Reklama

Będzie cło na tanie paczki z Chin – listek figowy unijnej niezaradności?

Cło na produkty z Chin i większości innych krajów obowiązywało w Unii Europejskiej już wcześniej, funkcjonując na podstawie Wspólnej Taryfy Celnej. Cło nie dotyczyło wcale, lub dotyczyło wyłącznie w okrojonym zakresie państw współpracujących z UE w ramach unii celnej lub umów pokrewnych – a takich krajów było i jest wiele (chociażby Kanada, Japonia, Chile, Meksyk i kilkanaście państw europejskich, niebędących członkami UE). Dodatkowo, ocleniu nie podlegały towary do wartości 150 euro.

Od 1 lipca 2026 polityka celna Unii Europejskiej zaostrzy się – cła w wysokości 3 euro na każdy rodzaj produktu w paczce zaczną obowiązywać również dla przesyłek, których wartość nie przekracza 150 euro. Czy to dobrze, czy niedobrze – trudno apodyktycznie wyrokować, choć spróbować warto. Niemniej, jeszcze trudniej jest oprzeć się wrażeniu, że jest to ruch czysto polityczny i wyjęty poza nawias ekonomicznych analiz, służąc jedynie za listek figowy przykrywający przewlekłą nieudolność Unii w zakresie prowadzenia suwerennej, europejskiej polityki gospodarczej.

cla-na-paczki-z-chin

Cło na paczki spoza UE – jak wygląda dziś, a jak wyglądać będzie?

Polityka celna niepodległych państw – lub państw współistniejących ze sobą w strukturach ponadnarodowych – nie jest specjalnie innowatorskim pomysłem. W przypadku Unii Europejskiej poziom ceł (wespół z krajami, na które cła są nałożone i ewentualnymi wyłączeniami) określa Wspólna Taryfa Celna.

Do tej pory cła nie obowiązywały, w sposób oczywisty, w handlu między członkami UE. Cła były zniesione również w części lub w całości w przypadku wielu krajów, które podpisały z Unią umowę celną. Oprócz niewielkich państw europejskich, pokroju San Marino czy Liechtensteinu, z umów z UE korzystały także takie państwa Starego Kontynentu jak Ukraina, Mołdawia czy szereg państw bałkańskich. Jeśli zaś chodzi o kraje spoza UE, to wymienić można Koreę Południową, Wietnam, Meksyk, Kanadę, Japonię, Wielką Brytanię czy Gruzję.

Ocleniu nie podlegały jednak paczki, których wartość nie przekraczała 150 euro – niezależnie od kraju pochodzenia. I to jest właśnie element, który zmienić się ma już od 1 lipca 2026 roku.

Ile wyniesie cło na małe przesyłki spoza UE i od kiedy będzie wprowadzone?

Jak wspomnieliśmy wyżej, nowa opłata celna w UE zostanie wprowadzona już 1 lipca 2026 roku i obejmie wszystkie paczki o wartości do 150 euro, pochodzące spoza krajów Unii (z wyłączeniem też tych państw, które podpisały z UE odpowiednią umowę). Według oficjalnych informacji, nowa opłata jest tymczasowa – ma obowiązywać co najmniej do 1 lipca 2028 roku, acz wielce prawdopodobne, że po tym czasie zostanie przedłużona. Docelowo cło ma zostać zastąpione przez Unijne Centrum Danych Celnych.

Opłata wyniesie 3 euro za każdą kategorię taryfową produktu znajdującą się w przesyłce. Dla przykładu, jeżeli zakupisz na Temu wełniany sweter i etui na telefon, zapłacisz dodatkowo 6 euro – jeżeli kupisz 10 swetrów i jedno etui, nadal zapłacisz 6 euro. Ale jeżeli dorzucisz do tego słuchawki i brelok, to opłata celna wzrośnie już do 12 euro. Kategorie taryfowe określonych produktów i taryf dla określonych państw można sprawdzić w unijnej bazie TARIC, lub w wersji polskiej ISZTAR4.

Czy polityka celna UE uderzy wyłącznie w Chiny?

