Wstępne dane Głównego Urzędu Statystycznego przynoszą nieco wytchnienia: inflacja konsumencka w Polsce w kwietniu spadła do 4,2 proc. rok do roku. To pierwszy tak wyraźny zjazd od miesięcy i sygnał, że – być może – najgorsze już za nami. Czy to wystarczy, by Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na długo wyczekiwaną obniżkę stóp procentowych? Odpowiedź może poznać już w przyszłym tygodniu, ale dane z gospodarki mówią same za siebie – sytuacja nie jest jednoznaczna, choć coraz bardziej sprzyjająca złagodzeniu polityki pieniężnej.

Inflacja wyhamowuje, ale kieszenie wciąż czują presję
Odczyt CPI na poziomie 4,2 proc. to najniższy wynik od lipca ubiegłego roku. Jeszcze w marcu inflacja utrzymywała się na poziomie 4,9 proc. i – co ważne – ekonomiści spodziewali się jedynie symbolicznego spadku do 4,3 proc. Zatem niespodzianka jest – i to na plus. Widoczny jest także efekt spowolnienia cen w kluczowych kategoriach – żywność i napoje bezalkoholowe drożeją już wolniej niż miesiąc temu, a ceny paliw nadal spadają.
To jednak tylko część układanki. W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 0,4 proc., a więc szybciej niż w marcu, gdy dynamika wyniosła 0,2 proc. Mimo że ten wzrost mieści się w prognozach, to jednak pozostaje powyżej poziomu, który pozwalałby mówić o pełnym powrocie do celu inflacyjnego NBP. Szczególnie niepokojący może być przyspieszony wzrost cen żywności – wzrost o 0,8 proc. miesiąc do miesiąca to nie jest informacja, którą konsumenci przyjmą z ulgą.
Zresztą – spójrzmy prawdzie w oczy – dla wielu Polaków każdy wzrost cen żywności to uderzenie w codzienny budżet. Statystyka swoje, a rachunki za zakupy – swoje. I choć inflacja mierzy przeciętność, portfel zna konkret.
Decyzja RPP coraz bliżej – co może przeważyć?
Wszystko wskazuje na to, że majowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej będzie jednym z najważniejszych od miesięcy. Ekonomiści, w tym Andrzej Gwiżdż z platformy Portu, przewidują, że możliwe jest cięcie stóp o 0,50 pkt proc. – byłby to pierwszy ruch od października 2023 r.
Czy Rada zdecyduje się na rozpoczęcie pełnego cyklu obniżek? Tu sprawa się komplikuje. Gwiżdż sugeruje, że kolejne decyzje zapadną dopiero po lipcowej projekcji inflacyjnej. Na ten moment bazowy scenariusz zakłada spadek stóp w 2025 r. o łącznie 1,00–1,25 pkt proc. – to z jednej strony wyraźny sygnał złagodzenia, z drugiej brak pośpiechu.
Za takim ostrożnym podejściem przemawiają także dane makroekonomiczne. Rynek pracy ulega schłodzeniu, tempo wzrostu płac słabnie, a popyt konsumpcyjny wyraźnie hamuje. W dodatku zewnętrzne czynniki – jak słabszy dolar czy spadek cen ropy – wspierają dezinflację. Wszystko to razem buduje argumentację za zmianą kursu, ale… nie w sposób hurraoptymistyczny. Decydenci muszą lawirować – z jednej strony nie chcą zdusić nadziei na ożywienie, z drugiej nie mogą zlekceważyć ryzyka powrotu inflacji.
Gospodarka reaguje, ale czy to już moment na luzowanie?
Z punktu widzenia makroekonomii sytuacja przypomina balansowanie na linie. Wskaźniki sugerują poprawę, ale nie na tyle, by mówić o stabilizacji. Ceny nośników energii wciąż są znacznie wyższe niż przed rokiem – wzrost o 13 proc. nie pozostaje bez wpływu na koszty życia. Z drugiej strony paliwa tanieją – i to wyraźnie. To właśnie taka mozaika sprawia, że wniosek o prostym trendzie byłby zbyt daleko idącym uproszczeniem.
Nie bez znaczenia jest też czynnik psychologiczny. Konsumenci zaczynają ostrożniej wydawać pieniądze – mniej kupują, mniej inwestują, mniej ryzykują. To obniża presję popytową i może przyspieszyć dalsze spadki inflacji, ale też rodzi obawy o tempo wzrostu gospodarczego.
W takich warunkach decyzja RPP będzie musiała uwzględnić więcej niż tylko bieżące dane – także oczekiwania, nastroje i globalny kontekst. Czy zaryzykują cięcie już teraz? Wiele wskazuje na to, że tak – ale tylko jako pierwszy krok w ostrożnej, punktowej strategii.
Czy to początek nowego etapu? Może. A może tylko chwilowe złagodzenie. Rynek – jak zawsze – odpowie po fakcie.
Źródło: businessinsider.com.pl