Hiszpania przestaje być wyłącznie kierunkiem wakacyjnym – dla tysięcy Polaków staje się drugim domem i sposobem na zabezpieczenie kapitału. Boom na nieruchomości trwa, a tempo, w jakim schodzą kolejne mieszkania, nie pozostawia złudzeń: popyt rośnie szybciej niż oferta.

Wzmożone zainteresowanie zakupem mieszkań na Półwyspie Iberyjskim nie wynika jedynie z urody lokalnych krajobrazów. Inwestorzy – także z Polski – coraz częściej patrzą na hiszpański rynek jako stabilne źródło dochodu, które oferuje nieporównywalnie wyższe stopy zwrotu niż krajowe lokaty czy wynajem mieszkań w dużych polskich miastach. A kiedy dodać do tego słońce, morze i prognozy wzrostu cen – kalkulacja staje się oczywista.
Wynajem, który się opłaca
Hiszpański rynek mieszkaniowy przyciąga inwestorów z całego świata – również ze względu na rosnący popyt na wynajem. Główne czynniki? Turystyka i migracja zarobkowa. Oba te zjawiska utrzymują wysokie obłożenie nieruchomości przez cały rok, co bezpośrednio przekłada się na atrakcyjność inwestycji.
Z danych podanych przez serwis wyborcza.biz wynika, że wynajmujący mogą liczyć na miesięczne przychody rzędu 2800–3200 euro. W przeliczeniu – i przy dobrym zarządzaniu nieruchomością – oznacza to nie tylko szybki zwrot z inwestycji, lecz także relatywnie niski poziom ryzyka. Tym bardziej że im bliżej plaży, tym wyższy dochód – lokalizacja w kurorcie takim jak Marbella czy Estepona działa jak katalizator cen.
Według Joanny Ossowskiej-Rodziewicz z agencji By-Bright, ceny nowych mieszkań w Maladze zaczynają się od około 190 tys. euro za lokal z salonem i sypialnią. Za bardziej przestronne apartamenty w prestiżowych lokalizacjach trzeba zapłacić nawet 420 tys. euro. Warto zauważyć, że inwestorzy nie zrażają się wysokimi stawkami – mieszkania wciąż sprzedają się szybko, co potwierdza, że rynek ma wciąż duży potencjał wzrostu.
Polacy coraz silniejszą grupą na hiszpańskim rynku
Zainteresowanie hiszpańskimi nieruchomościami wśród Polaków nie jest zjawiskiem nowym – ale jego skala w ostatnich latach zaskakuje nawet samych analityków. Dane urzędu Registradores de España pokazują, że w trzecim kwartale 2024 roku Polacy stanowili 5,32 proc. zagranicznych nabywców nieruchomości, co dało im czwarte miejsce w tej kategorii. Co więcej – był to najwyższy wzrost udziału w porównaniu z poprzednim kwartałem.
Z roku na rok przybywa też transakcji. W 2022 Polacy nabyli niecałe 3000 domów i mieszkań. W 2023 liczba ta wzrosła do 3118, a według najnowszych danych, w ubiegłym roku osiągnęła już 4200. Trudno zignorować ten trend – oznacza on, że Hiszpania na dobre wpisała się w mapę inwestycyjną polskich inwestorów.
Czy to wyłącznie moda? Czy może racjonalna decyzja w obliczu ograniczonej rentowności inwestycji krajowych? Wiele wskazuje na to, że mówimy raczej o nowym kierunku strategicznym. Bo zakup apartamentu pod wynajem w słonecznej Hiszpanii to dziś już nie tylko przywilej zamożnych – to także świadoma decyzja inwestycyjna klasy średniej.
Słoneczne zyski, ale nie bez ryzyka
Hiszpania kusi nie tylko pogodą. Stabilność rynku, wzrost cen nieruchomości, dynamiczna turystyka i wysokie przychody z wynajmu – to wszystko składa się na obraz rynku niemal idealnego. Ale, jak zawsze, warto pamiętać, że każda inwestycja niesie ze sobą ryzyko. Koszty utrzymania, podatki lokalne, kursy walutowe – to wszystko należy skalkulować przed podjęciem decyzji.
A jednak zainteresowanie nie słabnie. Wręcz przeciwnie – nieruchomości w popularnych lokalizacjach „schodzą bardzo szybko”, jak zauważa Ossowska-Rodziewicz. Można więc zaryzykować tezę, że dla wielu Polaków Hiszpania stała się nie tylko kierunkiem urlopowym, lecz także drugim adresem. A w świecie coraz mniej przewidywalnych rynków, taki azyl – z plażą i zyskiem – może być wart każdych pieniędzy.
Źródło: money.pl