Reklama

Jak wygląda norweski rynek pracy? Rozmowa z Anną Picholą – Kreatorką kariery w Norwegii

Emigracja może być spowodowana różnymi czynnikami. Wiele ludzi wyjeżdża z kraju na krótko, w poszukiwaniu dodatkowego zarobku. Część osób osiedla się jednak na stałe w nowych miejscach i tam buduje swoje życie prywatne i zawodowe. Poszukiwanie pracy w obcym państwie nie jest prostym zadaniem. Kandydaci napotykają na różne problemy, ponieważ nie zdają sobie sprawy z tego, jak wygląda rynek pracy na obczyźnie. Nie wiedzą także, w jaki sposób pokierować swoją karierą tak, by znaleźć zawód dopasowany do ich kompetencji. O tym, jak wygląda rynek pracy w Norwegii, w jaki sposób dostosować się do wymagań pracodawcy i dlaczego warto mieć klarowny plan, opowiada nam Anna Pichola — Kreatorka kariery w Norwegii, certyfikowana trenerka rozwoju i doradczyni zawodowa.

Proszę powiedzieć, jak długo mieszka Pani w Norwegii i co skłoniło Panią do wyjazdu do tego kraju?

W Norwegii mieszkam od 2012 roku. Mój były mąż dostał tutaj pracę, więc wraz z córką podążyłyśmy za nim. Życie zweryfikowało nasze plany, ponieważ po kilku miesiącach rozstaliśmy się z mężem. Nie ukrywam, że początki były trudne – przez pierwsze parę miesięcy sprzątałam pomieszczenia firmowe. Była to praca zdecydowanie poniżej moich kompetencji i ambicji, jednak miałam świadomość , że jest to tylko sytuacja przejściowa. Moim celem w tamtym czasie było przede wszystkim wyjście do ludzi, nawiązanie kontaktów i oswojenie się z językiem. Uważam, że spotkania z drugim człowiekiem dają ogromne możliwości. Na moich konsultacjach zawsze powtarzam klientom, że “siedząc na kanapie” nikogo nie poznają. Czasem trzeba sprawdzić się w pracy fizycznej, czy po prostu takiej, która jest poniżej naszych kompetencji, żeby przygotować się do prawdziwego startu kariery.

Jak to się stało, że znalazła Pani pracę w zawodzie?

Zajmowałam się sprzątaniem powierzchni biurowych. Mój przełożony zauważył, że bardzo dobrze mówię po angielsku. Poprosił mnie, żebym opowiedziała mu trochę o sobie, o tym, jakie mam wykształcenie, doświadczenie zawodowe i jak to się w ogóle stało, że pracuję w Norwegii. Po tej rozmowie poprosił mnie o przygotowanie CV. Koniec końców dostałam pracę jako koordynator w firmie, w której wcześniej sprzątałam. To była moja pierwsza poważna praca w Norwegii, która otworzyła mi drzwi na nowe możliwości, pozwoliła mi na rozwijanie swoich kompetencji i wspinanie się po szczeblach kariery. Aktualnie prowadzę własną firmę Anna Pichola Business and Career Advising, w której wspomagam Polaków szukających pracy w Norwegii. Dodatkowo jestem Quality Managerem, czyli szefem do spraw jakości w jednej z norweskich firm.

Czy początkowo odnalezienie się w nowej rzeczywistości, w obcym kraju, było dla Pani trudne?

Uważam, że dobrze sobie z tym poradziłam. Bardzo dużo w życiu podróżowałam, a zwiedzanie świata było ważnym aspektem mojego życia. Kiedy studiowałam na Politechnice Wrocławskiej, ostatni rok spędziłam na wymianie w Glasgow. Po skończeniu edukacji, przez prawie pięć lat, pracowałam w Dublinie w irlandzkim banku. Zmiana środowiska i kraju nie była więc dla mnie problemem.

Mówi Pani o swoim doświadczeniu zawodowym i pracy w banku w Irlandii. Domyślam się, że od zawsze była Pani osobą ambitną i pracowitą. W Norwegii początkowo pracowała Pani na stanowisku zupełnie odbiegającym od kwalifikacji. Czy nie było to dla Pani trudne z psychicznego punktu widzenia?

