Okazuje się, że istnieje mierzalny związek pomiędzy preferowanym rytmem dobowym a poziomem zarobków. Naukowcy potwierdzili, że opłaca się wcześnie wstawać.

Niektórzy pracownicy są bardziej produktywni rano, inni wieczorami. “Nocne marki” średnio zarabiają jednak o 4 proc. mniej, niż “ranne ptaszki” — tak wynika z badań przeprowadzanych przez zespół naukowców z Uniwersytetu w Oulu w Finlandii. Jak podaje “Daily Mail”, badacze przeanalizowali dane dotyczące 12 tys. osób, a swoje wnioski opublikowali w kwartalniku “Economics and Human Biology”.
Nocny tryb życia gorszy dla naszych portfeli
Badano poziom wykształcenia, doświadczenia zawodowego, wybrany styl życia i stan zdrowia. Naukowcy odkryli, że “nocne marki” przejawiają większą skłonność do praktykowania niezdrowych nawyków, a to przekłada się na niższe zarobki. Osoby prowadzące nocny tryb życia częściej piły więcej alkoholu, paliły tytoń, nie dbały o odpowiedni poziom ruchu, miały wysokie BMI, niezdrowo się odżywiały i spędzały więcej czasu przed ekranami.
Związek z takimi nawykami miało także zdobywanie mniejszego doświadczenia zawodowego, a to z kolei przekładało się na niższe zarobki osiągane w średnim wieku. Przeciętny poziom rocznego wynagrodzenia mężczyzn – “nocnych marków” – okazał się mniejszy o 4 proc. od średnich zarobków osób, które preferowały poranny tryb życia. Jak widać, rzeczywiście opłaca się rano wstawać.
Źródła: Daily Mail, Business Insider
Biorytmy czy narzucone deadline’y – co naprawdę napędza wyniki?
Korelacja między porannym wstawaniem a wyższymi zarobkami wydaje się na pierwszy rzut oka intuicyjna – pracujesz wcześniej, więc pracujesz więcej. Ale za tą pozorną oczywistością kryje się bardziej złożony mechanizm. W wielu branżach to nie sam moment rozpoczęcia pracy decyduje o efektywności, lecz harmonizacja z rytmem organizacyjnym firmy. Biorytmy, o których mówi się w kontekście produktywności, nie mają nic wspólnego z efektem kawy o 6 rano – chodzi o zgodność rytmu wewnętrznego z rytmem środowiska pracy. Pracownik poranny, dopasowany do systemu, zarabia więcej nie dlatego, że wcześniej zaczyna, lecz dlatego, że jego aktywność pokrywa się z oczekiwaniami rynku.
Z drugiej strony, deadline’y i systemy raportowe narzucają rytm niezależnie od indywidualnych preferencji. Kto potrafi się do nich dostosować, niezależnie od pory dnia, zwykle wygrywa w dłuższej perspektywie. Praca zdalna, model hybrydowy i zadaniowe podejście do obowiązków powoli wypierają tradycyjną strukturę pracy 9–17. W tym układzie znaczenie ma nie to, kiedy zaczynasz dzień, lecz kiedy kończysz zadanie. Biorytmy stają się tylko tłem – zyskują ci, którzy opanowali zarządzanie czasem i napięciem poznawczym, niekoniecznie ci, którzy codziennie witają świt z kubkiem kawy.
Kto wstaje później, też zarabia – kiedy efektywność źle skorelowana z czasem
Model porannego sukcesu jest głęboko osadzony w kulturze Zachodu – od protestanckiej etyki pracy po współczesne slogany motywacyjne. Tymczasem dane z branż kreatywnych, technologicznych czy usług projektowych pokazują coś zupełnie innego: godzina rozpoczęcia pracy bywa drugorzędna, o ile zadanie zostało wykonane. Freelancerzy, programiści, projektanci UX – ich wydajność często osiąga szczyt w godzinach wieczornych, a jedynym miernikiem wartości staje się jakość efektu, nie pora jego powstania. Dla wielu z nich poranek to czas regeneracji, nie mobilizacji.
Z perspektywy pracodawcy kluczowy staje się rezultat – a nie liczba wypitych kaw do 8:00. Elastyczne formy zatrudnienia i nowe modele rozliczania zadań osłabiają narrację o porannej produktywności jako jedynej drodze do sukcesu. Co więcej, sztywna struktura godzinowa często eliminuje osoby o nietypowym rytmie funkcjonowania, mimo że ich kompetencje przekraczają średnią rynkową. W ten sposób rynek traci dostęp do zasobów, które nie mieszczą się w normatywnej ramie. Rano bywa wygodnie – ale wieczorem powstają rzeczy, których poranek nie byłby w stanie zaplanować.