Witam
Będę pisał bez ogródek, bo jestem zażenowany tym co się wyprawia w tej sieci i mam serdecznie tego dość.Piszę to bez wiedzy mojej żony.
Moja żona pracuję w Katowicach w sklepie wysokoobrotowym już jakiś czas. Jej pracą raczej nie można nazwać to co Ona wykonuje, pracownicy i zastępcy, bo to jest dosłowne TYRANIE jak wół.
Od prawie samego początku jak Ona tam pracuje to pojawiają sie problemy kadrowe. Przez pół roku pracowała tydzień w tydzień na druga zmianę,bo nie miał za bardzo kto. Do tego LIDL wymyślił nowy kodeks pracy.
Normalnie można pracować 5 dni pod rząd. W tej firmię można po 6 i 7 dni, a czasem i więcej dni pracować pod rząd! Tak. To prawda. Można to sprawdzić na podstawie kart pracowniczych.
Sklep , gdzie pracuje żona, boryka się już od dłuższego czasu z problemami kadrowymi. Po prostu ludzie jak widzą ten wyzysk od razu uciekają z LIDLa. Zresztą w łatwy sposób to można potwierdzić. Wystarczy wpisać w ogłoszeniach o prace : "Lidl" i wyskakuję kilkadziesiąt akordów o pracę w tej firmie !!! Do tego na sklepach sa stawiane specjalne banery z ofertą pracy, byleby tylko kogoś zatrudnić. Więc coś jest na rzeczy.
Efekt całej polityki kadrowej Lidla jest taki, że co bardziej wartościowi pracownicy czy zastępcy odchodzą, czy nawet ida na przysłowiowe L-4 z powodu nabytych dolegliwości w pracy.
A pracy , jeszcze na sklepie wysokoobrotowym jest do...zajechania człowieka. Żona z powodu braków ludzi , musi już przychodzić na godzinę 5 rano (normalnie sklep dla pracowników jest otwierany od 6:00) i wychodzi z pracy nawet po 12 godzinach!!! Czy to jest norma pracownicza w Lidlu?! I do tego z tygodnia na tydzień co chwile zmieniany grafik.(nie mamy nawet kiedy wspólnie porobić prezenty i zakupy!)
Pytam sie żony, dlaczego LIDL nie zatrudni więcej osób? Odpowiada mi, że "mamy takiego "obrotnego" KRS (kierownik regionalny sklepu), który potrafi ładnie opowiadać i obiecywać, a na końcu nic nie wychodzi, albo przyjmują osoby, które zaraz "puchną". Zresztą jak ciężką pracę wykonują na sklepach przede wszystkim kobiety niech świadczy również fakt, że mężczyźni tam zatrudnieni (na sklepach , a nie jako KRS i wyżej) po krótkim czasie "wymiękają" i jest ich stosunkowo mało.
Moja żona jest naprawdę robotną kobietą, bo pracowała w firmach , gdzie nie ma przysłowiowego "leżenia" czy siedzenia za biurkiem, a dryg do roboty został Jej, że aż tak napisze "wpojony" i sam jestem pod Jej wrażeniem, że tak potrafi. Niestety , ale i Ona już nie wytrzymuje tego szaleńczego tempa i nawału pracy. Widzę Jej spuchnięte dłonie, poprzecinane od ostrych kartonów ręce, podkrążone oczy. Po pracy przychodzi do domu, coś przekąsi i kładzie się spać na na godzinę, czy dwie. A gdzie czas dla rodziny? :(
Te pismo chciałem wysłać na adres mailowy do Pani Wellman, aby zobaczyła z jakim problemem mierzą sie pracownicy Lidla, a którego z uśmiechem na ustach reklamuję oraz chciałem wysłać do prezesa Lidl w Polsce. Niestety takie dane są publicznie poukrywane, więc muszę w ten sposób sie go (Prezesa) zapytać:
Panie Prezesie Lidla. Czy pozwoliłby Pan swojej żonie tyrać po nawet 12 godzin, nawet więcej niż 5 dni pod rząd?!
Panie Prezesie, co mam odpowiedzieć żonie, która stawia mi pytanie :"dlaczego Ja facet pracujący po 8 (czasami 9) godzin, pozwalam Jej tak długo charowac?!"
Panie Prezesie na dniach buntują sie pracownicy Biedronki, czy Pan chce tego samego u siebie?
Nie sądzę, że dostanę jakąkolwiek odpowiedz, ale może tam na "górze" Lidla uzmysłowią sobie, że nie jest tak idealnie w tej firmie, gdzie pracownicy boją się wypowiedzieć.
Smutne jest to, że taki tekst musi pisać zdesperowany mąż nie informując o tym żony.
pozdrawiam
zdesperowany mąż