Reklama

Podatek wojenny i zawieszenie świadczeń socjalnych – szaleństwo czy trolling?

Pomysł wprowadzenia podatku wojennego i jednoczesnego zawieszenia świadczeń socjalnych brzmi jak fantazja człowieka, który przestał rozumieć, że ekonomia nie jest dziedziną wyizolowaną z codziennych realiów, a polityka nie jest eksperymentem laboratoryjnym. Ludwik Kotecki, członek RPP, postanowił wystąpić w roli proroka budżetowego Armagedonu — i przy okazji sprawdzić, jak daleko można przesunąć granicę absurdu w debacie publicznej.

podatek-wojenny-i-zawieszenie-swiadczen

Podatek wojenny – cyniczna demagogia w cieniu realnego zagrożenia

Kotecki z całą powagą mówi o wprowadzeni podatku wojennego na pięć lat, wierząc uroczo, że społeczeństwo z entuzjazmem odda do Skarbu Państwa kolejne miliardy, tylko dlatego, że ktoś w garniturze uznał to za konieczne. W tle pobrzmiewa oczywiście argument o ratingach i inwestorach, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że to raczej szantaż emocjonalny, aniżeli realna propozycja. Skoro deficyt budżetowy faktycznie rośnie, można zapytać, kto odpowiadał za politykę pieniężną w ostatnich latach i czy przypadkiem nie siedzi w tym samym gremium, które dziś nagle odkrywa „potrzebę odpowiedzialności”.

Ironia polega na tym, że członek RPP apeluje o konstytucyjne zmiany i ponadpartyjne porozumienie, jakby wierzył, że polski Sejm w jednej chwili z kiepskiej parodii Monty’ego Pythona stanie się akademią Platona. Deklaracja ta brzmi więc bardziej jak występ w miernym kabarecie aniżeli analiza ekonomiczna, ale polskie społeczeństwo od 1989 roku (a nawet znacznie wcześniejszego) powinno już być przyzwyczajone do takich ułańskich fantazji.

Świadczenia socjalne jako kozły ofiarne – „ruski mir” przyjdzie szybciej niż Putin?

Jeszcze mocniej wybrzmiewa sugestia, aby czasowo zawiesić babciowe, rentę wdowią czy 800 plus. To już nie jest eksperyment fiskalny, tylko otwarte wezwanie do politycznego samobójstwa. Zamiast zastanowić się, jak racjonalizować wydatki i gdzie ciąć koszty, Kotecki woli uderzyć w najłatwiejszy cel — programy, które dotykają milionów ludzi. Łatwo powiedzieć: „zawieszamy” — trudniej odpowiedzieć, jak rodziny mają przeżyć miesiące czy lata tej eksperymentalnej diety budżetowej.

Nagłe obcięcie niemal całej pomocy społecznej, przy jednoczesnym zwiększeniu obciążeń podatkowych, to gotowy scenariusz do ekspresowego zubożenia społeczeństwa. Państwo, które odbiera świadczenia i nakłada nowy „podatek wojenny”, nie walczy z kryzysem — ono go produkuje. Oczywistym jest, że znaczna część społeczeństwa w ciągu kilku miesięcy spadłaby o kilka pięter niżej w hierarchii dochodów, a różnica między klasą średnią, a ubóstwem, stałaby się praktycznie płynna.

Ten model nie jest teorią, lecz (poczynioną, zapewne, nieświadomie) kopią mechanizmu znanego z putinowskiej Rosji, gdzie aparat państwowy wyciska z obywateli każdą kroplę potu i krwi, nie oferując w zamian żadnego bezpieczeństwa socjalnego. To wizja „ruskiego miru” w polskim wydaniu — kraj bogaty „na papierze”, z deficytem ukrywanym po szafkach kosztem własnych obywateli, którzy stają się ekonomicznymi zakładnikami (albo i niewolnikami) w imię budżetowej ortodoksji. W takim systemie nie ma mowy o rozwoju — jest tylko nieustająca, codzienna walka o przetrwanie, gdzie kromka chleba urasta do rangi towaru luksusowego.

Inwestorzy spokojni – to obywatel ma się bać

Najbardziej groteskowe jest zestawienie dramatycznych diagnoz z deklaracją, że zagraniczni inwestorzy zachowują spokój nawet po wtargnięciu rosyjskich dronów. Skoro ci, którzy trzymają w rękach kapitał, nie panikują, to dlaczego obywatel ma uwierzyć, że sytuacja wymaga aż tak radykalnych posunięć? Odpowiedź nasuwa się sama — bo łatwiej zastraszyć własnych podatników niż przyznać, że polityka gospodarcza państwa została rozłożona na czynniki pierwsze przez lata zaniedbań i braku spójnej wizji.

Kotecki występuje w roli eksperta, który rzekomo wie więcej niż inni, a w rzeczywistości mówi językiem prowokacji, testując cierpliwość opinii publicznej. Jeśli to miała być poważna propozycja, to wygląda raczej na intelektualne harce człowieka, który pomylił dyskusję o finansach z grą w ruletkę.

Źródło: businessinsider.com.pl

Oceń artykuł
4.5/5 (4)
Ładowanie ofert pracy...