Blisko czterdzieści lat po wstrzymaniu budowy pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej, Żarnowiec znów trafia na mapę energetycznych planów państwa. Decyzja o powrocie do tej lokalizacji nie tylko przywołuje widmo nieukończonej inwestycji z PRL-u, ale też pokazuje, że atom przestaje być tematem tabu. Czy jednak nowe plany będą miały więcej szczęścia niż poprzednie?

Powrót do Żarnowca – symboliczny i praktyczny
Rząd ogłosił, że to właśnie w Żarnowcu powstanie pierwsza w Polsce elektrownia jądrowa, w ramach programu, który od lat funkcjonuje pod skrótem PPEJ. Ta decyzja nie jest przypadkowa. Lokalizacja ma już opracowaną dokumentację, a teren został przeznaczony pod energetykę jądrową jeszcze w latach 80. – choć ostatecznie inwestycji nigdy nie dokończono.
Wybór Żarnowca może mieć wymiar nie tylko techniczny, ale i symboliczny. Po dekadach jałowych debat o „czy” i „kiedy” – rząd mówi „tu i teraz”. Co więcej, projekt nie jest już tylko rysunkiem na papierze. Spółka Polskie Elektrownie Jądrowe złożyła wniosek o wydanie decyzji lokalizacyjnej. To pierwszy formalny krok do rozpoczęcia prac.
Niektórzy mogą zapytać: dlaczego wracać do miejsca, gdzie inwestycja raz już się nie udała? Odpowiedź jest dość prosta – Żarnowiec to dziś najlepiej przygotowany grunt pod elektrownię jądrową w Polsce. I choć minęło kilka dekad, infrastruktura wciąż tam jest – a czas działa tu raczej na korzyść inżynierii niż przeciwko niej.
Procedury ruszają, opór maleje
Złożony przez PEJ wniosek o decyzję lokalizacyjną trafił do wojewody pomorskiego. To właśnie on będzie odpowiadał za rozpoczęcie procedur administracyjnych. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, decyzja może zostać wydana w ciągu kilkunastu miesięcy. Po niej ruszą prace przygotowawcze, a potem – budowa.
Równolegle toczą się działania na szczeblu unijnym. Polski rząd zabiega o zgodę Komisji Europejskiej na pomoc publiczną dla tej inwestycji. Chodzi o ogromne pieniądze, ale też o stworzenie ram finansowych, które pozwolą elektrowni powstać bez drastycznego obciążenia budżetu państwa. Inwestycja ma kosztować nawet 100 miliardów złotych, a finansowanie może pochodzić zarówno z sektora publicznego, jak i komercyjnego.
Co ciekawe, atmosfera wokół atomu zdaje się zmieniać. Jeszcze kilka lat temu temat wzbudzał silne emocje – protesty, lęki, spektakularne spory ekspertów. Dziś widać, że opór społeczny wobec elektrowni jądrowej w Polsce jest znacznie mniejszy. Z jednej strony to efekt rosnących cen energii, z drugiej – doświadczeń krajów takich jak Francja czy Finlandia, gdzie atom jest fundamentem niezależności energetycznej.
Przeszłość nie wraca, ale przypomina o sobie
Historia Żarnowca wciąż ciąży nad tym projektem. W latach 80. zrealizowano tam około 40% prac budowlanych. Postawiono chłodnie kominowe, zalano fundamenty, przygotowano systemy transportowe. Potem przyszła zmiana ustroju – i wszystko się zatrzymało. Protesty społeczne, katastrofa w Czarnobylu i nowe realia polityczne sprawiły, że budowę zarzucono. Elektrownia nie została nigdy ukończona, a z czasem – niemal zapomniana.
Dziś powraca, choć w zupełnie innym kształcie. Zamiast sowieckich reaktorów WWER – amerykańskie AP1000. Zamiast technologii sprzed pół wieku – nowoczesne systemy zabezpieczeń, cyfrowe sterowanie, inne standardy ochrony środowiska. Ale i pytania są nowe. Czy Polska udźwignie tak wielką inwestycję? Czy nie zabraknie kompetencji? I wreszcie – czy Żarnowiec nie stanie się drugim Żarnowcem, tylko w nowszym opakowaniu?
Pewne jest jedno: elektrownia jądrowa w Polsce przestaje być futurystyczną opowieścią, a staje się projektem z realnym harmonogramem. Pierwszy prąd z atomu ma popłynąć do sieci w 2033 roku. Czy to się uda? Czas pokaże. Ale jeśli nie teraz – to kiedy?
Źródło: money.pl