Część 1/2
Pracowałam w Dino na pół etatu ponad 1,5 roku, zwolniłam się dobre kilka miesięcy temu i to była najlepsza decyzja dla mojej psychiki.
Sklep wysokoobrotowy z największymi obrotami w regionie, duża liczba pracowników, a wcale tak nie było - gdy ktoś się zwalniał kierowniczka wielce ogłaszała, że dostaliśmy nowy etat, a tak naprawdę ten nowy etat to osoba, która "wskakiwała" na miejsce tej zwolnionej. Zatrudnianie ciągle osób na 0,5 etatu, które w ogóle nie zazębiały się w grafiku. (usunięte przez administratora) brak organizacji pracy, ciągłe braki kadrowe przez idiotyczne układanie grafiku, czasami ciężko było o 3 osoby na zmianie.
Moje pierwsze dni w firmie - nie dostałam nawet ciuchów roboczych, kazano mi wykładać nabiał nie pokazując mi jak to robić. Żadnego przeszkolenia, a potem złe spojrzenia i denerwowanie się na nowego pracownika, że czegoś nie umie. Na poskarżenie się, że nie zostało się przeszkolonym Pani z BHP odpowiada - przecież podpisała Pani segregator. Podpisywanie segregatora polegało na pospieszaniu mnie, bo przecież ktoś musiał wyłożyć nabiał. Nie byłam w stanie przeczytać tych procedur, które i tak się nie spinają w żaden sposób, o czym piszę dalej.
Przez pierwsze większość mojej pracy w tej firmie nadgodziny były wręcz WYMAGANE. Oburzenie było jak nie miałam ochoty przychodzić dzień w dzień na 8h+ pracując na pół etatu, do momentu zakazania nadgodzin przez firmę wyrabiałam realistycznie miesiąc w miesiąc 3/4 etatu+, a na umowie pół. Wiadomo, miesiąc w miesiąc zostały zapłacone tak jak powinno być, ale to nie zmienia faktu, że robienie codziennie przez prawie rok pracy nadgodzin zgadzając się w umowie na pół etatu nie jest normalne. Jak się nie zgadzałam w dany dzień, bo nie mogłam/nie chciałam/nie pasowało mi - ucinanie premii i chłodne traktowanie. Nigdy słowa dziękuję, a w okresie świątecznym wyrabiałam prawie cały etat. Zgadzałam się, bo było mi szkoda reszty pracowników, którzy mieli mniej komfortową sytuację życiową i musieli być bakać po 10/11h dziennie w dwie osoby na zmianie + większy zarobek w tamtym okresie był dla mnie bardzo istotny. Przez dobry prawie rok mojej pracy ta firma jechała na codziennych nadgodzinach każdego z nas. Ilość pracy na ilość godzin jest nierealistyczna do wykonania.
Ilość (usunięte przez administratora) jaka panuje w tej firmie jest ciężka do opisania, starałam się wyprzeć to co tam przeżyłam, bo to się w głowie nie mieści człowiekowi. Zaczynając od ich "procedur", które mam wrażenie wprowadzają osoby, które z sklepem mają wspólne tyle, że chodzą do niego na zakupy. Absolutnie nielogiczne i w większości przypadków, tak naprawdę zmuszające pracownika dzień w dzień do zostawania dłużej lub przychodzenia wcześniej. Przygotowanie sklepu do otwarcia w pół godziny, bo praca zaczyna się od 5:30 (ile osób wchodzi na sklep wcześniej i wykonuje swoje obowiązki ZA DARMO byle się tylko wyrobić!) - zrobienie wypieku, policzenie kasetek, powjeżdżanie wszystkim, co trzeba rozładować na sklep, otworzenie sklepu uwaga: już o 5:45, bo tak sobie firma nagle wymyśliła kilka miesięcy temu (jak ktoś przychodził w grafiku w tym okresie na 6:00, to musiał przychodzić 5:35/40 żeby otworzyć sklep i koniec kropka, nawet jak nie miał ochoty na CODZIENNE nadgodziny). Zrobienie dwóch ogromnych palet z działu świeżego do godziny 7:00 jednocześnie roznosząc kilkaset nowych cenówek, które potrafiły się zmieniać codziennie, ogarniając wypiek, bo czasami było tak mało ludzi, że zmianowa musiała robić to wszystko sama. Skutkowało to czasami tym, że 3 kraty z nabiałem stały do godziny 15:00 nietknięte, bo ciągle musiały być 2 osoby na kasie i na mięsny ze względu na codzienny duży ruch.
Pracownik działu mięsnego, na wysokim obrocie, do wyładowania 3 ogromne palety mięsa w tak krótkim czasie, że nie jest w stanie się wyrobić z wszystkim co ma na tym stanowisku zrobić, aż do przyjścia drugiej zmiany (tj. zmiana cenówek, powkładanie prawidłowo datówek, sprzątanie stanowiska, dokładanie mięsa). Wieczny (usunięte przez administratora) ze względu na to, że pracownik ma dwie ręce, a nie 10. Procedura firmy odnośnie mycia maszyn - umycie 2x krajalnic, maszynki do mielenia, cięcia mięsa po zamknięciu - ŚMIECH NA SALI. Sklep zamyka się o 22:30, w grafiku masz do 22:45 i w 15 minut według firmy powinno się umyć tyle maszyn jednocześnie myjąc ladę, gdzie umycie piły to dobre pół godziny. To jest nierealne do robienia w tak krótkim czasie - jak jakiś klient złoży skargę lub zostanie do zauważone na monitoringu, który monitoruje każdy ruch pracownika to wrzucana jest nagana. Cotygodniowe inwentaryzacje mięsa i działu świeżego, do pewnego czasu dodatkowa inwentaryzacja drobiu w czwartki, TYDZIEŃ W TYDZIEŃ kilka godzin ważenia, liczenia, wprowadzania w komputer i modlenia się żeby wyszło dobrze. I to wszystko tydzień w tydzień w 3 osoby, bo lepiej wrzucić 6 osób na rano, a te co są na drugą zmianę jakoś obie poradzą przecież. Co tydzień robiły te same osoby, bo ulubienice kierownika pracują w korporacyjnych godzinach w handlu.
Część 1/2