Reklama

Gazowe więzy Europy. Komisja Europejska szuka drogi ucieczki z kontraktów z Rosją

Choć Unia Europejska deklaruje odejście od rosyjskich surowców, w praktyce sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Zwłaszcza jeśli chodzi o gaz — nie tylko ten płynący rurociągami, ale też dostarczany w formie skroplonej LNG. Komisja Europejska analizuje, czy istnieją prawne sposoby na zerwanie długoterminowych kontraktów z Rosją bez konieczności płacenia ogromnych kar, jednak napotyka opór – zarówno formalny, jak i polityczny. I choć presja polityczna rośnie, to wiele państw członkowskich obawia się efektów ekonomicznych zbyt radykalnych działań.

czy-ue-zablokuje-rosyjski-gaz
Źródło zdjęcia: pexels.com

Kontrakty, których nie można ruszyć?

Bruksela rozważa powołanie się na klauzulę siły wyższej jako podstawę prawną do wypowiedzenia obowiązujących umów. Chodzi o to, by importerzy gazu nie musieli płacić kar za przedterminowe zerwanie kontraktów. Problem polega jednak na tym, że większość porozumień objęta jest tajemnicą handlową i różni się w szczegółach, co utrudnia stworzenie jednolitego mechanizmu prawnego.

Źródła unijne cytowane przez „Financial Times” wskazują, że wojna na Ukrainie może nie wystarczyć jako argument, jeśli chodzi o uznanie jej za podstawę do zastosowania wspomnianej klauzuli. Prawnicy nie są zgodni co do tego, czy obecne okoliczności pozwalają na wyjście z kontraktów bez ryzyka pozwów i wielomiliardowych roszczeń. A ryzyko – wiadomo – lubi ciszę, ale inwestorzy niekoniecznie.

Przeczytaj także:

Droga do uniezależnienia

Obecne działania Komisji są częścią szerszego planu — unijnej „mapy drogowej” dotyczącej odchodzenia od rosyjskich paliw kopalnych do 2027 roku. Projekt miał zostać opublikowany już w marcu, ale publikację wstrzymano z obawy przed blokadą ze strony Węgier i Słowacji. Te dwa kraje są wciąż silnie uzależnione od gazu przesyłanego rurociągami z Rosji i nie ukrywają swojego sprzeciwu wobec nowych sankcji.

Tymczasem statystyki pokazują, że mimo częściowego odwrotu od rosyjskiego gazu, Europa nadal płaci — i to sporo. W ciągu roku, od lutego 2024 do lutego 2025, kraje UE przekazały Rosji 21,9 mld euro za dostawy gazu i ropy. Choć udział rosyjskiego gazu rurociągowego w europejskim miksie energetycznym spadł z 40 proc. w 2022 r. do obecnych 11 proc., to import LNG z Rosji wzrósł o 60 proc. przez ostatnie trzy lata.

Czy można więc mówić o prawdziwym uniezależnianiu się od Moskwy? A może to tylko przeniesienie akcentów z jednej formy dostaw na inną?

Gdy polityka ściera się z rynkiem

Mimo presji ze strony Komisji, wiele państw członkowskich nie chce zmuszać firm do nagłego zrywania umów na dostawy LNG. Głównym powodem są obawy przed gwałtownym wzrostem cen i destabilizacją rynku. W końcu gaz to nie tylko kwestia geopolityki, ale też rachunków zwykłych obywateli i przemysłu.

Choć Bruksela wyposażyła kraje członkowskie w narzędzia prawne pozwalające blokować dostęp rosyjskim i białoruskim operatorom do europejskiej infrastruktury, to według wielu rządów te mechanizmy nie dają wystarczającej podstawy do rozwiązania istniejących kontraktów.

Rosyjski LNG nadal dociera do portów we Francji, Hiszpanii i Belgii, a zakład Jamał LNG posiada aktywne umowy z największymi graczami branży, w tym brytyjskim Shellem i hiszpańskim Naturgy. Te kontrakty to nie tylko polityczne obciążenie, ale i finansowy ciężar — oraz ryzyko dla każdego, kto odważy się je podważyć.

Wszystko wskazuje na to, że Komisja Europejska będzie musiała balansować między polityką a realiami rynku, co w Unii nigdy nie jest łatwe. I choć Ursula von der Leyen zapowiada publikację planu w najbliższych tygodniach, to jego skuteczność zależeć będzie nie od deklaracji, lecz od gotowości 27 państw do wspólnego ryzyka. A jak wiadomo – w polityce unijnej jednomyślność bywa droższa od gazu.

Źródło: businessinsider.com.pl

Oceń artykuł
0/5 (0)
Ładowanie ofert pracy...