Taka sytuacja może być trudna dla osób, które wyjeżdżają z kraju i nie mają na siebie pomysłu. Bardzo dużo zależy od osobowości i celów życiowych. Prowadząc konsultacje widzę, że wiele osób nie ma pomysłu, planu na siebie. Ludzie nie wiedzą, co chcą robić i nie mają celu, do którego mogą dążyć. Brak im takiego podejścia, jakie ja miałam na początku życia w Norwegii, kiedy to od razu zakładałam, że praca fizyczna, jest tylko pracą na chwilę, a w perspektywie czasu dążę do realizacji moich planów. Powtarzam moim klientom, że początkowa praca poniżej kwalifikacji nie jest niczym złym, wręcz przeciwnie – to czas, który można wykorzystać na naukę języka obcego, czy poznanie nowych osób. Trzeba tylko pamiętać o tym, by mieć jasno sprecyzowany cel, dążyć do czegoś konkretnego, zdefiniowanego Wiele osób pracuje na stanowiskach niższego szczebla i nie potrafi znaleźć wyjścia z takich sytuacji, chociaż ma do tego predyspozycje. Dlatego tak ważne jest dla mnie, aby inspirować tych ludzi i pokazywać, że można, że się da, tylko trzeba chcieć zacząć działać. Ja wiedziałam, że moja sytuacja jest przejściowa, dlatego nie odczuwałam strachu, smutku, czy frustracji.

Mimo wszystko dla wielu osób taka degradacja stanowiskowa może być przybijająca. Co więc zrobić, żeby nie utknąć w takiej sytuacji?

Przede wszystkim wychodzić do ludzi. Bardzo dużo zależy od nas samych. Jeżeli sama nie zaczęłabym rozmowy z szefem, to możliwe, że jeszcze bardzo długo pracowałabym na niższym stanowisku. Otworzyłam się na niego, zaufałam mu, opowiedziałam swoją historię, a przede wszystkim, zaprezentowałam moje kompetencje językowe. Zawsze zachęcam do tego, żeby wychodzić z inicjatywą, a przede wszystkim, rozmawiać z innymi ludźmi.

Co, oprócz braku planu na siebie i nieśmiałości, najczęściej hamuje Polaków przed znalezieniem pracy dostosowanej do ich kompetencji?

Wiele osób przyjeżdżając do Norwegii nie wie, jak poruszać się na tutejszym rynku pracy, który zdecydowanie różni od rynku polskiego. Nawet proces rekrutacyjny  wygląda zupełnie inaczej. Inne są także standardy dotyczące przygotowywania dokumentów aplikacyjnych.

Jak w takim razie wygląda norweski rynek pracy?

Przede wszystkim jest on bardzo otwarty na osoby zatrudnione. Tutaj szanuje się kandydatów i pracowników. Nie można nikogo zwolnić z dnia na dzień, co w Polsce niestety nadal często się zdarza. Nie ma problemu z pracą zdalną, ponieważ ludzie sobie ufają. Jeśli chodzi o samą rekrutację, to z pewnością jest ona prowadzona w bardziej przyjaznej atmosferze niż w Polsce. Z mojego doświadczenia w Polsce wiem, że często bywało tak, że osoba rekrutująca – szef, czy pracownik działu HR – chciała podkreślić swoją wyższość. W Norwegii natomiast rozmowa kwalifikacyjna jest rozmową partnerską. Nie ma stawiania kogoś w lepszej lub gorszej pozycji. Spotkanie to nie służy tylko dla pracodawcy, ale także kandydatowi, który może dowiedzieć się, czy w ogóle chce pracować w tej firmie, czy jest to miejsce, które mu odpowiada. Wydaje mi się, że w Polsce nadal w większości firm panuje przekonanie, że to kandydat jest w gorszej pozycji i musi za wszelką cenę udowodnić, że nadaje się na rekrutowane stanowisko. Rozmowa kwalifikacyjna prowadzona jest w luźnej atmosferze, jednak nie wyklucza to konieczności odpowiedniego przygotowania się do niej.

W Polsce z jednej strony mówimy o “rynku pracownika” i o tym, że kandydaci mogą “przebierać” w ofertach, a z drugiej strony wiele osób szuka pracy przez długi czas bez pozytywnego rezultatu. Z pewnością bardzo dużo zależy też od branży.

