Reklama

Polska gospodarka zbliżyła się do szwedzkiej. Symboliczny awans po dekadach transformacji

Po 35 latach od rozpoczęcia transformacji ustrojowej Polska niemal zrównała się ze Szwecją pod względem poziomu życia mierzonego PKB per capita w parytecie siły nabywczej. Jeszcze w 1991 roku dzieliła nas przepaść — dziś różnica to zaledwie 1 punkt procentowy. I choć wciąż nie wszystko działa idealnie, to liczby nie kłamią: gospodarczo dogoniliśmy Zachód szybciej, niż wielu przewidywało.

polska-gospodarka
Źródło zdjęcia: pixabay.com

Spektakularny pościg

Jeszcze w początkach lat 90. polska gospodarka stanowiła zaledwie 39 proc. poziomu szwedzkiego PKB na mieszkańca. Byliśmy państwem po dekadach centralnie sterowanej gospodarki, z ograniczoną wymianą handlową i technologią, która odstawała od światowych standardów. Szwecja w tym samym czasie była rozwiniętym krajem o ugruntowanej pozycji w światowym handlu i zamożnym społeczeństwie.

Dziś, jak wskazuje analiza Polskiego Instytutu Ekonomicznego, polski PKB per capita w PPS osiągnął już 99 proc. poziomu szwedzkiego. To moment, który jeszcze dekadę temu wydawał się odległym celem. Wzrost oparty był przede wszystkim na otwarciu rynku, eksporcie, wzroście wydajności pracy oraz silnym popycie wewnętrznym. Po 2004 roku dodatkowym impulsem okazały się fundusze unijne — zarówno w infrastrukturze, jak i w innowacjach.

Oczywiście, można zapytać: czy te dane rzeczywiście pokazują jakość życia? Czy to tylko matematyka makroekonomii? Takie pytania są zasadne, ale warto pamiętać, że parytet siły nabywczej lepiej niż nominalne PKB oddaje codzienną siłę pieniądza w danym kraju. A w tym ujęciu Polska dogoniła kraj uważany za wzór dobrobytu społecznego.

Co zadecydowało o sukcesie?

Wbrew pozorom, nie była to jedynie „niewidzialna ręka rynku”. PIE podkreśla, że polski model rozwoju nie miał wiele wspólnego z neoliberalnym ideałem. Państwo aktywnie uczestniczyło w gospodarce — poprzez politykę przemysłową, inwestycje publiczne czy wsparcie eksportu. Inaczej niż w wielu krajach rozwijających się, nie zostawiliśmy wszystkiego mechanizmom rynkowym. W wielu branżach — od motoryzacji po przetwórstwo spożywcze — polskie firmy rozwijały się w oparciu o stabilną politykę gospodarczą i wsparcie instytucjonalne.

Transformacja nie była też jednolita. Pierwsza dekada po 1989 roku przyniosła ogromne koszty społeczne, wzrost bezrobocia i szok strukturalny. Dopiero z czasem udało się wypracować równowagę między wzrostem a stabilnością społeczną. Od 2004 roku, wraz z akcesją do Unii Europejskiej, rozwój znacząco przyspieszył — także dzięki migracji zarobkowej i transferom z Brukseli.

W efekcie dziś polskie miasta przyciągają inwestycje zagraniczne, a przedsiębiorstwa konkurują na rynkach międzynarodowych. Równocześnie konsumpcja prywatna w Polsce osiągnęła już 91 proc. poziomu szwedzkiego, co jest kolejnym dowodem na zbliżający się poziom życia.

Czy to już meta?

Nie brakuje jednak głosów, że dogonienie Szwecji pod względem PKB per capita to dopiero początek — nie koniec. Polska wciąż zmaga się z wyzwaniami, których w analizach makroekonomicznych często nie widać: spadkiem demograficznym, niskim poziomem inwestycji prywatnych czy ograniczoną innowacyjnością. PKB to jedno — ale produktywność, jakość instytucji czy spójność społeczna to zupełnie inna historia.

Mimo to symboliczny wymiar tego zrównania z bogatym państwem Zachodu trudno przecenić. Dla pokolenia wychowanego w latach 90., które pamięta jeszcze blokowiska, kartki i inflację, to potwierdzenie, że ta długa droga miała sens. A dla młodszych — być może nowy punkt odniesienia. Jeśli Polska mogła dogonić Szwecję, to co dalej?

Źródło: money.pl

Oceń artykuł
0/5 (0)
Ładowanie ofert pracy...