Sami pracownicy i kierownicy (poza niechlubnymi wyjątkami) są świetni. Jak w każdym zespole trafiają się nieporozumienia. Natomiast zawsze można liczyć na ich wsparcie i wyrozumiałość.
Mają oni jednak rzucane kłody pod nogi- są obwiniani o każde, najdrobniejsze błędy, mają doprowadzać sklep do stanu idealnego, podczas gdy brakuje im czasu, zasobów i ludzi. Zarząd chyba uważa że każdy z pracowników ma dodatkową parę rąk, a za te śmieszne zarobki będzie się zarzynał w imię upychania srebrnikami kieszeni szefostwa.
O ile kadra kierownicza niższego rzędu (dyrektorzy/ menadżerowie marketów, team liderzy) starają się pogodzić przepracowanych pracowników z zachłannym zarządem. O tyle dyrektorzy regionalni najchętniej chcieliby główną motywacją dla pracownika był krzyk i mobbing. Po tym jak w tym roku zwolniony został dyrektor marketu, "pan" Damian (dyrektor regionalny) zrobił zebranie z pracownikami. Zapytał czy są z siebie dumni, że to przez nich został zwolniony i jakby to on się za nich wziął- chodziliby jak w zegarku. Po terrorze i wyzysku jaki zafundował pracownikom, duża część z nich poszła na L4. Co skomentował tekstem że jakby on był menadżerem marketu, nie zgodziłby się na żadne L4 ani UŻ. Najlepiej żeby każdy z pracowników zapierdzielał za miskę ryżu, prawda "panie" Damianie? Mamy co prawda XXI wiek, ale "pan" Damian chciałby się najwidoczniej cofnąć w czasie- najlepiej do czasów niewolnictwa. Rozumiem że Kaufland jest firmą niemiecką, ale wątpię, że szefostwo chciałoby być porównywane do (usunięte przez administratora)
Uważam że osobistą porażką całego zarządu jest doprowadzenie, do tego że tego typu ludzie sprawują tak wysokie stanowiska. Powinni mieć absolutny zakaz pracy z ludźmi.
2 gwiazdki tylko ze względu na wspaniałych ludzi, których można tam spotkać.