Oczywiście w Norwegii też bywa tak, że konkurencja w niektórych branżach jest większa. Bardzo dużo zależy od stanowiska, czy okresu szukania pracy. Ważne jest jednak to, że kultura nie pozwala pracodawcy stawiać siebie wyżej od pracownika. Ludzie zajmujący wysokie stanowiska – szefowie działów, dyrektorzy – nigdy nie pokazują tego, że w hierarchii firmy są wyżej. Nie mają potrzeby udowadniania swojej wartości w ten sposób. Wszystko odbywa się na relacjach partnerskich.

W jaki jeszcze sposób kultura Norwegów wpływa na ich rynek pracy?

Z pewnością wszyscy mają tutaj do siebie duże zaufanie. W Polsce panuje jednak trochę taka mentalność kombinowania i niebycia do końca szczerym w wielu sytuacjach. W Norwegii każdy zakłada, że jeżeli coś się mówi, to jest to prawdą. Nie ma oczekiwania co do tego, że pracownik będzie robił coś po godzinach, szanując work-life balance. Jeżeli ktoś pracuje więcej niż zakłada to wymiar pracy, to jest to wyłącznie jego wola. Szanuje się czas rodziny, spędzanie czasu na świeżym powietrzu i odpoczynek. Oczywiście bardzo dużo zależy tutaj od branży. W pracach produkcyjnych, jeżeli trwa okres dużych zamówień, to oczywiście nadgodziny są spotykane, ale nigdy nie jest to przymus.

Wydaje mi się, że w Polsce, ale też w wielu miejscach na świecie, panuje przekonanie o tym, że trzeba cały czas coś robić, żeby osiągnąć sukces: pracować na etacie, wykonywać zadania freelancerskie, uczestniczyć w szkoleniach, mieć czas na sport i rodzinę. I oczywiście zakładając, że doba ma tylko 24 godziny.

W Polsce panuje poniekąd wyścig szczurów – każdy chce zaprezentować się przed szefem z jak najlepszej strony. W tym podejściu Norwegowie różnią się od Polaków, ponieważ tutaj ludzie w ogóle nie czują takiej presji, konieczności cyklicznego awansowania. Wiele osób pracuje po kilkanaście lat na jednym stanowisku i jest to dla nich komfortowa sytuacja. Mają dobrą pracę, satysfakcjonujące zarobki, czas dla rodziny i w ogóle nie odczuwają stresu związanego z pracą. Co oczywiście nie odbiera im ambicji i chęci do działania. Po prostu Norwedzy potrafią świetnie dzielić czas na obowiązki i odpoczynek.

Mówimy tu raczej o zawodach biurowych. Co w tej kwestii powiedziałaby Pani o osobach wykonujących prace fizyczne?

Oczywiście w takich branżach jest trudniej. Osoby sprzątające, pracownicy budowlani, czy produkcyjni, podchodzą do pracy zgoła inaczej. Jak już mówiłam, sama pracowałam na takim stanowisku i wiem, że jest ono wymagające. W przypadku stanowisk niższego szczebla, fizycznych, często pracuje się dłużej i szybciej, jednak nadal zachowuje się wysokie standardy zatrudnienia.

Wydaje mi się, że po części może to być też kwestia tego, że wielu pracowników fizycznych, to właśnie emigranci, którym zależy na szybkim zarobku i dlatego pracują oni dłużej.

Rzeczywiście wiele osób wykonujących prace fizyczne w Norwegii to emigranci, którzy przyjechali tu po prostu zarobić. Chcą wykorzystać szansę i uzbierać pieniądze, na przykład, na budowę domu w Polsce. Jest jednak znaczna część ludzi, którzy pomimo swoich wysokich kompetencji uważają, że nie mają szansy na lepszą pracę. Spotykam się z wieloma wykształconymi Polkami, które mogą coś osiągnąć, ale brakuje im wiary w siebie i we własne umiejętności. Właśnie takim osobom pomagam w odnalezieniu się na norweskim rynku pracy, a przede wszystkim, zachęcam ich do pracy nad sobą.

Proszę opowiedzieć coś więcej o swojej działalności.

