Unijna rewolucja motoryzacyjna miała być szybka i bezkompromisowa. Od 2035 roku – zeroemisyjne auta i koniec sprzedaży silników spalinowych. Ale tempo zmian okazało się zbyt wysokie, nawet jak na europejskie ambicje. Komisja Europejska właśnie proponuje istotny zwrot – i to nie tylko ze względu na klimat.

Trzy lata zamiast jednego – nowy rytm transformacji
Komisja Europejska zapowiedziała, że we wtorek przedstawi propozycję dającą producentom samochodów więcej czasu na dostosowanie się do celów redukcji emisji CO2. Zamiast pierwotnie zakładanych 12 miesięcy, branża motoryzacyjna ma otrzymać aż trzy lata elastycznego okresu przejściowego. W praktyce oznacza to jedno – producenci unikną wielomiliardowych kar, które mogłyby spaść na nich już w 2025 roku.
Jak szacują same koncerny, kary za niezrealizowanie obecnych limitów mogłyby sięgnąć nawet 15 miliardów euro. Ten ruch Brukseli to nie tylko ukłon w stronę europejskich firm, ale też próba zareagowania na nasilającą się konkurencję ze strony Chin i USA, które dynamicznie rozwijają produkcję aut elektrycznych i zdobywają udziały w globalnym rynku.
Kurs zostaje, tempo się zmienia
Komisja Europejska nie wycofuje się z wcześniej ogłoszonego celu – od 2035 roku w Unii Europejskiej będzie można rejestrować wyłącznie nowe samochody osobowe i dostawcze o zerowej emisji CO2. Ten zapis wciąż stanowi fundament długofalowej strategii klimatycznej.
Zmienia się jednak sposób jej wdrażania. Bruksela daje producentom więcej przestrzeni manewru, odsuwając w czasie moment rozliczeń za nieosiągnięcie celów emisyjnych. Dzięki nowym regulacjom, firmy będą mogły dostosować się do limitów do 2027 roku – bez ryzyka natychmiastowych sankcji. Ten gest może złagodzić napięcia w branży, która od miesięcy sygnalizowała, że w obecnych warunkach transformacja jest po prostu zbyt kosztowna i zbyt szybka.
Jak przypomina Reuters, już teraz unijne prawo wymaga, by co najmniej 20 procent sprzedaży pojazdów u większości producentów stanowiły auta elektryczne. W przeciwnym razie muszą oni płacić kary. A ponieważ elektromobilność nie rozwija się równomiernie w całej Europie, pojawiła się potrzeba dostosowania harmonogramu do realiów rynkowych.
Nowe przepisy w cieniu polityki i niepokoju społecznego
Założenia propozycji Komisji Europejskiej zostały publicznie zarysowane już miesiąc temu przez szefową KE Ursulę von der Leyen po spotkaniu z przedstawicielami przemysłu motoryzacyjnego. Teraz, podczas sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, komisarze mają zatwierdzić projekt nowego prawa.
Jednocześnie KE zapowiedziała również przedstawienie strategii walki z cyberatakami, sabotażem i przestępczością zorganizowaną – pokazując, że transformacja cyfrowa i klimatyczna idą dziś ramię w ramię.
A co na to obywatele? Według raportu Santander Consumer Multirent, 75 procent Polaków obawia się, że kolejne normy emisji – takie jak Euro 7 – doprowadzą do wzrostu cen samochodów. Co więcej, ponad połowa badanych uważa, że zaostrzanie norm nie poprawi jakości powietrza w Europie. To nie są głosy marginalne – to sygnał, że społeczna zgoda na zmianę potrzebuje nie tylko czasu, ale też zrozumienia.
Źródło: money.pl