Administracja Donalda Trumpa nie ustępuje w dążeniu do przejęcia Grenlandii – autonomicznego terytorium Danii. Według wyliczeń amerykańskich ekspertów, operacja mogłaby kosztować nawet 700 miliardów dolarów. Tyle, co ponad połowa rocznego budżetu Pentagonu.

Wyspa za pół biliona – geopolityczna inwestycja stulecia?
Biały Dom uzasadnia zainteresowanie Arktyką względami bezpieczeństwa – Grenlandia ma strategiczne znaczenie w kontekście rywalizacji z Chinami i Rosją. Sekretarz stanu Marco Rubio odpowiada za opracowanie scenariuszy przejęcia wyspy. Obok zakupu – który miałby objąć także finansową „zachętę” dla mieszkańców – rozważane są inne opcje: status terytorium zależnego lub wariant siłowy. To ostatnie brzmi jak żywcem wyjęte z czasów kolonialnych, lecz w retoryce Trumpa pojawia się regularnie. A cena? 700 miliardów dolarów – suma niepojęta nawet w realiach budżetu USA, ale mająca wymiar nie tylko finansowy.
Dania mówi „nie”, Grenlandia również
Mimo nacisków z Waszyngtonu, zarówno władze duńskie, jak i grenlandzkie jednoznacznie odrzucają możliwość sprzedaży wyspy. Premier Jens-Frederik Nielsen deklaruje, że wybiera Danię. Trump komentuje to bez ogródek: „to jego problem”. Dalszy bieg wydarzeń zależeć będzie m.in. od zaplanowanych rozmów z udziałem wiceprezydenta J.D. Vance’a i duńskich dyplomatów, którzy próbują ostudzić rosnące napięcie.
Czas Trumpa ucieka
Zgodnie z analizą amerykanisty Rafała Michalskiego, Trumpowi pozostały trzy lata, by przekuć kontrowersyjny pomysł w polityczny fakt. Po wyborach śródokresowych balans sił w Kongresie może się zmienić, a obecne działania prezydenta wydają się rozpaczliwą próbą przyspieszenia historii. Doradca ds. bezpieczeństwa Stephen Miller uważa Grenlandię za kluczową – reszta administracji milczy. Nie ma przecieków, nie ma projektów ustaw. Pozostaje pytanie, czy Grenlandia to realny plan – czy kolejny element politycznej gry.
Źródło: money.pl