Nie ulega żadnej wątpliwości fakt, że polityka UE w zakresie nowych opłat celnych uderza przede wszystkim w Chiny – nawet, jeśli nikt nie chce tego oficjalnie przyznać. Według danych z 2024 roku, na teren Unii Europejskiej wpływało aż 4,6 miliarda paczek o wartości nieprzekraczającej 150 euro, z czego 91% z nich pochodziło z Chin.

Wedle słów brukselskich oficjalistów, takie cło jest potrzebne dla walki z nadużyciami i zapewnienia „bezpieczeństwa” konsumentom (widocznie posiadanie zbyt wielu pieniędzy jest niebezpieczne). I owszem, z jednej strony można się cieszyć, że europejskie rynki nie będą już tak tłumnie zalewane fatalnej jakości chińszczyzną i miernymi podróbkami, być może tworząc impuls rozwojowy dla rodzimych przedsiębiorstw – z drugiej strony warto się zastanowić, w jaki sposób nowe cło koreluje z rzeczywistością, czy była to faktycznie reforma pierwszej potrzeby i czy naprawdę warto przedstawiać te zmiany jako sukces unijnej polityki.

Wojna gospodarcza Unii z Chinami, USA i resztą świata – czy to ma sens?

O państwowym interwencjonizmie pisał wiele Frederic Bastiat, francuski ekonomista i filozof, bezkompromisowo krytykując ówczesne myślenie o nowej gospodarce, które korzeni swoich upatruje w zburzeniu murów Bastylii. Od śmierci Bastiata minęło 175 lat, jednak słuszność publikowanych przezeń wywodów niewiele straciła na aktualności – a już na pewno nie w przypadku pryncypiów, pomijanych przez współczesne środowiska decydentów.

Naturalnie, świat na wielu płaszczyznach wygląda dziś zupełnie inaczej niż na początku XIX wieku, a relacje międzynarodowe są dalece bardziej skomplikowane. Istnieją sektory strategiczne, w których regulacje państwowe mogą, a nawet powinny stanowić podwalinę walki o suwerenność – nie tylko w jej ekonomicznym wymiarze, ale i faktycznym, jeśli spojrzeć na to szeroko, przez pryzmat przybierających na sile i zasięgu konfliktów w różnych regionach świata.

Jak jednak cła na paczki z Chin czy towary z USA mają wesprzeć konkurencyjność unijnej gospodarki, jeżeli ta sama łamie sobie nogi w sektorach znacznie dla gospodarki istotniejszych? Szeroko pojęte przeregulowanie prawa w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej i handlu to jedno, podobnie jak nieefektywna administracja, gromada nierentownych inwestycji czy systemy podatkowe państw członkowskich – w tym Polski – błagające o reformy pod groźbą ekonomicznego harakiri.

Zauważając kontekst omawianej dziś polityki celnej UE, warto zadać pytanie – czy cła na plastikowe bibeloty z Temu rzeczywiście wesprą unijną gospodarkę? Czy to wszystko, na co stać UE w kwestii suwerenności gospodarczej, czy też może na realne zmiany nie ma pomysłu (lub woli politycznej)? Przyjrzyjmy się temu niżej.

Co ważnego importuje UE i w jakiej ilości?

Cła na tanie paczki z Chin próbują pozować w unijnej retoryce na element jej suwerennej polityki rynkowej, pokazując Unię Europejską jako równorzędnego partnera względem Chin czy USA, o sile – tak gospodarczej, jak i politycznej – wcale nie mniejszej, niż ta, którą dysponują wyżej wymienione mocarstwa.

Komiczny efekt takiego punktu widzenia rysuje się samoistnie, nawet bez zestawiania tegoż „aliexpressowego gambitu” z unijnym importem krytycznych surowców, półproduktów czy produktów. Warto jednak bazować na danych. Wobec tego, przyjrzyjmy się temu, co ważnego Unia Europejska importuje i skąd (w korelacji z produkcją własną):