Moja oferta skierowana jest zarówno do Polaków, którzy zamierzają przeprowadzić się do Norwegii, jak i do osób, które już tu mieszkają i potrzebują pomocy ze znalezieniem odpowiedniej pracy. Swoim klientom oferuję kompleksowy wachlarz usług – prowadzę konsultacje kariery, pomagam w znalezieniu pracy, pokazuję jak szukać ofert, tłumaczę, jakie kompetencje są ważne na tym rynku, pokazuję, jak sporządzić CV i list motywacyjny oraz jak przygotować się do rozmowy o pracę.

W jaki sposób pomaga Pani osobom szukającym pracy?

Wszystko zależy od tego, z czym ktoś do mnie przychodzi – czy zależy mu na znalezieniu pracy, czy też może rozwoju kompetencji. Przeprowadzam z każdym klientem rozmowę, żeby dowiedzieć się czegoś o nim, jakie ma wykształcenie i umiejętności, a także pomagam w ustaleniu celów. Pokazuję strony, na których warto szukać pracy oraz agencje, z którymi warto nawiązać kontakt. Jeśli jest taka potrzeba, to robię research firm, do których warto wysyłać CV, mimo tego, że aktualnie nie prowadzą one rekrutacji.

Czy w Norwegii popularnym sposobem na szukanie pracy jest wysyłanie dokumentów aplikacyjnych bez otwartych rekrutacji?

Uważam, że jest to bardzo dobry sposób na znalezienie pracy, bo tak naprawdę, co nam szkodzi wysłać CV? Lepiej spróbować, niż nie zrobić nic w tym kierunku. Nawet jeśli firma w danej chwili nie prowadzi rekrutacji na konkretne stanowisko, to może akurat nasz profil zainteresuje rekrutera i dostaniemy inną propozycję, lub pojawi się ona w przyszłości. Wszystko, o czym mówię, wynika z mojego wieloletniego doświadczenia na norweskim rynku pracy. Moją obecną pracę znalazłam na platformie LinkedIn i do jej przeglądania zachęcam również osoby poszukujące pracy.

Czy platforma LinkedIn jest popularna w Norwegii?

Wydaje mi się, że zdecydowanie mniej niż w Polsce. Wiele norweskich firm ma tam swoje profile i publikuje ogłoszenia, ale pracownicy nie do końca potrafią z niej korzystać, a w wielu przypadkach nawet nie wiedzą, że mogą tam znaleźć pracę.

Z czym Polacy mają największy problem, jeśli chodzi o poszukiwanie pracy?

Wiele osób ma problem z poprawnym napisaniem CV. Są oczywiście dostępne szablony i mogłoby się wydawać, że jest to proste zadanie, jednak nadal dużym problemem jest odpowiednie dostosowanie CV do stanowiska.

Czym charakteryzują się norweskie standardy CV?

Ludzie nadal myślą, że wystarczy napisać jedno CV i wysłać je na wszystkie stanowiska, którymi jest się zainteresowanym. Niestety to tak nie działa. CV musi być dopasowane do konkretnej oferty pracy. Powinno zawierać: słowa kluczowe, które pracodawca zamieszcza w ogłoszeniu, profil zawodowy (dwa-trzy zdania o sobie), główne kompetencje, informacje o doświadczeniu. W CV powinno uwzględniać się tylko to, co jest ważne z perspektywy pracodawcy. Nie trzeba opisywać wszystkiego, co robiło się w życiu, tylko to, co jest tak naprawdę przydatne na konkretnym stanowisku. Ma być krótko i na temat. Oczywiście bardzo ważne jest stworzenie przejrzystego dokumentu, bez błędów ortograficznych, czy językowych. Jeżeli ktoś nie jest pewny swoich kompetencji lingwistycznych, to powinien skorzystać z pomocy kogoś, kto się na tym zna.

Czy CV przygotowuje się w języku norweskim, czym angielskim?

Generalnie zasada jest taka, że CV powinno być napisane w takim języku, w jakim opublikowane zostało ogłoszenie. Nawet jeśli ktoś słabo mówi po norwesku, to zawsze zachęcam, żeby sporządzić CV w tym języku. Z doświadczenia wiem, że pracodawcy lepiej patrzą na osoby, które potrafią się dostosować do obowiązujących standardów. Lubią też widzieć, że ktoś się stara. Jeżeli w odpowiedzi na ogłoszenie napisane po norwesku wyślemy dokumenty napisane po angielsku, to istnieje bardzo duża szansa, że zostaną one odrzucone.

