Wypowiedź dotyczy pracy w centrali we Wrocławiu.
Dla zobrazowania rozwoju sytuacji w czasie podam miesiące: złożyłem aplikację o pracę w styczniu, a w lutym otrzymałem zadanie rekrutacyjne, potem odbyłem rozmowę o pracę oraz specjalne spotkanie. Było o tyle ciekawe, że w jego czasie wykonywałem jeszcze raz -- dokładnie to samo -- zadanie rekrutacyjne, ale tym razem jeden z pracowników zaglądał mi przez ramię i patrzył na ręce przez dwie godziny. Ponoć było to w celu oceny tego, jak szybko pracuję, jednak jest to dużo pracy zupełnie za darmo i to w stresującej atmosferze.
Odpowiedź przyszła pod koniec marca -- negatywna. Pod koniec maja przyszła jeszcze jedna odpowiedź -- pozytywna. I tak początek pracy nastąpił w połowie czerwca, bo ponoć rekrutacja była "bardzo pilna". Z tego co udało mi się dowiedzieć, wynikało to ze zwolnienia poprzedniej osoby.
Za szkolenie odpowiadała moja przełożona. Niestety tylko przez pierwsze dwa tygodnie (w tym tydzień, kiedy nie miałem wyposażenia do pracy w związku z procedurami onboardingowymi), bo potem kolejne trzy miesiące była nieobecna. Zdążyła tylko "nauczyć mnie", że należy podsłuchiwać cudze rozmowy, bowiem mogę dzięki temu dowiedzieć się informacji o bieżącej pracy -- co wynika z braku skutecznej komunikacji w firmie. Po tych dwóch tygodniach byłem odsyłany na "podszkolenie" do różnych pracowników z różnym poziomem zaangażowania z ich strony. Tutaj uwypukliło się kilka problemów:
- toksyczne miejsce pracy: plotki (zwłaszcza na tematy prywatne innych pracowników), bardzo duża dezorganizacja (wielokrotnie spisane niby te same procedury, ale za każdym razem z innymi informacjami -- oczywiście sprzecznymi ze sobą)
- sprzeczne ze sobą informacje dotyczące wykonywanych zadań. Zależnie od tego kogo zapytać, to samo zadanie należy wykonywać zupełnie inaczej. I tak szeregowi pracownicy (na tym samym poziomie w organizacji, co ja) wystawiali mi oceny, którym nie można było sprostać -- w związku ze sprzecznymi informacjami
- seksistowskie żarty na porządku dziennym, na poziomie pijaczka spod sklepu
- kultura pasywno-agresywnych wiadomości + rywalizacja kto pierwszy na kogo doniesie
Przez cały czas dostawałem zupełnie różne zadania, przez co nauka jednego nie przydawała się wcale w wykonaniu kolejnego. Tym sposobem za każdym razem dostawałem negatywne oceny pracy. Jest to o tyle istotne, że inne osoby -- także te zatrudnione w tym samym czasie -- otrzymywały regularnie dokładnie te same zadania, w związku z czym miały możliwość nauczyć się specyfiki pracy.
Na spotkaniach zespołu, co ciekawe, również pojawiały się plotki na temat pracy w innych departamentach i pracowników z tych departamentów. Wśród nich dowiedziałem się z jakich przyczyn byli zwalniani pracownicy innych działów -- i niestety nie były to przyczyny, które przewiduje kodeks pracy, a raczej osobiste antypatie do konkretnych osób. Był to element narracji "góry", w której praca w tym dziale jest lepsza od pracy w innych.
Przez większość czasu nie otrzymywałem zadań, którymi można wypełnić pełen etat i nie było po prostu co robić. Podejrzewam, że w związku z tym po trzech i pół miesiącach rozwiązano ze mną umowę. Obecnie jestem na okresie wypowiedzenia i jestem przekonany, że nie jest to dobre miejsce pracy dla osoby z podstawową kulturą osobistą i szacunkiem.
Podano mi przyczyny zwolnienia wyssane z palca, o których nie słyszałem nigdy wcześniej. Nie otrzymałem też żadnej możliwości poprawy/zmiany mojej pracy, gdyż na spotkanie, na którym przekazano mi uwagi o przyczynach zwolnienia, zaproszono od razu pracownicę agencji pracy tymczasowej, by wręczyła wypowiedzenie. Całość przebiegła z uśmiechem pomimo niewybrednego języka, którym posługiwała się dyrektorka pionu -- spotkanie podsumowała "pora to skończyć, żebyśmy nie musieli się z tobą męczyć".
Ze względu na infrastrukturę informatyczną występowało sporo problemów. W związku z moimi umiejętnościami przedstawiłem sugestię jak rozwiązać pewien problem kierowniczce. Skarciła mnie i poczęstowała mnie odpowiedzią w stylu "chyba ty" (uliczna pyskówka). Kaufland nie jest miejscem, w którym należy wykazywać się proaktywną postawą. Idzie to w parze z brakiem możliwości rozwoju (z wyłączeniem zastąpienia kierowników).
Ostatnia ważna rzecz, to polecenie, by w razie jakichkolwiek wątpliwości zadawać pytania "żebyście nie marnowali czasu" -- jest to rada dyrektorki pionu. Jednak gdy zadawałem pytania pracownikom -- ci odpowiadali "a czemu sam nie sprawdzisz?", co nie było zbytnio możliwe w związku z brakiem jednolitych procedur. Odrębną kwestią jest uznaniowość, jaka obowiązuje w Kauflandzie. Rzecz w tym, że nawet całkowicie poprawna merytorycznie praca może być "niepoprawna", zależnie od tego kto wykonał zadanie.
Na koniec dodam, że praca jest na stawce 6200 brutto -- przez agencję, bez prawa do benefitów, w tym opieki medycznej, która jest standardem u konkurencji. Raczej nie warto, chyba że w trudnej sytuacji życiowej, bez innej możliwości (tak jak to było u mnie).