Znany notariusz ze Szczecina usłyszał prawomocny wyrok za traktowanie pracowników, które sąd uznał za uporczywe łamanie ich praw. W kancelarii, która na zewnątrz miała sprawiać wrażenie „rodzinnej”, podwładni mieli zabijać mole, blokować parking własnym ciałem i wykonywać prywatne polecenia szefa. Sprawa, opisana m.in. przez Gazetę Wyborczą, wstrząsnęła środowiskiem prawniczym i stała się symbolem bezprecedensowego łamania praw pracowników w Szczecinie.

Szokujące kulisy kancelarii znanego prawnika ze Szczecina
Sprawa, która od miesięcy elektryzowała środowisko prawnicze, doczekała się finału. Notariusz ze Szczecina, znany lokalnie prawnik, został prawomocnie skazany za uporczywe łamanie praw pracowników. Kulisy pracy w jego kancelarii – od zabijania moli po blokowanie parkingu własnym ciałem – brzmią jak scenariusz sensacyjnego filmu, a jednak wydarzyły się naprawdę.
O sprawie jako pierwsza informowała Gazeta Wyborcza, powołując się na akta postępowania i ustalenia sądu.
„Rodzinna atmosfera”, która miała drugie dno
Według ustaleń śledczych i sądu, Jan B. (prawnik ze Szczecina) na zewnątrz kreował obraz miejsca pracy opartego na zaufaniu i bliskich relacjach. Organizował spotkania integracyjne, podkreślał rodzinny charakter kancelarii. Za zamkniętymi drzwiami rzeczywistość wyglądała jednak zupełnie inaczej.
To właśnie skargi pracowników doprowadziły do wszczęcia postępowania karnego, a następnie procesu, który obnażył skalę nadużyć i łamania praw pracowniczych.
Upokarzające obowiązki służbowe: mole, zakupy i parking
Sąd ustalił, że traktowanie pracowników w kancelarii rażąco odbiegało od standardów prawa pracy. Zatrudnieni mieli wykonywać zadania całkowicie niezwiązane z ich stanowiskami i kompetencjami zawodowymi. Wśród nich znalazły się m.in.:
-
zabijanie moli w prywatnym domu przełożonego,
-
opieka nad jego dzieckiem,
-
robienie prywatnych zakupów,
-
zasłanianie miejsc parkingowych… własnym ciałem.
Pracownicy oceniali te polecenia jako upokarzające i naruszające ich godność, co sąd wziął pod uwagę przy wydawaniu wyroku.
Różowe kajdanki i e-mail, który przesądził o winie
Jednym z najbardziej bulwersujących wątków sprawy były zachowania wobec jednej z pracownic. Jak opisywała Gazeta Wyborcza, notariusz ze Szczecina wręczył jej kajdanki z różowym futerkiem oraz wysłał e-mail z propozycją matrymonialną. Ta wiadomość stała się jednym z kluczowych dowodów w procesie.
Sprawa wywołała szeroką dyskusję o granicach relacji zawodowych i odpowiedzialności przełożonych.
Linia obrony: „to były tylko prośby”
Jan B. nie zaprzeczał faktom przedstawionym przez pracowników. W sądzie argumentował jednak, że nie wydawał poleceń służbowych, a jedynie zwracał się z prywatnymi prośbami. Tę argumentację sąd uznał za niewystarczającą.
Postępowanie obejmowało cztery osoby zatrudnione w kancelarii: zastępcę notariusza, dwóch aplikantów oraz pracownika administracyjnego.
Podstawa prawna: art. 218 Kodeksu karnego
Sprawa została rozpatrzona w oparciu o art. 218 Kodeksu karnego, który stanowi:
„Kto, wykonując czynności w sprawach z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, złośliwie lub uporczywie narusza prawa pracownika wynikające ze stosunku pracy lub ubezpieczenia społecznego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”
To jeden z kluczowych przepisów chroniących pracowników przed nadużyciami przełożonych.
Prawomocny wyrok w Szczecinie. Kara w zawieszeniu
Sąd pierwszej instancji uznał Jana B. winnym łamania praw pracowników czterech osób. Po apelacji Sąd Okręgowy w Szczecinie częściowo zmienił wyrok. Uniewinnił notariusza od zarzutu dotyczącego jego zastępcy, ale utrzymał pozostałe ustalenia.
Ostatecznie kara została złagodzona do pięciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok. Wyrok jest prawomocny.
Sprawa, która stała się ostrzeżeniem
Historia kancelarii w Szczecinie pokazuje, że nawet osoby wykonujące zawody zaufania publicznego nie stoją ponad prawem. Dla wielu to sygnał, że łamanie praw pracowników niezależnie od pozycji pracodawcy, może zakończyć się wyrokiem karnym.
Sprawa Jana B. już teraz jest wskazywana jako jeden z najbardziej jaskrawych przykładów nadużyć w relacjach pracowniczych w ostatnich latach w Szczecinie i poza nim.
Źródło: gazetaprawna.pl