć ręce, co przy duzym ruchu jest po prostu niemożliwe. Trzeba często taszczyć ciężkie worki z mąką oraz obowiązkowo codziennie trzeba wygospodarować dosć dużo czasu na marynowanie mięsa, na co są bardzo krótkie momenty czasu kiedy akurat jest wustarczajaca ilość gotowego kurczaka na serwisie. Dodatkowo codziennie są jakieś czyszczenia czy to chłodni czy smażalnicy czy innych rzeczy na które trzeba wygospodarować juz i tak bardzo ograniczony czas. Nieraz musiałem też z chłodni taszczyć ciężkie pudła z frytkami bo ludziom z serwisu nie chciało się po nie fatygować i wykorzystywali do tego celu nowych pracowników. Czasem są tzw. nocki gdzie po prostu czyści się wszystko. Najlepsze są otwarcia gdzie jest mało klientów i zawsze się wychodzi o tej 15 czy 16-tej, zaś "zetki" czyli zamknięcia czasem trwaja nawet do 1 w nocy, głównie dlatego że trzeba wyczyscić WSZYSTKO, co zawsze sprowadzało się do mycia miliona tac i innych kuchennych akcesoriów, zazwyczaj - niespodzianka - przez nowego pracownika, czyli mnie(bardzo ciężka robota na zmywaku, bół pleców i nóg gwarantowany). Dodatkowo jak się jest na otwarciu to czasem trzeba przyjść godzinę wcześniej aby przyjąć dostawę kurczaka, to akurat proste i kurczak nigdy nie był śmierdzący ani zielony ale 2 razy zdarzyło mi się na nią po prostu nie przyjść ponieważ byłem pewny że nie przyjmuję dostawy w ten dzień ale akurat w ostatniej chwili menagerowi się przywidziało że ja mam to zrobić, zmienił grafik i o niczym nie poinformował, za co dostawałem mega opierdziel. Jak sie zdarzyło że w ciągu zmiany zabrakło jakiegoś produktu(które trzeba było na bieżąco rozmrażać w zimnej wodzie, zazwyczaj na początku zmiany otwierającej) to dostawało się bardzo srogie reprymendy. Czasem cos klientowi nie pasowało w jego kawałku kurczaka i wtedy też menager osobiście po nas jechał jak leci. Tzw. "kanały" (kiedy nie ma jakiegoś określonego produktu dostępnego na serwisie np. przez 2 lub 3 minuty) też były okazją do reprymendy, nawet jeśli na dany produkt nie było aktualnie żadnych zamówień. Praca na kuchni wiaże się oczywiście również z pamietaniem wielu różnych wartości jak np. maksymalne ilości mozliwych do smażenia w jednym momencie produktów, czasy smażenia, sposoby panierowania, czasy przydatności do spożycia itd. Każdy gotowy produkt wychodzący z kuchni musiał zostawać dodatkowo opatrzony małą karteczką z terminem przydatności, do wymagało szybkich kalkulacji i zabierało dodatkowo juz i tak bardzo ogaraniczony czas. Ponadto trzeba się przyzwyczaić do wdychania dużych ilości pyłu z mąki. Niektóre produkty ponadto mają określony sposób przygotowania, np. każdego stripsa trzeba obowiązkowo ugnieść wnętrzem dłoni z każdej strony aby go spłaszczyć. Czasem było tak mało czasu dostępnego ludziom na serwisie, że musiałeś sam sobie swojego staffa zrobić. Dodatkowo np. czasem trzeba było po coś pójść na kasę i wiązało sie to zawsze z obowiązkowym zdjęciem fartucha i czapki bo jak to tak, klient nie moze na takiego brudnego kucharza patrzeć.