Spór handlowy między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską znów przybiera niejednoznaczną formę. Z jednej strony pojawiają się sygnały uspokajające – według nieoficjalnych informacji Waszyngton miał zapewnić Brukselę, że utrzyma 10-procentowe cło na eksport z UE. Z drugiej strony przedstawiciele administracji amerykańskiej sugerują coś zupełnie innego. Różnica między deklaracjami a zapowiedziami zaczyna przypominać dyplomatyczną grę w ciuciubabkę, w której każda ze stron interpretuje sytuację na swój sposób.

Amerykańska zapowiedź wyższych ceł

Sekretarz skarbu USA Scott Bessent w rozmowie z CNBC stwierdził, że globalne cła w wysokości 15 proc. mogą wejść w życie już w tym tygodniu. Taka decyzja oznaczałaby wyraźne zaostrzenie polityki handlowej Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza wobec partnerów z Europy.

Obecnie obowiązuje stawka 10 proc., wprowadzona w zeszłym miesiącu przez prezydenta Donalda Trumpa. Była ona reakcją na wcześniejsze rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego USA, który podważył większość wcześniejszych decyzji taryfowych administracji. Wtedy pojawiła się też zapowiedź podniesienia poziomu ceł do 15 proc., choć jak dotąd nie została ona formalnie wdrożona.

Spór prawny w tle decyzji Trumpa

Kluczową rolę w całej historii odegrało orzeczenie Sądu Najwyższego z 20 lutego. Trybunał unieważnił większość ceł nałożonych przez prezydenta, uznając, że powoływanie się na ustawę IEEPA z 1977 r. nie daje tak szerokich uprawnień do nakładania taryf handlowych.

Administracja USA szybko znalazła jednak alternatywę. Donald Trump powołał się na artykuł 122 ustawy o handlu z 1974 r., który pozwala wprowadzić cła do 15 proc. na import ze wszystkich państw świata. Mechanizm ten ma jednak ograniczenie – obowiązuje maksymalnie przez 150 dni, a dalsze utrzymanie taryf wymaga zgody Kongresu. Sam prezydent twierdzi jednak, że taka zgoda nie będzie konieczna.

Bruksela odpowiada politycznym ruchem

Niepewność wokół amerykańskiej polityki handlowej wywołała reakcję po stronie europejskiej. Parlament Europejski zdecydował o wstrzymaniu ratyfikacji umowy handlowej wynegocjowanej z USA latem ubiegłego roku.

Według przewodniczącego frakcji Europejskiej Partii Ludowej Manfreda Webera to najmocniejsze narzędzie, jakie obecnie ma do dyspozycji Bruksela. Zawieszenie porozumienia oznacza bowiem, że amerykańskie firmy nie uzyskają dostępu do unijnego rynku na preferencyjnych warunkach, w tym z zerową stawką celną.

W efekcie rozmowy handlowe między dwiema największymi gospodarkami świata znalazły się w punkcie, w którym deklaracje i decyzje zaczynają się rozchodzić – a przedsiębiorcy po obu stronach Atlantyku muszą uważnie śledzić każdy kolejny komunikat polityków.

Źródło: businessinsider.com.pl