Od 2025 roku zmieniają się zasady korzystania z jednej z najpopularniejszych preferencji podatkowych dla właścicieli domów jednorodzinnych. Nowe objaśnienia Ministerstwa Finansów przynoszą konkretne ograniczenia i precyzują szereg wątpliwości. Pomocne? Do pewnego stopnia. Ale też niepełne – a to oznacza, że wielu podatników nadal musi poruszać się w szarej strefie interpretacyjnej.

Ograniczenia, wyjątki i nowe listy – co zniknęło z ulgi?
Ministerstwo Finansów usunęło z listy wydatków uprawniających do odliczenia kotły gazowe i olejowe, w tym montaż oraz zbiorniki. Oznacza to, że od 2025 r. nie będzie można uwzględnić takich kosztów przy rozliczeniu PIT. Jeśli jednak ktoś zdążył ponieść te wydatki przed końcem 2024 r., zachowuje prawo do odliczenia – pod warunkiem, że jego dochód pozwalał na rozliczenie ulgi i że pozostałą część rozliczy w kolejnych latach w ramach tzw. praw nabytych.
Nowe rozporządzenie zawiera zamkniętą listę materiałów i usług, które podlegają uldze. Resort zaznacza wyraźnie – jakikolwiek wydatek spoza tej listy nie daje prawa do odliczenia. To ważne, bo wcześniej fiskus wielokrotnie zmieniał zdanie w sprawie takich elementów jak pokrycia dachowe, rynny czy okna dachowe. Teraz w katalogu pojawiły się m.in. materiały budowlane i usługi docieplenia przegród, balkonów, dachów i fundamentów, ale – jak zwraca uwagę Grzegorz Grochowina z KPMG – brakuje dokładnych definicji i nadal nie wiadomo, czy np. sama wymiana dachówek się kwalifikuje.
Nieco jaśniej jest w przypadku stolarki – odliczyć można zakup i montaż całych okien lub drzwi, ale nie samych szyb. Wymiana tylko jednego elementu (np. zespolonej szyby w dotychczasowej ramie) ulgi już nie daje.
Własność, pozwolenia i limity – nie wszystko zależy od faktury
MF rozstrzygnęło też długo nierozstrzygniętą kwestię formalną – aby skorzystać z ulgi, trzeba być właścicielem domu w momencie składania zeznania rocznego. To oznacza, że jeśli ktoś sprzeda nieruchomość przed złożeniem PIT, traci prawo do odliczenia, nawet jeśli poniósł wydatki w okresie, kiedy był jeszcze właścicielem.
Nie jest jednak wymagane formalne pozwolenie na użytkowanie budynku. Wystarczy, że budynek istnieje fizycznie, spełnia definicję z ustawy Prawo budowlane i służy celom mieszkaniowym. MF dopuszcza tu elastyczne podejście – jako dowód wystarczą np. dokumenty podatkowe lub inne potwierdzające stan faktyczny. Trzeba jednak pamiętać, że nie można odliczać wydatków poniesionych w trakcie budowy – to ograniczenie utrzymano mimo postulatów, by włączyć inwestycje w energooszczędne rozwiązania również na tym etapie.
Dodatkowo każdy z małżonków ma odrębny limit 53 tys. zł – razem do 106 tys. zł. Nie można go jednak przenosić między sobą. A jeśli podatnik otrzyma dofinansowanie (np. z WFOŚiGW), to musi doliczyć wcześniej odliczoną kwotę do dochodu za rok, w którym otrzymał zwrot. Ulga nie łączy się też z innymi preferencjami – np. nie można skorzystać z ulgi mieszkaniowej i termomodernizacyjnej na ten sam wydatek.
Potrzeba większej precyzji – ulga wciąż daleka od przejrzystości
Nowe objaśnienia to krok w dobrym kierunku, ale nie rozwiązują wszystkich wątpliwości podatników. Przykład z dachami pokazuje, jak łatwo wpaść w pułapkę interpretacyjną – materiały do dociepleń są ujęte, ale wymiana pokrycia nadal pozostaje pod znakiem zapytania. Ministerstwo nie zdecydowało się na stworzenie szczegółowego katalogu materiałów i usług – a to właśnie tego oczekiwali doradcy podatkowi i sami zainteresowani.
Mecenas Karolina Kubista zauważa, że logika stojąca za wykluczeniem wydatków z etapu budowy stoi w sprzeczności z celem samej ulgi. Jeśli promujemy efektywność energetyczną, to inwestycje w nią powinny być wspierane także w fazie projektowej – wtedy, gdy podejmujemy decyzje na lata.
I choć resort próbuje uszczelnić przepisy, nadal nie wyeliminował najważniejszego problemu – braku jednoznacznych odpowiedzi na typowe pytania. Ulga termomodernizacyjna, zamiast stać się narzędziem wsparcia zielonej transformacji, wciąż przypomina labirynt – tylko że z nową mapą.
Źródło: prawo.pl