To miała być kolejna faza „wielkiego odrodzenia”, zapowiadana przez prezydenta Donalda Trumpa jako dowód na skuteczność jego strategii. Tymczasem najnowsze dane Biura Analiz Ekonomicznych USA przyniosły chłodny prysznic. W pierwszym kwartale 2025 roku realny PKB Stanów Zjednoczonych spadł o 0,3 proc. w ujęciu rocznym. Wobec wzrostu o 2,4 proc. w kwartale poprzednim, skala zmiany jest poważna. Trudno zignorować fakt, że amerykańska gospodarka, mimo zapewnień o sile i odporności, weszła na bardziej grząski grunt.

Polityka celna zbiera żniwo, import wypiera wzrost
Ekonomiści nie mają wątpliwości – nagły wzrost importu, ograniczenie wydatków rządowych oraz spadek konsumpcji przyczyniły się do ujemnego wyniku PKB. Wszystko to w kontekście nowej polityki handlowej, której jednym z filarów stały się cła. Jak podał Reuters, marcowy deficyt handlowy sięgnął rekordowych 162 mld dolarów, a sam import wzrósł do poziomu 342,7 mld. Taka dynamika – wywołana m.in. przyspieszonymi zakupami zagranicznymi przed wejściem w życie nowych taryf – wyraźnie podbiła saldo obliczeń PKB na minus.
Niepokojące są też wskaźniki inflacyjne. Wskaźnik cen krajowych zakupów wzrósł do 3,4 proc., a bazowy PCE – wyłączający ceny żywności i energii – do 3,5 proc. To oznacza nie tylko słabnącą gospodarkę, ale i wciąż wysoką presję inflacyjną, która utrudnia manewry polityce pieniężnej.
Mimo tych negatywnych sygnałów, nie wszystkie dane są czarne. Sprzedaż finalna do prywatnych krajowych nabywców wzrosła o 3,0 proc., co oznacza lekkie przyspieszenie względem końcówki 2024 roku. Niemniej – to tylko jeden jasny punkt w raporcie, który dla wielu stanowi ekonomiczne ostrzeżenie.
Prognozy coraz bardziej ostrożne – a Trump pod presją
Jeszcze przed publikacją danych z BEA, kolejne instytucje finansowe rewidowały swoje prognozy dla amerykańskiej gospodarki. CBO wskazało wzrost PKB na poziomie 1,9 proc. za cały rok, Fed obniżył swoją prognozę do 1,7 proc., a Goldman Sachs do 1,7 proc. Wszystkie te szacunki mają wspólny mianownik – wskazują na konsekwencje działań administracji Trumpa, zwłaszcza agresywnej polityki taryfowej i jej wpływu na ceny konsumenckie.
Goldman Sachs wskazuje na wzrost średniej stawki celnej o 10 punktów procentowych jako głównego winowajcę. Efekt? Wyższe ceny, spadek realnych dochodów i ryzyko dalszego spowolnienia wzrostu. Fed podniósł też prognozowaną stopę bezrobocia do 4,4 proc., a inflację bazową PCE do 2,8 proc. Zamiast „złotego wieku”, jak zapewniała administracja, mamy złożony obraz gospodarki balansującej między wysokimi kosztami życia a malejącą dynamiką wzrostu.
Przestroga na czas kampanii – ekonomia kontra polityka
Dane BEA mogą okazać się politycznym katalizatorem. Wybory zbliżają się nieubłaganie, a pierwszy kwartał 2025 roku zapisuje się jako symboliczne „twarde lądowanie” amerykańskiej gospodarki. Co prawda, wciąż możliwy jest powrót na ścieżkę wzrostu, ale coraz więcej zależy od tego, czy uda się opanować niepewność handlową i zmniejszyć presję inflacyjną bez dalszego ograniczania wydatków.
Dziś już wiemy, że slogany o powrocie wielkości Ameryki zderzyły się z rzeczywistością globalnej gospodarki, która – jak zawsze – nie słucha haseł wyborczych. A spadający PKB, wysokie ceny i rosnący import są brutalnie konkretnymi liczbami. Trudno będzie je przykryć kolejną konferencją prasową.
Źródło: biznes.interia.pl