Taki sposób przygotowywania CV od jakiegoś czasu funkcjonuje także w Polsce. Czy jest jednak coś, na co Norwedzy szczególnie zwracają uwagę w CV?

Bardzo ważne jest zawarcie w CV informacji o hobby i zainteresowaniach. Norwedzy są bardzo otwartym i towarzyskim narodem, który skupia dużą uwagę na spędzaniu wolnego czasu z rodziną. Wszystko, co związane ze sportem lub podróżami, jest dla nich ważne. Pracodawcy uwielbiają, kiedy ktoś ma jakieś nietypowe hobby, którym może pochwalić się na rozmowie kwalifikacyjnej.

A co jeśli chodzi o list motywacyjny?

Na stanowiskach biurowych jest on zawsze wymagany i także musi być napisany pod konkretną ofertę pracy. Nie może być kopią CV, a jego rozwinięciem. Należy zastanowić się, jakie kompetencje i umiejętności można wykorzystać na konkretnym stanowisku i pokazać, w jaki sposób możemy realnie wpłynąć na firmę.

Co jeszcze jest ważne, jeśli chodzi o proces rekrutacji?

W Norwegii bardzo ważne są referencje, które uzyskuje się od minimum trzech byłych pracodawców. Czasami przechodzą referencje pisemne, ale zwykle nowy pracodawca dzwoni i wypytuje o to, jakim ktoś był pracownikiem. Co ważne, często dotyczy to także prostych prac, nie tylko stanowisk w korporacji. Jest to związane z tym, że w Norwegii pracodawca nie może po prostu zwolnić osoby zatrudnionej. Musi mieć do tego konkretny powód.

Jak wygląda rynek pracy w Norwegii z perspektywy Polaków? Czy jest on otwarty na naszych rodaków i w jakich sektorach najczęściej znajdują oni zatrudnienie?

Rynek z pewnością jest otwarty. Norwegia jest dużym krajem, w którym jednak mieszka stosunkowo niedużo ludzi. W związku z rozwojem technologii i usług, panuje ciągłe zapotrzebowanie na inżynierów z zagranicy. Polacy w Norwegii pracują w: szkołach, księgowości, korporacjach. Są także lekarzami, czy pielęgniarkami. Tak naprawdę, jeśli ktoś ma odpowiednie kompetencje i zna język, to doskonale odnajdzie się na tym rynku pracy.

Czy znajomość języka norweskiego jest koniecznością?

Jeśli chodzi o firmy międzynarodowe, to język angielski może wystarczyć, ale coraz częściej znajomość języka norweskiego, jest podstawą do znalezienia pracy w biurze. Podobnie pracownicy mający ciągły kontakt z ludźmi, tacy jak na przykład lekarze, muszą porozumiewać się po norwesku.

A co z językiem polskim? Czy jego znajomość jest dodatkowym atutem?

W Norwegii mieszka bardzo dużo Polaków. Spotkałam się z wieloma ogłoszeniami, w których znajomość naszego języka była wymieniona, jako dodatkowy atut. Często były to prace związane z obsługą klientów, na przykład w siedzibach Call Center sieci telefonicznych. Wynika to z faktu, że łatwiej jest sprzedać coś Polakom, mówiąc w ich ojczystym języku.

Jak wygląda tydzień pracy w Norwegii? W czym różni się on od Polskiego?

Pracujemy od poniedziałku do piątku po 8 godzin, ale wliczone jest w to codzienne pół godziny lunchu. Oczywiście jeśli chodzi o prace fizyczne, to ta kwestia może wyglądać trochę inaczej. Przeważnie osoby zatrudnione na takich stanowiskach mają więcej przerw w ciągu dnia.

Jaka forma umowy proponowana jest najczęściej przez pracodawców? Czy jest to odpowiednik polskiej umowy o pracę?

Tak, w Norwegii najczęściej zawierana jest umowa o pracę z trzy lub sześciomiesięcznym okresem próbnym, na którym wypowiedzenie – w zależności od firmy – może trwać dwa tygodnie lub miesiąc. Po okresie próbnym obowiązuje trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Bardzo często stosowana jest także umowa na zastępstwo. Korzysta się z niej wtedy, kiedy pracodawca musi zastąpić stałego pracownika przez konkretny okres lub kiedy firma pracuje nad jakimś projektem i potrzebuje dodatkowych osób do jego realizacji.

