LPP nie zamierza już opierać swojej przyszłości na Reserved, Cropp czy House. Gdańska spółka, jeden z największych graczy branży odzieżowej w Europie Środkowo-Wschodniej, zmienia układ sił w swoim portfolio. Nowym motorem napędowym Grupy ma zostać Sinsay — marka dotąd traktowana jako „lżejsza” alternatywa, dziś awansująca do roli lidera strategii ekspansji. Co za tym stoi? Przystępność, skala i precyzyjnie dobrana lokalizacja.

Sinsay: z zaplecza do centrum strategii
W komunikacie LPP nie ma miejsca na niepewność: do 2027 roku Sinsay ma odpowiadać za aż 75 procent przychodów całej Grupy. To ambitna deklaracja, ale patrząc na tempo rozwoju, wcale nie tak odrealniona. Marka, która jeszcze kilka lat temu była jedynie kolejnym ogniwem oferty, dziś wyznacza kierunek – i to z przytupem.
Prezes Marek Piechocki wskazuje, że sukces Sinsay wynika z doskonałego dopasowania do potrzeb klientów z mniejszych miejscowości. To właśnie tam, gdzie brakowało nowoczesnych, przystępnych cenowo sklepów z modą i wyposażeniem domu, Sinsay trafia w próżnię — i od razu ją zapełnia. Firma stawia na estetykę, funkcjonalność i dostępność — zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i online. Co ważne, Sinsay nie ogranicza się do ubrań – oferuje również produkty lifestyle’owe, w tym akcesoria do domu. To strategiczna odpowiedź na rosnącą popularność graczy takich jak Pepco czy Action.
Małe miasta, duży efekt
Wiceprezes LPP, Marcin Piechocki, nie ma wątpliwości: Sinsay to marka, która realnie zmienia krajobraz handlowy w mniejszych miejscowościach. – „Każde otwarcie sklepu to wydarzenie, które nierzadko wpływa na życie lokalnej społeczności” – podkreśla.
LPP nie chce być obecne „wszędzie” — chce być „tam, gdzie potrzeba”. Właśnie dlatego Sinsay ma być największym i najnowocześniejszym sklepem w swojej lokalizacji. Ma dominować nie dzięki prestiżowi, ale dzięki użyteczności. Firma celuje w to, by marka stała się pierwszym wyborem w zakresie zakupów niespożywczych – a to oznacza bezpośrednią konkurencję z dyskontami, które dotąd trzymały ten rynek w garści.
Plany są konkretne: czterokrotne zwiększenie liczby sklepów w ciągu trzech lat. Do 2027 roku Sinsay ma działać na 27 rynkach i osiągnąć liczbę około 6 tysięcy salonów. Dla porównania – cała Grupa LPP ma wtedy liczyć łącznie 7,5 tysiąca punktów. Skalą Sinsay już teraz de facto przeskakuje swoje siostrzane marki.
Wyniki, które napędzają ofensywę
Za strategicznymi deklaracjami stoją twarde liczby. W ostatnim roku obrotowym LPP otworzyło ponad 660 nowych sklepów, zwiększając powierzchnię sprzedażową o 23 procent. Przychody spółki przekroczyły 20 miliardów złotych — to wzrost o 20 procent w ujęciu stałowalutowym i 16 procent w ujęciu raportowanym. E-commerce też nie zawodzi: sprzedaż online urosła o 31 procent (stałe waluty) i 26 procent w raportach.
Zysk operacyjny LPP przekroczył 2,4 miliarda złotych, a inwestycje sięgnęły 1,8 miliarda. Krótko mówiąc: firma ma paliwo, żeby realizować swoje ambitne plany — i nie wygląda na to, żeby zwalniała.
To wszystko składa się na obraz spółki, która nie tylko dostosowuje się do rynku, ale go współtworzy. A jeśli Sinsay rzeczywiście stanie się nowym filarem polskiej odzieżowej ekspansji, to może się okazać, że Reserved i spółka zostaną nie tyle zapomniane, co przesunięte do roli tła. Czy to odważne? Z pewnością. Czy ryzykowne? Trochę. Ale na pewno — konsekwentne.
Źródło: businessinsider.com.pl