Pracowałam w wielu sklepach na terenie Warszawy, wliczając inny salon z bielizną. Ale praca w jednej z Warszawskich filii Calzedonia prawie doprowadziła mnie do załamania nerwowego.
Obiecanki cacanki, cuda na kiju
• rozmowa - wszystko super, możliwość zwiększenia etatu, będziesz miała szkolenie, no po postu praca bajka, wyjazdu do Werony, możliwości premii
• Etat nie został mi zwiększony, bo niby się nie nadawałam, szkolenie? Kpina! Nie zostałam wysłana na ani jedno bo kierowniczka totalnie nie ogarniała tematu. O produktach opowiadały inne dziewczyny (w miarę możliwości) za to wiedza była egzekwowana nie tylko przez kierowniczkę sklepu ale i kierownika regionalnego. W sposób doprowadzający dziewczyny do szewskiej pasji, krzyki przy klientach, bo JAK MACIE DBAĆ O WSKAŹNIKI JAK NIE ZNACIE KODÓW (do niczego, kompletnie do niczego nie potrzebnych). Wyjazdy do Werony czy gdziekolwiek indziej? No śmiech na sali. Ani my, ani dziewczyny z Intimissimi obok o tym nie słyszały. Bałagan, wieczny bałagan, zamieszanie, kompletny brak organizacji. 'Bramka i sztuki' najważniejsze. Co z tego że jesteś dobrym sprzedawcą, wyczuwasz klienta i wiesz na co możesz sobie przy nim pozwolić. Kiedy wchodzi kobieta która z trudnością płaci 12,50 za skarpetki masz jej zaproponować WSZYSTKO inne, aż jej się głupio zrobi bo ją na nic nie stać ale za plecami stoi ktoś kto będzie cię potem z tego rozliczał. Kiedy wbiega klientka z oczkiem w rajstopie i zależy jej żeby w góra 3 minuty wyszła ze sklepu na spotkanie biznesowe, ty masz 10 minut p***rzyć o wszystkich rajstopach na sklepie po kolei,jak wkurzona powie ci że ją nic nie interesuje tylko kupno tych jednych rajstop, idziesz z nią do kasy a tam znowu 10 minut, propozycja działu damskiego (znowu!), męskiego, dziecięcego, a może skarpetki długie, a może krótkie... Dopóki klientka nie zrobi się czerwona na twarzy ze złości musisz wciskać wszystko, bo przecież wskaźniki! Regionalna gnębiąca dziewczyny, oskarżająca o różne sytuacje na sklepie, sama niczego nie winna, grożąca jeśli nie chce się wykonać któregoś z jej poleceń...
Jeśli chodzi o premie - nie łudźcie się dziewczyny. Żeby dostać premie nie wystarczy że wy zrobicie na swoje konto 3x tyle co powinnyście. Najpierw musicie wyrobić budżety sklepu - jak zrobicie go raz to za miesiąc czy dwa już będą go podnosić aż do tego stopnia, gdzie niemożliwością będzie go wyobić - co by się za dobrze nie powodziło :)
Do tego i kierownik sklepu i regionalny nie mają podstawowej wiedzy z zakresu praw pracownika.
Swoją niekompetencję potwierdziły wielokrotnie w ciągu mojej krótkiej kariery w tym sklepie. Zero zrozumienia dla pracownika. W ciągu dnia kilka razy odbiera się telefon ze wrzaskami na temat wyników. Bo przecież mamy cytuję 'rzucać się na klienta, wciskać wszystko co się da, nawet oszukiwać z rozmiarami jeśli jakiś jest niedostępny, nie wypuszczać babek z rąk, zagadywać ile się da'... Żenada, byłam traktowana tak okropnie, cały czas we dwie próbowały zrobić ze mnie idiotkę, wkręcić w każde nieporozumienie i intrygę jaką wymyśliły, obwiniana byłam za wszystko.
Oczekiwania wobec pracowników są ogromne - ale żeby wysłać na jakiekolwiek szkolenie (bo odbywają się one co jakiś czas, to kierownika widzi mi się czy pracownika wyśle czy nie) to już nie łaska, za to w nocy o północy obudzone macie znać wszystkie produkty, z kodu, imienia czy materiału produktu! Chodzenie do tej pracy było dla mnie męką. Pracownik godził się na wszystko a koniec końców usłyszał, że dalszej współpracy nie będzie (alleluja!), inne dziewczyny podobnie, rozstały się z firmą w beznadziejnych albo bardzo szorstkich stosunkach (A. B. nie pozdrawiam), a szkoda, same produkty i firma należały do jednych z moich ulubionych, teraz przechodząc obok Calzedonii w jakimkolwiek miejscu powoduję ciarki, nie mam ochoty tam wchodzić jak pomyślę sobie, że nic mi się nie spodoba, podejdzie do mnie dziewczyna, nabiję im bramkę i potem będzie słuchała tego co ja.
Nikt młody z aspiracjami nie powinien wybierać tej firmy jako swojego jednego z pierwszych miejsc pracy. Jak wspominałam, pracowałam w sprzedaży wcześniej, ale po odejściu z Calzedonii odetchnęłam z wielką ulgą. Bardzo dużo mnie to wszystko kosztowało - nerwów, płaczu, robienia z siebie idiotki nie tylko przed pracodawcą ale i klientami... Za te śmieszne pieniądze, które się tam zarabia kompletnie nie było to tego warte. Klientki mają czasem 50% zniżki a pracownice marne 30. W ogóle pracować w którejś ze spółek CALZ Polska. Dziewczyny z Intimissimi obok mówiły to samo co my kiedy którąś spotykało się na króciutkiej przerwie, wszystkie miałyśmy dosyć. O absurdach tam mogłabym mówić godzinami. Tak jak ktoś napisał - zastanówcie się czy chcecie DOSŁOWNIE robić z siebie pajaca. Prawie wyczerpałam ilość znaków, ale chcę was przestrzec. Pracowałam w jednej z mniejszych filii - po rozmowie z dziewczynami np ze Złotych Tarasów wiem, że w większych sklepach jest jeszcze gorzej... Najgorsza z moich prac ever!!!