Choć Unia Europejska deklaruje odejście od rosyjskich surowców, w praktyce sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Zwłaszcza jeśli chodzi o gaz — nie tylko ten płynący rurociągami, ale też dostarczany w formie skroplonej LNG. Komisja Europejska analizuje, czy istnieją prawne sposoby na zerwanie długoterminowych kontraktów z Rosją bez konieczności płacenia ogromnych kar, jednak napotyka opór – zarówno formalny, jak i polityczny. I choć presja polityczna rośnie, to wiele państw członkowskich obawia się efektów ekonomicznych zbyt radykalnych działań.

Kontrakty, których nie można ruszyć?
Bruksela rozważa powołanie się na klauzulę siły wyższej jako podstawę prawną do wypowiedzenia obowiązujących umów. Chodzi o to, by importerzy gazu nie musieli płacić kar za przedterminowe zerwanie kontraktów. Problem polega jednak na tym, że większość porozumień objęta jest tajemnicą handlową i różni się w szczegółach, co utrudnia stworzenie jednolitego mechanizmu prawnego.
Źródła unijne cytowane przez „Financial Times” wskazują, że wojna na Ukrainie może nie wystarczyć jako argument, jeśli chodzi o uznanie jej za podstawę do zastosowania wspomnianej klauzuli. Prawnicy nie są zgodni co do tego, czy obecne okoliczności pozwalają na wyjście z kontraktów bez ryzyka pozwów i wielomiliardowych roszczeń. A ryzyko – wiadomo – lubi ciszę, ale inwestorzy niekoniecznie.
Przeczytaj także:
- Jak założyć bloga? Od czego zacząć? Jak zarabiać na blogu? Praktyczne wskazówki
- Bądź profesjonalistą! Jak tworzyć poprawne e-maile w pracy?
- Jaki biznes za 10 000 zł? Poznaj pomysły na firmę – Poradnik GoWork.pl
Droga do uniezależnienia
Obecne działania Komisji są częścią szerszego planu — unijnej „mapy drogowej” dotyczącej odchodzenia od rosyjskich paliw kopalnych do 2027 roku. Projekt miał zostać opublikowany już w marcu, ale publikację wstrzymano z obawy przed blokadą ze strony Węgier i Słowacji. Te dwa kraje są wciąż silnie uzależnione od gazu przesyłanego rurociągami z Rosji i nie ukrywają swojego sprzeciwu wobec nowych sankcji.
Tymczasem statystyki pokazują, że mimo częściowego odwrotu od rosyjskiego gazu, Europa nadal płaci — i to sporo. W ciągu roku, od lutego 2024 do lutego 2025, kraje UE przekazały Rosji 21,9 mld euro za dostawy gazu i ropy. Choć udział rosyjskiego gazu rurociągowego w europejskim miksie energetycznym spadł z 40 proc. w 2022 r. do obecnych 11 proc., to import LNG z Rosji wzrósł o 60 proc. przez ostatnie trzy lata.
Czy można więc mówić o prawdziwym uniezależnianiu się od Moskwy? A może to tylko przeniesienie akcentów z jednej formy dostaw na inną?
Gdy polityka ściera się z rynkiem
Mimo presji ze strony Komisji, wiele państw członkowskich nie chce zmuszać firm do nagłego zrywania umów na dostawy LNG. Głównym powodem są obawy przed gwałtownym wzrostem cen i destabilizacją rynku. W końcu gaz to nie tylko kwestia geopolityki, ale też rachunków zwykłych obywateli i przemysłu.
Choć Bruksela wyposażyła kraje członkowskie w narzędzia prawne pozwalające blokować dostęp rosyjskim i białoruskim operatorom do europejskiej infrastruktury, to według wielu rządów te mechanizmy nie dają wystarczającej podstawy do rozwiązania istniejących kontraktów.
Rosyjski LNG nadal dociera do portów we Francji, Hiszpanii i Belgii, a zakład Jamał LNG posiada aktywne umowy z największymi graczami branży, w tym brytyjskim Shellem i hiszpańskim Naturgy. Te kontrakty to nie tylko polityczne obciążenie, ale i finansowy ciężar — oraz ryzyko dla każdego, kto odważy się je podważyć.
Wszystko wskazuje na to, że Komisja Europejska będzie musiała balansować między polityką a realiami rynku, co w Unii nigdy nie jest łatwe. I choć Ursula von der Leyen zapowiada publikację planu w najbliższych tygodniach, to jego skuteczność zależeć będzie nie od deklaracji, lecz od gotowości 27 państw do wspólnego ryzyka. A jak wiadomo – w polityce unijnej jednomyślność bywa droższa od gazu.
Źródło: businessinsider.com.pl