Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych zdecydowała o obniżce stóp procentowych o 0,25 pkt proc., do poziomu 3,5–3,75 proc. Dla rynków to sygnał, że cykl luzowania polityki pieniężnej powraca, choć w cieniu kończącej się kadencji Jerome’a Powella i rosnącego napięcia politycznego wokół przyszłości Fed.

Decyzja, na którą czekał świat
Środowe posiedzenie Federal Open Market Committee miało znaczenie większe niż zwykle – było jedną z ostatnich okazji, by Powell wpisał się w historię Fed jako ten, który obniżył koszt pieniądza przed zmianą władzy w Waszyngtonie. Uzasadniając decyzję, członkowie komitetu wskazali, że inflacja w USA wciąż utrzymuje się na podwyższonym poziomie, ale nie ma potrzeby ponownych podwyżek. Według prognoz FOMC, stopy procentowe mają stopniowo spadać – do 3,6 proc. w 2025 r. i 3,4 proc. w 2026 r., przy wzroście PKB w granicach 2,3 proc.
Powell ostrożny wobec danych i polityki
Na konferencji prasowej prezes Fed przyznał, że dane makroekonomiczne z końca roku nie są w pełni wiarygodne z powodu przerw w ich publikacji po lockdownie. Wskazał jednak, że inflacja maleje wolniej, niż oczekiwano, a sytuacja na rynku mieszkaniowym pozostaje „słaba”. Zastrzegł również, że nikt w komitecie nie traktuje podwyżek stóp jako scenariusza bazowego, co rynek odczytał jako zapowiedź ostrożnego kursu.
Przyszłość Fed w rękach Trumpa
W maju 2026 r. kończy się kadencja Powella, a jego następcę wskaże prezydent Donald Trump – polityk, który od miesięcy zarzucał obecnemu szefowi Fed zbytnią zachowawczość. Wśród potencjalnych kandydatów wymienia się m.in. Christophera Wallera, Michelle Bowman i Ricka Riedera. Dla inwestorów oznacza to jedno: decyzje o stopach procentowych przestają być tylko ekonomią, a coraz bardziej wchodzą w sferę polityki – tam, gdzie chłodna kalkulacja często ustępuje miejsca presji i emocjom.
Źródło: businessinsider.com.pl