Reklama

PIP wchodzi do marketów. Dino i Biedronka pod lupą inspektorów

Państwowa Inspekcja Pracy prowadzi szeroko zakrojone kontrole w sklepach Dino i Biedronka. W tle skargi pracowników, interwencje związków zawodowych i coraz głośniejsze pytania o rzeczywiste warunki pracy w handlu. Pierwsze ustalenia już pokazują, że problemów nie brakuje.

pip-w-marketach

Zimno, ciasno, za mało ludzi

W sklepach Dino, jak twierdzą związkowcy, temperatura potrafiła spaść do 12 stopni Celsjusza, a to tylko jeden z sygnałów alarmowych. Pracownicy skarżą się także na zbyt małą liczbę osób na zmianie, brak funduszu socjalnego i niskie wynagrodzenia. Jak relacjonuje OPZZ Konfederacja Pracy, w niektórych sklepach przed kontrolami podniesiono temperaturę – co może sugerować, że kierownictwo miało świadomość skali problemu. PIP już wydała pierwsze nakazy w związku z naruszeniami przepisów BHP, ale kontrole trwają i obejmują również magazyny oraz dystrybucję.

Pracownicy Biedronki kontra świąteczny maraton

W Biedronce źródłem napięć okazał się grudzień – godziny otwarcia sklepów wydłużono nawet do pierwszej w nocy, co objęło blisko 85 tys. osób w ponad 3,8 tys. placówek. Związkowcy mówią o nagłych zmianach grafików, zakazie urlopów i braku poszanowania prawa do odpoczynku. Sprawą zajęła się posłanka Paulina Matysiak, a także Rzecznik Praw Obywatelskich. Pracownicy mówią wprost: zasady zmieniały się z dnia na dzień, a obowiązków tylko przybywało.

Branża czeka na przełom

PIP prowadzi kontrole również w kontekście jakości posiłków, nadgodzin i przestrzegania norm dźwigania. To nie jest jednorazowa akcja – to potencjalny moment przełomowy. Związkowcy liczą, że raporty przyniosą realną poprawę – nie tylko w Dino i Biedronce, ale w całym sektorze handlu. I trudno nie przyznać im racji – bo pytanie o to, ile jeszcze można wytrzymać, zadaje dziś zbyt wielu.

Źródło: bankier.pl

Oceń artykuł
5/5 (1)
Ładowanie ofert pracy...