Czy to koniec składki zdrowotnej, jaką znamy od lat? Lewica przedstawiła propozycję, która może całkowicie zmienić sposób finansowania ochrony zdrowia w Polsce. Zamiast obecnej 9-proc. składki zdrowotnej miałby pojawić się podatek zdrowotny zamiast składki w wysokości 12 proc. od dochodu, z kwotą wolną 30 tys. zł. Według autorów projektu aż 90 proc. Polaków zapłaciłoby mniej niż dziś, a do Narodowego Funduszu Zdrowia mogłoby trafić nawet 30 mld zł rocznie więcej. Rewolucja ma jednak swoją cenę – większe obciążenia dla najlepiej zarabiających.

Podatek zdrowotny zamiast składki. Na czym polega propozycja?
24 lutego Lewica przedstawiła rządowi projekt zakładający likwidację 9-proc. składki zdrowotnej i wprowadzenie w jej miejsce 12-procentowego podatku zdrowotnego od dochodu. Informację jako pierwszy szeroko opisał dziennik „Fakt”.
Kluczowe elementy koncepcji to:
-
zniesienie obecnej składki zdrowotnej,
-
wprowadzenie 12-proc. podatku zdrowotnego,
-
kwota wolna od podatku w wysokości 30 tys. zł rocznie,
-
dodatkowe źródła finansowania systemu (m.in. podatek „tłuszczowy” oraz wyższa akcyza na alkohol i papierosy).
Nowy podatek zamiast składki zdrowotnej miałby (według założeń) ustabilizować finansowanie ochrony zdrowia i zakończyć coroczne spory o łatanie budżetu NFZ. Szacuje się, że wpływy do systemu mogłyby wzrosnąć nawet o 30 mld zł rocznie.
Projekt wywołał mieszane reakcje w rządzie. Minister zdrowia, Jolanta Sobierańska-Grenda, podkreślała znaczenie zwiększenia finansowania systemu, natomiast minister finansów, Andrzej Domański, zaznaczył, że to inicjatywa jednej z partii, a nie oficjalny projekt rządowy.
Kto zyska, kto straci? 90 proc. Polaków z niższymi obciążeniami
Obecnie emeryci z najniższymi świadczeniami nie płacą zaliczki na PIT, ale nadal potrącana jest im 9-proc. składka zdrowotna. Po zmianach:
-
emerytura lub renta do 2500 zł byłaby całkowicie wolna od podatku i składek,
-
kwota brutto równałaby się kwocie „na rękę”,
-
zyskaliby również seniorzy ze świadczeniami do 10 tys. zł miesięcznie.
Z analiz przytoczonych przez „Fakt” wynika, że osoby zarabiające do ok. 11 tys. zł brutto miesięcznie mogłyby otrzymywać wyższe wynagrodzenie netto niż obecnie. Dopiero przy pensjach rzędu 12 tys. zł brutto obciążenia zaczęłyby przewyższać dzisiejsze.
Politycy Lewicy przekonują, że nawet 90 proc. społeczeństwa odczułoby obniżkę obciążeń zdrowotnych. System miałby być bardziej progresywny. Niższe dochody oznaczałyby realne oszczędności, a wyższe większą partycypację w kosztach.
Rewolucja kosztem najbogatszych? Eksperci mają wątpliwości
Projekt wywołał jednak kontrowersje wśród ekspertów podatkowych. Zgodnie z założeniem, to osoby o najwyższych dochodach i duże firmy miałyby wziąć na siebie ciężar zmian.
Jak powiedział „Faktowi” Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy firmy inFakt:
„Można zauważyć, że zyskują pracownicy z niższą pensją, ale za to wychodzi, że system byłby finansowany przez lepiej zarabiających. Pytanie, czy rzeczywiście wyliczono, że oszczędność dla 90 proc. Polaków byłaby pokryta przez 10 proc. pozostałych najlepiej zarabiających. Jednocześnie do systemu ochrony zdrowia miałoby wpływać więcej pieniędzy niż obecnie. Mam o to obawy”.
To właśnie ten element budzi największe emocje: czy nowy podatek zdrowotny zamiast składki zdrowotnej rzeczywiście zapewni stabilność finansową NFZ, czy doprowadzi do nadmiernego obciążenia najlepiej zarabiających i przedsiębiorców?
Na razie to propozycja polityczna, która musi przejść pełną ścieżkę legislacyjną. Jednak już dziś wywołuje gorącą debatę o tym, czy podatek zamiast składki zdrowotnej to sprawiedliwa reforma, czy ryzykowny eksperyment finansowy.
Źródło: wnp.pl