Pojawienie się AI i ChatGPT zrewolucjonizowało nasze codzienne życie. Już teraz możemy spotkać osoby, które dzięki sztucznej inteligencji planują wakacje, diety, czy uczą się języków. Coraz częściej słyszymy także, że sztuczna intencja może pozbawić nas pracy. New York Times poszedł o krok dalej i zastanawia się, czy nie pozwać twórcy OpenAI za plagiat.

Szybki rozwój sztucznej inteligencji, z której wszyscy możemy aktualnie korzystać, doprowadził do wielu spornych kwestii, ponieważ nie wszystkie sprawy związane z AI są już uregulowanie prawnie. Co więcej, znaczna część zagadnień nie doczekała się jeszcze zapisów prawnych – możemy tu wskazać między innymi aspekty związane z prawami autorskimi. To właśnie w tej sprawie New York Times chce pozwać twórcę ChatGPT4. Dlaczego? Ponieważ, aby tworzyć treści lub odpowiadać na pytania użytkowników Chat przeszukuje internet i korzysta z informacji, które tam znajdzie, czyli opiera się na gotowych artykułach. Jak możemy przeczytać w serwisie Wirtualnemedia.pl:
ChatGPT wystartował 30 listopada ub.r., ale jest częścią szerszego zestawu technologii opracowanych przez OpenAI, który ma bliskie powiązania z Microsoftem. Metoda działania ChatGPT w ogromnym skrócie ogranicza się do uzyskania odpowiedzi na zadane mu pytania. Wyróżnia się tym, że jako narzędzie tekstowe jest w stanie tworzyć teksty porównywalne do treści tworzonych przez ludzi. Wykorzystując techniki głębokiego uczenia się generuje odpowiedzi w czasie rzeczywistym w zależności od przedstawionych mu w pytaniu parametrów. Zarówno dotyczących treści, jak i np. liczby akapitów czy znaków w wygenerowanym tekście.
Jak się okazało, bardzo często w ramach odpowiedzi używa całych fragmentów z artykułów publikowanych przez autorów New York Times. Choć prawnicy nie mają na to bezpośrednich dowodów (jeszcze), to pojawiają się przypuszczenia, że ChatGPT4 był szkolony właśnie na artykułach pochodzących z NRT. Jak podaje Bussinesinsider.pl rozmowy przedstawicieli NewYork Times i OpenAI o licencji i prawach autorskich są aktualnie bardzo napięte.
Problemy OpenAI
Jak się okazuje, coraz więcej firm, wydawnictw i autorów dostrzega problemy związane z brakiem regulacji w zakresie praw autorskich i decyduje się podjąć kroki prawne przeciw twórcy OpenAI. Firma prowadzi rozmowy między innymi z przedstawicielami Google, Microsoft czy Adobe o tym, jak przeciwdziałać plagiatom lub jak rozwiązywać kwestie licencyjne.
Kwestie te cały czas podlegają dyskusji, a samo pojawienie się AI powoduje liczne kontrowersje i obawy związane z kontrolowaniem i zarządzaniem takim narzędziami. Jak podaje Antyweb.pl:
Open AI już zmaga się z pozwami sądowymi o naruszanie praw autorskich – między innymi dlatego firma głośno mówi o kryptograficznych znakach wodnych, które rozwieją ewentualne wątpliwości – ale walka z tak dużymi podmiotami może skończyć się tragedią. NYT i spółka w najłagodniejszej wersji będą domagać się opłaty abonamentowej za wkład w rozwój technologii, ale jeśli sędzia – jakimś cudem – doszuka się dowodów na naruszenie praw autorskich, to zniszczenie zbioru danych ChatuGPT.
Jak potoczyła się sprawa pozwu OpenAI? Aktualizacja
W 2023 roku New York Times pozwał OpenAI i Microsoft za rzekome naruszenie praw autorskich podczas trenowania ChatGPT na artykułach gazety. Sprawa szybko stała się jednym z najgłośniejszych procesów dotyczących AI na świecie. W 2025 roku sąd w Nowym Jorku uznał, że zarzuty są wystarczająco poważne, by rozpatrywać je w pełnym procesie. OpenAI i Microsoft bronili się, powołując na prawo do tzw. dozwolonego użytku (fair use), ale wydawcy domagali się odszkodowań i zmian w działaniu AI. W międzyczasie OpenAI wdrożyło pierwsze systemy znakowania treści generowanych przez AI, jednak nie rozwiązało to wszystkich problemów. Sprawa połączyła się z innymi podobnymi pozwami wydawców i autorów, co podkreśliło jej wagę dla całej branży. Ostateczny wyrok jeszcze nie zapadł, ale proces może zdefiniować przyszłość rozwoju sztucznej inteligencji. Stawka to nie tylko miliardowe odszkodowania, ale też nowe granice prawne dla AI na całym świecie.