Wow, niektóre rzeczy, które się tu pisze aż przerażają, gdybym je przeczytała jak zaczynałam pracować, zwiałabym gdzie pieprz rośnie :) Pracowałam w jednej z większych galerii w Warszawie i podzielę się z wami opiniami .
1. Zarobki: W warszawie standard na cały etat to 1590 zl plus premie jak uda się zrobić budżet i raz na trzy miesiące premia za rankingówkę. Co daje całkiem nbiemałe pieniądze bo 1590+230+450 to daje ponad 2tys. Oczywiście trzeba zrobić budżet a nie zawsze jest to wykonalne bo historyczny utarg z zeszłego roku był np ogromny a weź do tego dodaj 10 czy 15 proc.
2. Załoga: Ja miałam to szczęście, że trafiły mi się naprawdę bardzo fajne dziewczyny w pracy i jedna drugiej pomagała, nie było żadnej spiny i kłótni o klientów. oczywiście to wśród stałego składu bo czasem zdarzały się nowe dziewczyny, które były na przeszkoleniu do innych sklepów, wtedy zastanawiałam się, kto je zatrudniał...
3. Kierowniczka: Bardzo dbała o atmosferę w pracy. Zdawała sobie sprawę, że klienci wyczuwają jaki sprzedawcy mają humor. Nie było na co narzekać, utrzymywała ład w sklepie co naprawdę nie zawsze było łatwe. Była tylko człowiekiem i jak każdy człowiek miała swoje gorsze dni, ale to się chyba zdarza każdemu, tym bardziej, że ona nad sobą też ma ludzi, którzy ją cisną i wymagają, więc każdy się czasem złamie. Pełna energii i humoru, jako kierowniczka napewno się sprawdzała.
4. Koordynator: Jak zaczynałam tam pracę, po spotkaniu z panią K zamierzałam się zwolnić. o Boże, co to za kobieta, nabawiłam się nerwicy jak nic, zachowanie poniżej krytyki. Pytam się, w czym ona jest lepsza ode mnie, żeby mnie traktować jak kogoś gorszej kategorii? Uff. Ale do czasu. Nie wiem czemu, może zobaczyła że niektórzy po prostu się nie uginają pod jej presją, a może zobaczyła że jej gadania tylko demotywują a nie mobilizują zmieniła nastawienie. Oczywiście, do ideału jej brakuje i chyba nigdy nie zrozumiem tej kobiety, ale od jakiegoś czasu, kobietę chyba podmienili. Stara się być miła, żartuje i nie naciska gdy widzi, że czegoś się po prostu NIE DA. Oczywiście gdy jest na sklepie. Bo gdy dzwoni po statystyki to śmierć i pożoga, bo czemu tak a nie inaczej, czemu tak mało. Chociaż zdarza się że ma dobry humor i wtedy nawet gdy parametry są gorsze to nawet nikogo nie opieprza. Święto na sklepie.
5. Praca na sklepie: No i tu się zaczyna fantazja klientów i "góry". Bo jak średni paragon duży to sztuki małe, a jak sztuki są ok to bramka mogłaby być wyższa. Klient wpada po jedną parę skarpetek za 6 zl i nie da się, NIE DA SIĘ mu sprzedać niczego innego, bo skarpetki z LYCRY są żelazne i starczą na rok :) I tu się zaczynają schody. Bo nie zawsze się da wytłumaczyć ludziom na górze że klientka nie chciała nic innego kupić. Fakt, parcie na klientów jest, na utargi i parametry. Bardzo często człowiek jest zmęczony i wypalony taką pracą. Ale to tylko jedna strona medalu, naprawdę nie jest tak źle, jak niektórzy opisują chyba że po prostu mi się trafiło dobrze. Praca jak praca, w żadnym sklepie nie będzie łatwiej. Kwestia priorytetów, i chyba charakteru nie dla każdych taka praca się nadaje, jeśli człowiek jest energiczny cierpliwy i naprawdę lubi ludzi to jest praca dla niego. Naprawdę dużo się tam nauczyłam i nie żałuję że tam pracowałam :)