Czy ludzie zarządzający Dino mają jakiś fetysz zimna i wiatru? W tych sklepach przez cały rok jest zimno.
Z perspektywy pracownika: jesienią późnym wieczorem bywało cieplej na dworze niż w sklepie! Lubiłam wyjść na dwór, np. wciągnąć wózki, albo wyjść wyrzucać śmieci albo wystawiać puste palety do wiary, bo na dworze było mi cieplej. Latem jest podobnie, na zewnątrz nie ma upałów, ale jest dość ciepło, a za to w sklepie zimnica, że całe lato siedzę w polarze na kasie i marznę nadal. Ale oprócz zimna w sklepie, na kasjera jeszcze dodatkowo ciągle wieje zimny wiatr! Teraz latem z tych klimatyzatorów nad lodówkami napojowymi, a zimą z tej żałosnej kurtyny nad drzwiami. Co za pusty łeb to wymyślił, żeby w sklepie wiało? Dlaczego nie możemy tego wyłączyć? Ja siedząc w tym wietrze na kasie momentami aż się duszę. Strasznie to wkurza, dekoncentruje, drażni. Gdyby nie to, że wieśniaki mają manię komentowania wszystkiego, całe lato przesiedziałabym na kasie w czapce, bo ciągle wieje zimny wiatr po głowie. Ale to nic, czy ci na górze nie pomyśleli o tym, że wdychanie tego sztucznego powietrza z klimatyzacji jest niezdrowe? Po każdej zmianie na kasie wracam zniszczona fizycznie, w gardle do końca dnia uczucie jakbym połykała kurz. Oczy, usta i gardło wysuszone. Dla skóry i włosów to też nie jest zdrowe. I sam ten zimny wiatr też nie jest przyjemny, nawet przez chwilę, a co dopiero jak na kasjera wieje tak przez 9 godzin. Człowiek jest wychłodzony i rozdrażniony. A jak zimą działa ta kurtyna, z której też leci zimny wiatr, dodatkowo nawet nie da się normalnie pozamiatać podłogi, bo wszystko lata podczas zamiatania. I nieraz jak się włączała to było jeszcze zimniej niż bez niej, a ona niby miała za zadanie grzać, tylko że ciągle leciało z niej zimne powietrze i zgłaszanie tego nic nie dawało.
A teraz z perspektywy klienta: niedawno byłam w innym Dino. I szok, tam było jeszcze zimniej niż w moim! Na dworze było ciepło, więc przyszłam w bluzce na ramiączkach i krótkich spodenkach. Niestety to był błąd, bo jak się potem okazało, na zakupy do tego Dino powinnam przygotować na przebranie długie spodnie i ciepłą kurtkę. Pech chciał, że weszłam tam spontanicznie. Rany, jak tam było zimno! Jakbym weszła do jakiejś chłodni, a nie do sklepu. Efekt był taki, że nie dałam rady i musiałam wyjść, rezygnując z zakupów, bo mnie tam zwyczajnie wymroziło, i to tak, że jeszcze długo po wizycie nie mogłam się rozgrzać. Chodzę po wielu sklepach innych sieci i tam nie ma takiego problemu, tylko w Dino są takie patologie. Latem zimno, zimą zimno. W zimę nie było godziny, żebym nie słyszała klientów mówiących, jak tu zimno mamy i jak to wytrzymujemy. Odpowiadam: nie wytrzymujemy. Często byłam bliska załamania nerwowego, bo pracując w pomieszczeniu czułam się jakbym siedziała na zewnątrz. To dotyczy zimy, bo jeśli chodzi o resztę pór roku, to wtedy na dworze jest cieplej niż w sklepie, więc jest jeszcze gorzej niż jakbym pracowała na zewnątrz. Dobrze, że chociaż na łeb nie pada, ale może to kwestia czasu.
Jak już ktoś w zarządzie jest taki zimnolubny, to niech sobie w domu ma cały rok temperaturę 10 stopni i zimny wiatr, ale nam niech zapewni normalne godne warunki. Już kilka lat temu, zanim zaczęłam pracę w Dino, nie lubiłam chodzić do tych sklepów na zakupy, bo już wtedy zwracałam uwagę na to, że tu jest zimno i zastanawiałam się, jak pracownicy dają radę tu pracować cały dzień, i nawet właśnie latem było niefajnie wejść do aż tak zimnego sklepu, zwłaszcza jak się było bardzo cienko ubranym. Na drzwiach tych marketów latem powinno być ostrzeżenie, żeby przed wejściem grubo się ubrać. Ja ostatnio na zakupach walczyłam sama ze sobą przez 20 minut, ale w końcu nie dałam rady, musiałam wyjść. Kpina z pracowników i klientów. A w tamtym roku, gdy lato było cieplejsze, prawie ciągle bolało mnie gardło, bo rozgrzana prosto z gorącego słońca wchodzilam do tej lodowej komnaty, i nieszczęście gotowe, bo różnice temperatur były zbyt duże. A zimą to w ogóle idąc na kasę człowiek musiał się ubierać jak do odśnieżania. Wszystkie kasjerki ciągle chore i nikt nie chciał siedzieć na kasie. Jak macie w tyłkach pracowników, to pomyślcie o tym, że przez to zimno tracicie też klientów, bo np. ja po pracy wolę iść na zakupy do innego sklepu, w którym mogę je zrobić w komfortowych warunkach i skupić się na zakupach, a nie na tym, jak mi zimno.