W Norwegii mieszka Pani już ponad 10 lat. Co ceni sobie Pani w tym kraju?

Przede wszystkim bezpieczeństwo – moje i moich dzieci. Ważny jest dla mnie klimat, natura i duże możliwości związane ze sportem i podróżowaniem. Jeśli chodzi o rynek pracy, to imponuje mi szacunek do pracowników, zaufanie, którym są oni obdarzeni oraz wewnętrzny spokój, który odczuwam na co dzień. Nie ma tu wyścigu o lepsze stanowiska. Norwedzy mają bardzo spokojne podejście do życia i pracy.

Wspominała Pani o dzieciach. Czy, w Pani odczuciu, norweski system edukacji rzeczywiście jest na dużo wyższym poziomie niż polski?

Zależy, pod jakim kątem na to patrzymy. W norweskiej szkole bardzo duży nacisk kładzie się na sport, zainteresowania i pracę grupową. Dzieci nie mają dużo zadań domowych, a w szkole podstawowej w ogóle nie ma ocen. Przekazywana jest praktyczna wiedza. Dodatkowo, dużą uwagę przykłada się do nauki języka angielskiego. Norwedzy potrafią porozumiewać się biegle w tym języku, ponieważ mają z nim styczność od dziecka. Uczą się go praktycznie, poprzez mówienie, a nie tylko poznawanie gramatyki i słówek, co w Polsce jednak często jest spotykane.

Jakie zajęcia dla dzieci są według Pani najciekawsze?

Jest ich bardzo dużo. Teraz do głowy przychodzą mi zajęcia z gotowania, na których dzieci uczą się, jak zdrowo komponować posiłki. Są też zajęcia, które uczą dużej samodzielności i wykonywania prac ręcznych. Od najmłodszych lat dzieci są zabierane na wycieczki do lasów, w trakcie których uczą się rozpalać ognisko i czytać papierową mapę. Muszą same odnaleźć się w takich miejscach i wyćwiczyć orientację przestrzenną. W Polsce kiedy pada deszcz, to dzieci od razu zabierane są do budynku. Tutaj deszcz nie przeszkadza w zabawie, a wręcz przeciwnie, pozwala na hartowanie organizmu. Bardzo cenię sobie to, że dzieci są uczone samodzielności. W szkołach przeprowadzane są co jakiś czas fałszywe alarmy pożarowe, które przygotowują najmłodszych do tego, że muszą oni szybko ubrać się, wyjść na dwór i pójść w wyznaczone, bezpieczne miejsce.

Czy norweskie szkoły dobrze przygotowują dzieci do wejścia na rynek pracy?

Oczywiście bardzo dużo zależy od osobowości, predyspozycji, a także ambicji konkretnego człowieka, bo nie każdy musi zajmować topowe stanowisko w dużej korporacji. Dla wielu osób praca fizyczna, będzie tą, którą chcą wykonywać przez całe życie. Uważam, że dzięki dużemu naciskowi na zdobywanie praktycznych umiejętności, norweskie szkoły bardzo dobrze przygotowują młodych ludzi do wejścia na rynek pracy. Za przykład mogę podać to, że od pewnego stopnia edukacji dzieci muszą co roku samodzielnie znajdować sobie firmę, w której będą mogły pracować przez jeden dzień i co roku musi być to inna firma. Ktoś mógłby powiedzieć, że jeden dzień pracy niczego nie nauczy młodego człowieka. Tutaj chodzi jednak o wpojenie nastolatkom odpowiedzialności za siebie i swoją karierę zawodową oraz pokazanie im tego, jakie mają możliwości. W Norwegii dzieci od 13. roku życia dzieci mogą podjąć lekkie prace dorywcze. To także pozwala im na zdobycie praktyki i sprawdzenie, w jakim zawodzie czują się dobrze. Norwegia jest krajem, który daje niesamowite możliwości rozwoju, zarówno dla dzieci, jak i dla osób, które przyjeżdżają tu w poszukiwaniu pracy.

Rozmawiała: Beata Koś

 

Oceń artykuł
3.1/5 (17)
Ładowanie ofert pracy...