  • 90% substancji czynnych wykorzystywanych do produkcji leków – 70% z Chin, 20% z Indii.
  • 100% pamięci RAM i dysków SSD z Korei Południowej, Japonii i USA.
  • 95% procesorów (CPU) i układów graficznych (GPU) z USA (firmy: Intel, Apple, AMD i Nvidia). Fizycznie produkowane są na Tajwanie.
  • 98% płyt głównych i zasilaczy z Tajwanu i Chin.
  • 87% baterii i ogniw niezbędnych do produkcji samochodów elektrycznych. 13% jest produkowane na terenie UE, ale aż 97% tych firm to filie przedsiębiorstw chińskich lub koreańskich (na przykład LG czy Samsung).
  • 80% chipów i oprogramowania do aut elektrycznych z USA.
  • 100% mikroprocesorów logicznych – 90% z Tajwanu, 9% z Korei Południowej, 1% z USA.
  • 100% ciężkich pierwiastków ziem rzadkich (dysproz, terb, erb, europ, gadolin, holm, lutet, tul i itr) z Chin.
  • 97% lekkich pierwiastków ziem rzadkich (neodym, prazeodym, cer, lantan i samar) – 82% z Chin, reszta z USA i Rosji. Tak, UE nadal importuje z Rosji – sankcje nie obejmują tych surowców.
  • 100% skandu – 67% z Chin, resztę z Rosji i Kazachstanu.
  • 100% litu, w tym 60% rafinowanego litu pochodzi z Chin.
  • 81% kobaltu, z czego 60% pochodzi z Chin.
  • 100% magnezu, z czego 93% pochodzi z Chin. Pozostałe główne kierunki to Izrael i Turcja.
  • 90% grafitu, z czego 40% to import z Chin, a pozostała część (50%) to kraje takie jak Brazylia, Madagaskar czy Mozambik.
  • 99% ogniw i paneli słonecznych z Chin.
  • 100% tytanu (krytycznie niezbędny dla sektora lotniczego i zbrojeniowego) – 50% pochodzi z Rosji (tak, nadal), 35% z USA i Japonii, 15% z Chin i RPA.
  • 98% boru z Turcji.
  • 85% krzemu metalicznego – 70% z Chin, 15% z Norwegii, Brazylii i Islandii.
  • 95% fosforytów – głównie z Maroko (40%), ale również z Kazachstanu, Rosji, Algierii i Egiptu.
  • 99% platynowców (pallad, platyna, iryd, rod, ruten) – 50% z RPA, 40% z Rosji, 9% z Zimbabwe, Kanady i USA.
  • 97% ropy naftowej – z wielu różnych krajów, gdzie do największych dostawców należy USA (15%) i Norwegia (14%).

Unia Europejska to niezwyciężone mocarstwo gospodarcze, przynajmniej w kategorii opodatkowywania koszulek jednorazowego użytku, lampek choinkowych, pieczątek z Pokemonami, case’ów na telefon i wszelkich innych rupieci, masowo oferowanych na Temu, Shein czy Aliexpress. Gdy jednak trzeba zbudować suwerenność lekową, niezależność energetyczną czy przyszłościowe perspektywy w zakresie nowoczesnych technologii, to niestety nie ma na to ani czasu, ani środków, nie mówiąc nawet o innych aspektach współczesnego życia, które w różnych krajach członkowskich w różnej amplitudzie alarmują o sobie.

Na koniec, w kontekście powyższej listy, warto zadać sobie kilka potencjalnie istotnych pytań – dlaczego Unia Europejska z uporem maniaka i w stachanowskim tempie forsuje politykę Zielonego Ładu? Czy chodzi o ratowanie planety przed wciąż niewyraźnym wpływem dwutlenku węgla na jej zapłon, podczas gdy łączna emisja CO2 wszystkich krajów UE to zaledwie 5,7% całej światowej emisji (z czego niemal 25% generują Niemcy)? A może chodzi o chińskie juany, skoro produkcja całej zielonej energii i samochodów elektrycznych jest w pełni uzależniona od humoru Xi Jinpinga i dygnitarzy Komunistycznej Partii Chin?

Prawdopodobnie nieprędko ujrzymy odpowiedź na którekolwiek z powyższych pytań – być może nie ujrzymy jej nigdy. Pozostaje nam zatem cieszyć się, że żółwie w oceanach nie jedzą już tak chętnie plastikowych słomek, a nakrętki od butelki nie zgubimy zbyt łatwo.

Oceń artykuł
0/5 (0)
Ładowanie ofert pracy...